Dzieło Elisabeth Gaskell to kwintesencja wiktoriańskiej powieści. Podkreślenia wymaga fakt, że takiej z najwyższej półki, napisanej nie tylko przepięknym językiem, który dzisiaj tak rzadko w książkach występuje, ale również z rozmysłem i rozmachem właściwym dla epoki w jakiej powstała.
Akcja rozpoczyna się na rolniczym, niezwykle pięknym i bajkowym wręcz południu, gdzie Margaret Hale wiedzie z rodzicami spokojne życie. Wskutek zmiany swych poglądów pan Hale rezygnuje z posady pastora i przenosi się na północ - do przemysłowego Milton (fikcyjne miasto, którego pierwowzorem jest Manchester) a wraz z nim przeprowadza się jego córka i żona. Na miejscu dziewczyna poznaje pracodawcę, będącego jednocześnie uczniem, jej ojca – pana Thortona, właściciela fabryki, uosobienie przemysłowej północy i sukcesu jaki można w tym rejonie odnieść.
Już pierwsze rozdziały powieści ukazują dysonans między Północą a Południem, który budowany jest poprzez następujące chronicznie w fabule wydarzenia. W porównaniu z Północą i jej wszystkimi nieszczęściami, Południe pozostaje mityczną krainą, miodem i mlekiem płynącą. Różnice te najbardziej są widoczne dzięki wydarzeniom, jakie towarzyszą pannie Hale. To właśnie w Milton dziewczyna ma okazję spotkać niewyobrażalną wręcz biedę, chorobę, czy śmierć, zjawiska z jakimi do czasu wyprowadzki nie obcowała.
W powieści zachwyca jej wielowątkowość i wymykanie się klasyfikacji rodzajowej, bo absolutnie nie można stwierdzić, że Północ i Południe jest typowym romansem. Równolegle do wątku miłosnego rozwijana jest tematyka rewolucji przemysłowej, praw pracowniczych, poprawienia warunków najbiedniejszych, a także kwestia wątpliwości religijnych. Wszystkie te wątki posiadają przedstawicieli w postaci szczegółowo zarysowanych bohaterów.
Niezwykle spodobała mi się główna bohaterka – Margaret. Dziewczyna o gołębim sercu, pełna empatii, nie pozbawiona jednak inteligencji i odwagi. Panna Hale szczególnie korzystnie wypada na tle swojej kuzynki Edith i Fanny Thorton, głupiutkich trzpiotek, zainteresowanych jedynie bogactwem i damskimi fatałaszkami. Margaret jest kobietą orkiestrą, potrafiąca odnaleźć się w każdej sytuacji, a przyznać trzeba, że Gaskell na jej barki nałożyła wiele nieszczęść.
Mam wrażenie, że wiele większe znaczenie niż motyw miłosny, ma w całej powieści temat śmierci, a Gaskell hołduje słynnemu powiedzeniu memento mori. Kiedy już się wydaje, że wszystko będzie dobrze, a na kartach książki nie ujrzymy żadnego trupa, autorka odwraca bieg historii czyniąc ją niezwykle tragiczną. Dramatyzm losu bohaterów podkreśla swoistą dysharmonię nakreśloną między Północą – ukazywaną jako siedlisko wszelkich nieszczęść, a Południem – oazą nadziei i spokoju. Dopiero słowa Margaret do Bessy, biednej i chorej dziewczyny, pozwalają te różnice pokonać:
Dobro i zło można spotkać wszędzie, a skoro powiedziałaś co tutaj jest złego, pomyślałam że będzie sprawiedliwie powiedzieć ci, co jest złego na Południu.
Podsumowując, Północ i południe to wspaniała, monumentalna powieść. Zwiedzie się jednak ten, kto poszukuje typowego romansu. Nie jest to jednak mankamentem powieści, a odmalowane tło społeczno- obyczajowe z pewnością zachwyci wszystkich wielbicieli klasycznej, XIX-wiecznej powieści.
Tytuł oryginału: North and South
Data wydania: listopad 2014(w wersji: Angielski ogród); książkę wydano pierwotnie w 1854 roku
Liczba stron: 576
Wydawnictwo: Świat Książki
-------------------------------------------------
Przypominam, że na blogu do 10 lutego, trwa rozdawajka związana właśnie z Północą i Południem. Zasady są proste, zapraszam więc do spróbowania szczęścia. Aby przejść do postu konkursowego wystarczy kliknąć w poniższy baner.
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Klasyczny XIX-wieczny romans.












