Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 kwietnia 2020

"Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera" Jacek Hołub


Poprzedni reportaż Jacka Hołuba Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci okazał się jednym z najbardziej emocjonujących reportaży wydanych w 2018 roku. Kolejna jego książka, wydana przez Wydawnictwo Czarne, czyli Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera jest kolejną naładowaną potężnym ładunkiem emocjonalnym.

W swojej książce Jacek Hołub rozmawia, a właściwie daje się wypowiedzieć czternastu osobom. W głównej mierze są to rodzice dzieci z zaburzeniami, ale pojawiają się również pedagodzy, psycholodzy, pracownicy MOPS-u. Całość zakończona została mini wywiadem z Bartoszem Neską, psychologiem i diagnostą współpracującym z osobami ze spektrum autyzmu.

Reportaż o dzieciach przeraża, ale też uświadamia. Rozmowy przeprowadzone przez Hołuba pokazują społeczeństwo zupełnie nieprzygotowane i niewyedukowane pod kątem zaburzeń. Okazuje się, że w przeważającej mierze rodzice muszą zmagać się z pozorną oceną, zaszufladkowaniem ich dzieci, stwierdzeniem, że są niegrzeczne i niewychowane. Do pewnego stopnia można zrozumieć takie reakcje, jeśli nikt nie zna dziecka, jednak ciężko je zaakceptować, szczególnie gdy pochodzą od ludzi wykwalifikowanych, jak nauczyciele i pozostali członkowie kadry pedagogicznej. W dużej mierze problemem rodzin, w których wychowują się dzieci z zaburzeniami jesteśmy my, ludzie z najbliższego otoczenia: sąsiedzi, osoby spotykane w sklepach i na spacerach. Tak łatwo przychodzi nam ocenianie, zbyt łatwo. 

Kolejnym ważnym aspektem poruszanym w książce jest zdrowie psychiczne rodziców. Tym brakuje jakiejkolwiek pomocy, całą swoją siłę skupiają na dzieciach i przez pryzmat swoich dzieci są oceniani. Niekiedy matki nie mogą liczyć na swoich mężów/ partnerów. Jedna z mam stwierdziła, że gdy ojciec jej syna dowiedział się, że tamten cierpi na ADHD odmówił pokazywania się z nim publicznie. Nie odbiera go ze szkoły, nie chodzi do lekarza, na terapię bo się wstydzi. Cała opieka nad domem i dziećmi została złożona na karb tej biednej kobiety. Mężczyzna ogranicza się do grania z synem w gry komputerowe, a i to nie sprawia mu satysfakcji, bo chciałby wygrywać, a syn (ośmiolatek) nie potrafi jeszcze dobrze poruszać się w strzelankach. 

W rozmowie z psycholożką z poradni padają takie słowa: 

Czasem potrzeba lat, by rodzice mogli przejść przez proces godzenia się z rozpoznaniem i problemami dziecka. Niestety, często mają poczucie, że zostali sami. I realnie tak jest. Ich potrzeby są absolutnie marginalizowane. 

Rodzice przebywają z dziećmi całymi dniami, niejednokrotnie pracując, zajmując się też rodzeństwem dzieci z zaburzeniami. Często nie wyciąga do nich ręki nawet najbliższa rodzina, która zamiast pomagać tylko niszczy ich psychicznie boleśnie oceniając zachowanie ich dziecka. 

Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera to reportaż bardzo bolesny, ale niezwykle ważny. Autor bez oceniania podaje same fakty, przybliża wypowiedzi osób, z którymi miał okazję się skontaktować. Z jednej strony są to suche fakty, z drugiej mocno przeżywa się te rozmowy. Książka na pewno zmusza do myślenia i zastanowienia nad własnym zachowaniem. Ile razy krzywo spojrzało się na płaczące dziecko i pomyślało, że rodzic zupełnie go nie wychował? 

Tytuł: Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera
Autor: Jacek Hołub
Data wydania: 2020-01-22
Liczba stron: 232
Wydawnictwo: Czarne




Ten oraz inne reportaże znajdziecie w księgarni internetowej Gandalf.com.pl


Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl

poniedziałek, 17 lutego 2020

Dziennik napisany w obozie - "Stacja końcowa Auschwitz" Eddy de Wind



Przyznam, że jestem jedną z tych osób, które drażni najnowszy trend literacki, czyli powieści obozowe. Mam wrażenie, że po sukcesie Tatuażysty z Auschwitz każdy chce napisać bestseller osadzony w tym okrutnym miejscu. Dlatego jedyną książka obozową, na jakiej lekturę zdecydowałam się w tym czasie jest Stacja końcowa Auschwitz Eddiego de Winda, bowiem są to wspomnienia autora spisane jeszcze podczas pobytu w obozie.

Eddy de Wind był holenderskim lekarzem pochodzenia żydowskiego. Mężczyzna początkowo przebywał w obozie w Westerbroku, później wraz z żoną został zesłany do Auschwitz. Doświadczył wiele zła na każdym kroku, obserwował przemoc i wyzysk. Po wojnie często zastanawiał się, co sprawiło, że akurat on przeżył. Eddy'ego charakteryzowała bardzo dużą determinacja, dodatkowo motywowała go jego żona w potajemnych listach i podczas przelotnych spotkań. Po wojnie Eddy wyspecjalizował się w psychiatrii i pomagał osobom z syndromem poobozowym.

Jako że dziennik został spisany w trakcie pobytu autora w obozie, to jest napisany dosyć chaotycznie i przyznam, że dziwiło mnie, że napisany został w trzecioosobowej narracji. Głównym bohaterem książki jest Hans, alter ego Eddy'ego. W książce występują też inne postaci, znani zbrodniarze, chociażby Josef Mengele (autor jednak nie wymienianego z nazwiska). Dziennik de Winda przedstawia wydarzenia takimi, jakimi były, bez upiększania, bez zmiany pod wpływem faktów, które wypłynęły na światło dzienne już po wojnie.

Stacja końcowa Auschwitz to z pewnością istotna książka dla wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o obozie. Mnie jednak trochę zabrakło wstępu i przypisów, które wytłumaczyłby pewne sytuacje w trakcie lektury. Rolę takiego informatora czyni posłowie, trochę szkoda, że dopiero na koniec poznałam pewne fakty, które z pewnością ułatwiłyby mi lekturę i przybliżyły sylwetkę Hansa.



Tytuł: Stacja końcowa Auschitz
Tytuł oryginału: Eindstation Auschwitz
Autor: Eddy de Wind
Tłumaczenie: Iwona Mączka
Data wydania (Pl): 15 stycznia 2020 
Liczba stron: 288
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

środa, 3 lipca 2019

Kobiety, które zmieniły bieg świata - "Genialne dziewczyny" Vichi de Marchi i Roberta Fulci



Uważam, że książek przybliżających sylwetki osób, które w znaczący sposób zapisały się w naszej historii nigdy dość. Cieszy mnie, że powstają jak grzyby po deszczu, a dodatkowo przybierają formę, która przypadnie do gustu także młodym czytelnikom. Świetnym przykładem takiej publikacji są Genialne dziewczyny autorstwa Vichi de Marchi i Roberty Fulchi. 

Książka ta opowiada historie piętnastu niezwykłych kobiet, które przyczyniły się do rozwoju nauki. Każda z nich zapisała się na kartach historii. Autorki postarały się o różnorodność. Opisały życie kobiet zajmujących się skrajnie różnymi dziedzinami: od astronautki (Valentina Tierieszkowa) poprzez badaczkę pracującą z szympansami (Jane Goodall) aż do aktorki o genialnym umyśle (Hedy Lamarr). 

Genialne dziewczyny podzielone zostały na piętnaście rozdziałów. Każdy z nich odpowiada historii innej kobiety. Napisane one zostały w sfabularyzowany sposób. Każdy z nich jest opowiadaniem napisanym w pierwszoosobowej narracji. Całość uzupełniają osie czasu ukazujące lata, w jakich żyły opisywane osoby. Dodatkowo na końcu każdego rozdziału umieszczono tabelę z najistotniejszymi datami dotyczącymi danej dziewczyny oraz wyjaśnienie, dlaczego jest ona ważna dla nauki. 

Opisując tę książkę należy też wspomnieć o jej formie graficznej. Wyróżnia się twardą okładką o dość nietypowym formacie. Grafika okładkowa przykuwa wzrok, tak samo, jak utrzymane w tym samym stylu ilustracje wewnątrz książki. 

Genialne dziewczyny Vichi de Marchi i Roberty Fulci to książka, która w przystępny sposób przybliża życie i odkrycia istotne dla nauki. Historie opisanych w niej kobiet pokazują, że nie ma rzeczy niemożliwych i dużo jest prawdy w powiedzeniu, że siła jest kobietą. 


Tytuł: Genialne dziewczyny. 15 historii niezwykłych kobiet, które przyczyniły się do rozwoju nauki
Tytuł oryginału: Ragazze con i numeri. Storie, passioni e sogni di 15 scienziate
Autorzy: Vichi de Marchi i Roberta Fulci 
Data wydania (Pl): 27 marca 2019
Liczba stron: 195
Wydawnictwo: Kobiece




Tę książkę oraz inne bestsellery znajdziecie w księgarni taniaksiazka.pl

poniedziałek, 6 maja 2019

Wycinek niechlubnej historii Ameryki - "The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki" Kate Moore


Na początku XX wieku we wstępie do sztuki Doctor's Dilemma George Bernard Shaw napisał:

Świat oszalał na punkcie radu, który rozpalił naszą łatwowierność, tak samo jak duchy w Lourdes rozpaliły łatwowierność katolików. 

Rad, cudowny pierwiastek wynaleziony przez nasza rodaczkę Marię Skłodowską - Curie przyczynił się nawet do śmierci swojej wynalazczyni, w co ta do końca nie wierzyła. Co więcej, miał przyczynić się do innych zgonów, pełnych boleści i niewyobrażalnych katuszy, a dodatkowo stać się przyczynkiem jednego z największych skandali XX wiecznych Stanów Zjednoczonych.

Moda na produkcję świecących w ciemnościach tarcz zegarowych stała się przysłowiowa żyłą złota. W USA istniały dwie fabryki, w których takowe wyrabiano: w Orange, New Jersey oraz w Ottawie, Illinois. W obu miejscach zatrudniano kobiety, które z pieczołowitością malowały numery na cyferblatach. Efekt luminescencji uzyskiwany był dzięki specjalnej farbie zawierającej w składzie rad. Dziewczęta musiały wykonywać swoją pracę jak najdokładniej, cyferki bowiem miały jedynie kilka milimetrów szerokości, a do dyspozycji miały japońskie pędzelki, które trzeba było zaostrzyć, by się nie rozwarstwiały. Najlepsza znaną techniką do ich ostrzenia było moczenie pędzelka w ustach, co tez każda z dziewcząt czyniła. Kilka, kilkanaście, kilkaset razy dziennie: obliż, zanurz, maluj było jedyna słuszną techniką, wskazywana również przez pracodawcę. Dodatkowo praca uznawana była za prestiżową. Po zakończeniu zmiany dziewczęta brylowały w towarzystwie, w końcu tak pięknie świeciły, bo pokrywał je radowy pył.

Po latach jednak zaczęły się problemy. Kobiety uskarżały się na ból zębów, bioder, kości. Zębodoły po ekstrakcji nie chciały się goić, ropiały, a wraz z ropą na wierzch wykruszały się kości szczęki. Inne partie ciała atakowały paraliże, mięsaki. Lekarze byli bezradni, nie potrafili zdiagnozować dziwnych przypadłości, stawiali mylne diagnozy. Wiele czasu upłynęło nim powiązano zdrowie kobiet z miejscem ich pracy, przeprowadzono dokładne badania, by stwierdzić zatrucie radem. W końcu uznawany on był za cudowny pierwiastek, a przemysł farmaceutyczny oferował całą gamę specyfików zdrowotnych zawierającym go w składzie.

Stwierdzenie choroby radowej pociągnęło za sobą szereg pozwów sądowych o odszkodowania dla pracownic, które w wyniku wykonywania obowiązków straciły zdrowie i zapadły na nieuleczalną chorobę. Jednak potentaci w tworzeniu luminescencyjnych tarcz zegarowych, nie chcieli się ugiąć pod tymi żądaniami, mimo że ich firmy zarabiały krocie, nawet w obliczu krachu na giełdzie nowojorskiej.

Reportaż Kate Moore odkrył nieznaną mi dotąd historię Ameryki. O promiennych kobietach się nie mówi, nie wspomina, przynajmniej w Polsce. Losy tych dziewczyn są bulwersujące, przerażają ogromem cierpień przez jakie kobiety musiały przejść. Każda z nich rozpoczęła pracę w młodym wieku, były nastolatkami, a właściwie podlotkami. Skusiły je wysokie zarobki, prestiż pracy i zapewnienia, że wykonywane przez nich czynności są całkowicie bezpieczne. Wszak miały codziennie dostęp do cudownego pierwiastka za jaki uznawano rad.

Ciężko uwierzyć w znieczulice pracodawcy, który nie chciał finansowo pomóc kobietom, mimo że bezpośrednią przyczyną ich cierpienia była praca. Co więcej, gdy kobiety żyły dłużej niż było to przewidziane przez lekarzy, opinia publiczna również zaczęła podejrzewać, że uknuły spisek, by wyciągnąć odszkodowanie od firmy. Dopiero gdy na zatrucie radem zmarł znany businessman i milioner, zaczęto im w pełni wierzyć, a leki zawierające rad zostały wycofane z aptek.

Reportaż jest bardzo personalny, mocno skupiony na jednostce, na każdej postaci która opisuje. Kate Moore z pietyzmem odmalowała losy promiennych kobiet, powołując się na liczne źródła i cytując rozmowy. Dzięki temu książkę czyta się jak powieść grozy. Jedynym, co mi momentami przeszkadzało były osobiste wtrącenia autorki. Jawnie zaznaczyła, po której jest stronie i niektóre wstawki były po prostu nie na miejscu, jeśli książkę mamy traktować jako obiektywny reportaż.

W firmie zatrudniony był również ojciec Frances. I chociaż był "pewien", że Frances zabiła jej praca, "nie śmiał robić awantury", z obawy przed utratą zatrudnienia. 
Jacy posłuszni pracownicy. 

Kate Moore na podstawie historii tytułowych Radium Girls ukazała działanie machiny biznesu, który nie liczy się ze stratami i chce ugrać dla siebie jak najwięcej. Na podstawie sytuacji ekonomicznej, obawy o utratę pracy, pokazała, że stanowisko można przypłacić życiem i wielkim cierpieniem. Autorka włożyła wiele pracy w zebranie materiału i stworzenie tej książki, która niewątpliwie jest reportażem na bardzo wysokim poziomie. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że opowieść o promiennych dziewczynach pojawiła się polskim rynku wydawniczym i mam nadzieję, że wiele osób się z nią zapozna, by uzmysłowić sobie, że USA to nie tylko amerykański sen.

Tytuł: The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki
Tytuł oryginału: The Radium Girls: The Dark Story of America's Shining Women
Autor: Kate Moore
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa
Data wydania (Pl): 30 stycznia 2019
Liczba stron: 469
Wydawnictwo: Poradnia K




Ten oraz inne reportaże znajdziecie na stronie księgarni taniaksiazka.pl
  

środa, 26 września 2018

"Przepustka do raju" Mirosław Prandota



Szwecja to państwo, które wielu uważa za raj. Już w latach 70-tych utrwalił się taki obraz tego kraju. W swojej publikacji Przepustka do raju Mirosław Prandota ukazuje, że nie wszystko złoto, co się świeci, a Szwecja wygląda idealnie jedynie, gdy tam się nie mieszka.

Autor przez wiele lat przebywał w Szwecji. Przepustka do raju to zbiór felietonów, które według niego obrazują wszystkie bolączki tego państwa. Autor od środka ukazał życie mieszkańców, ich podejście do cudzoziemców, ale też do siebie samych. Nakreślił także rys historyczny oraz najciekawsze jego zdaniem postaci. Kilka z mini reportaży traktuje także o związkach między Szwecją a Polską.

Pierwszym co rzuca się w oczy, jest mentalność przeciętnego Szweda. Są oni osobami zamkniętymi w sobie, pod żadnym pozorem nie są wylewni. Przede wszystkim starają się być tolerancyjni, szanują wszelkie odmienności, jeśli, nie daj Boże, ktoś nie próbuje być indywidualistą. Szwedzi są zachowawczy. Jak sam autor pisze: tak na oko, ludzie są blisko ludzi, ale człowiekowi daleko do człowieka.

Przepustka do raju opowiada jednak nie tylko o mentalności Szwedów. Autor w niezwykle zabawny sposób przywołuje sytuacje, jakich był świadkiem. Mnie bardzo przypadła do gustu ta, o koledze, który zaraźliwie się śmiał, czy o hrabim Potockim. Autor ukazuje, że wyjątki stanowią regułę i zdecydowanie podkreśla, że Szwecja rajem nie jest, a tytuł jego publikacji ma wydźwięk sarkastyczny.

Wielką zaletą tej książki jest cięty i niepozbawiony poczucia humoru język autora. Mimo że Przepustką do raju porusza wiele trudnych tematów, jak chociażby napływ imigrantów do tego kraju, przez książkę się mknie, chcąc jeszcze bardziej zagłębić się w przemyślenia Mirosława Prandoty. Wielkim atutem jest doświadczenie autora w tym temacie, bowiem wszystko, o czym pisze, przeżył na własnej skórze.

Pozycja ta to niesamowicie ciekawa publikacja, która pozwala zapoznać się z życiem naszych północnych sąsiadów. To książka, która zdecydowanie przypadnie do gustu wielbicielom literatury faktu, ale też tym, którzy cenią sobie cięty język pisarski. Zdecydowanie polecam.

Tytuł: Przepustka do raju
Autor: Mirosław Prandota
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Psychoskok

sobota, 18 sierpnia 2018

O zbrodni sprzed 30 lat - "Łowca. Sprawa Trynkiewicza" Ewa Żarska



Trynkiewicz to najbardziej znany morderca w naszym kraju. Nazwisko to słyszał praktycznie każdy, chociaż nie wszyscy są w stanie powiązać je z popełnioną zbrodnią. Ewa Żarska funduje czytelnikowi podróż do lat 80-tych, w swoim reportażu próbuje się zmierzyć z wydarzeniami, które zmieniły oblicze Piotrkowa. 

Rok 1988 całą Polską wstrząsa wieść o zabójstwie czterech nastoletnich chłopców. Jeszcze bardziej przeraża fakt, że tak potwornego czynu dokonał nauczyciel, osoba, która w tamtym czasie cieszyła się wielkim poważaniem obywateli. Zbrodnia popełniona przez Mariusza Trynkiewicza zmieniła życie mieszkańców Piotrkowa, a przede wszystkim odmieniła los rodzin zamordowanych chłopców. Ewa Żarska, autorka niniejszego reportażu, także pochodzi z Piotrkowa i na własnej skórze odczuła piętno czynu Trynkiewicza, mimo że przebywała wtedy z rodzicami na wakacjach.

Żarska powraca do wydarzeń sprzed lat, by rzucić nowe światło na tę sprawę. Wygrzebuje z akt niejasności, próbuje dociec prawdy, co niestety jej się nie udaje. W sprawie nieustannie pozostaje wiele znaków zapytania. Do tej pory nie wiadomo w jaki sposób morderca zabił na raz trzech wysportowanych i dobrze zbudowanych chłopców. Dodatkową zagadką jest tajemniczy mężczyzna w słomkowym kapeluszu, którego widziano w okolicach Piotrkowa w towarzystwie zamordowanych chłopców i który nijak Trynkiewicza nie przypominał. Te wszystkie niejasności w dalszym ciągu pozostają w sferze zagadek. Autorka przytacza kilka wywiadów, które ukazują sprzeczne spojrzenie na wyżej wymienione sprawy. 

Jednym z ważniejszych aspektów poruszonych przez autorkę jest pomoc poszkodowanym rodzinom. Nie zrobiono absolutnie nic, by sprawdzić stan psychiczny ich członków, pomóc im w jakikolwiek sposób. Wielu członków tych rodzin nie potrafiło sobie poradzić ze śmiercią najbliższych, a nikt nawet nie próbował wyciagnąć do nich pomocnej dłoni. Pojawiały się jedynie media szukające taniej sensacji, próbujące rozdrapywać stare rany. 

Łowca. Sprawa Trynkiewicza to reportaż odtwarzający przebieg wydarzeń z 2018 roku. Autorka zgrabnie opowiada o tych okropnych morderstwach korzystając z materiałów źródłowych, które niejednokrotnie zostają w książce przytoczone. Reportaż ten porusza wiele ciekawych, niewyjaśnionych do tej pory kwestii ukazując różny punkt widzenia osób zajmujących się sprawą trzydzieści lat temu. 

Tytuł: Łowca. Sprawa Trynkiewicza
Autor: Ewa Żarska
Data wydania: 30 lipca 2018
Liczba stron: 240
Wydawnictwo: ZNAK

środa, 25 kwietnia 2018

"Poszukiwacz marzeń. Z kamerą wśród kobiet Iranu" Karolina Kozioł


Informacja o wyjeździe naszego bliskiego do Iranu w większości przypadków wywołuje w nas niepokój, chociażby miała to być krótka wycieczka. Nie wiemy za wiele o tym kraju, obawiamy się jego dusznej, patrialchalnej atmosfery, wyznania, często błędnie go postrzegamy. Nie inaczej było z bliskimi autorki, byli przerażeni, że dwudziestotrzyletnia dziewczyna ma zamiar wyjechać w te rejony, by nakręcić reportaż o kobietach tam żyjących. Karolina Kozioł się jednak nie poddała i zawalczyła o spełnienie marzeń.

Poszukiwacz marzeń. Z kamerą wśród kobiet Iranu to reportaż skupiający się na opisaniu życia bohaterek, z którymi autorce udało się skontaktować jeszcze w Polsce. W oparciu o historię Iranu i zmiany ustrojowe, jakie ten kraj przechodził w XX wieku, Karolina Kozioł opisuje jak zmieniła się sytuacja kobiet, jakie w chwili obecnej przysługują im prawa w stosunku do lat ubiegłych. Ukazuje prawdę o tym, jak żyje się w Iranie i jak bardzo mylimy się w postrzeganiu tego kraju i jego mieszkańców.

Książka przede wszystkim ukazuje siłę kobiet, ich nieprzejadanie w dążeniu do celu. Żeby zawalczyć o swoje marzenia, lepszą pozycję, by zmienić swoje życie, były w stanie poświecić naprawdę wiele. Poznajemy nie tylko te, które cierpią ze względy na ustrój państwa i istotę poszanowania, a raczej braku poszanowania kobiet.Opisuje także los tych, które dzięki swojej cięzkiej pracy i zaparciu zdobyły wiele. Zaskoczeniem dla mnie był fakt, że kobietom pozwala się wyczynowo uprawiać sporty, a także dopuszcza je do edukacji oraz, że według statystyk mnóstwo Iranek kończy studia. Nie miałam też pojęcia, że mieszkańcy tego kraju darzą wielka sympatią Polaków.

Trochę żałuję, że książka ta ma tak niewielki format. Z wielką chęcią wgłębiłabym się mocniej w losy kobiet przybliżone przez autorkę, bardziej dogłębnie poznałabym historię Iranu. Publikacja ta niezmiernie mnie zainteresowała, ale czuję pewien niedosyt, chciałbym więcej, głębszego przybliżenia tematu.

Poszukiwacz marzeń. Z kamerą wśród kobiet Iranu otwiera oczy i pokazuje prawdziwe oblicze kraju, o którym, jak się okazuje, wiemy tak niewiele.

Tytuł: Poszukiwacz marzeń. Z kamerą wśród kobiet Iranu
Autor: Karolina Kozioł
Data wydania: 28 marca 2018
Liczba stron: 102
Wydawnictwo: Psychoskok



czwartek, 8 marca 2018

Jak pachnie kosmos? - "Zapytaj astronautę" Tim Peake [recenzja przedpremierowa]


Ostatnimi czasy na rynku wydawniczym można zaobserwować boom na książki o tematyce związanej z kosmosem. Coraz częściej stają się one bestsellerami, czytają je miliony. Wśród tych wszystkich egzemplarzy warto zwrócić uwagę na Zapytaj astronautę Tima Peake'a, bo to pozycja która zdecydowanie się wyróżnia. 

Tim Peake dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem, bo nie ma chyba lepszej osoby do odpowiedzi na nawet najbardziej intrygujące pytania. Autor jest astronautą i pilotem, członkiem ESA. Ukończył misję polegającą na półrocznej pracy na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej Ekspedycji 46/47. 

W swoich wypowiedziach autor tryska nie tylko znajomością tematu i inteligencją, ale również poczuciem humoru. Z łatwością wykłada nawet najbardziej zawiłe teorie, odpowiada na zaskakujące pytania. Nie ma tematu, który byłby go w stanie zaskoczyć. Tim Peake nie uchyla się od odpowiedzi na takie pytania jak: 
- Jak pachnie kosmos? 
- Dlaczego w kosmosie jesteśmy wyżsi niż na ziemi?
- Dlaczego astronauci przygotowują się do spacerów kosmicznych pod wodą? 
- Czy w kosmosie jest szybki internet?
i wiele, wiele innych. 

Najciekawszym elementem i aspektem książki jest fakt, że Tim Peake odpowiada na najbardziej skomplikowane pytania w bardzo przystępny sposób, pozwalający nawet największemu laikowi zrozumieć meritum problemu. Jego odpowiedzi uzupełnione zostały przez ciekawe ilustracje, często obrazujące dany problem, chociaż czasami wrzucone jako zabawne okraszenie tekstu. Dodatkowo w książce zostały umieszczone zdjęcia ukazujące jak wygląda praca astronauty, z czym spotyka się on na co dzień. 

Zapytaj astronautę to świetna pozycja dla każdego, kto chciałby choćby w najmniejszym stopniu liznąć wiedzę o kosmosie. To książka, która trudną wiedzę przybliża każdemu. Z tej pozycji uszczkniemy sporo informacji na arcyciekawe tematy, a forma odpowiedzi na pytania pozwoli uzyskać wiedzę odnośnie kwestii, o których nawet byśmy nie pomyśleli. Polecam.

Tytuł: Zapytaj astronautę. Wszystko, co powinieneś wiedzieć o podróżach i życiu w kosmosie
Tytuł oryginału: Ask an Astronaut. My Guide to Life in Space
Autor: Tim Peake
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Data wydania (Pl): 15 marca 2018
Liczba stron: 3262
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu


środa, 7 marca 2018

Introwertyczka o ciętym języku - "Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach"



Stand up nie jest w Polsce zbyt popularną formą rozrywki, chociaż niektórzy jej przedstawiciele są szeroko znani. Mimo tego, praktycznie każdy zna Amy Schumer, chociaż paradoksalnie stand up zdominowany jest przez mężczyzn. 

W książce, która według autorki biografią nie jest, bo takową Amy chce napisać mając lat dziewięćdziesiąt, nakreślony został obraz sukcesu, typowego amerykańskiego snu: od pucybuta do milionera (choć nie do końca, bo jak się okazuje, początkowo rodzina Amy pławiła się w luksusach). 


Humor grubo ciosany


Przed przystąpieniem do lektury zalecałabym zapoznanie się, że specyficznym poczuciem humoru autorki, bo już pierwsze rozdziały mogą przyprawić o ból głowy jeśli go się nie zna. Amy bowiem nie cofnie się przed niczym, dzieli się najbardziej intymnymi szczegółami ze swojego życia, nie pomija nawet najbardziej niesmacznych drobiazgów, które każdy z nas zagrzebałby na dnie przysłowiowej szafy. Ona jednak wywleka je na światło dzienne, szokując, ale jednocześnie bawiąc. 





Najlepiej śmiać się z samej siebie



Wielką siłą Amy Schumer jest fakt, że potrafi śmiać się z samej siebie. Ma ogromny dystans do swojej osoby. Opowiada o swoim życiu z wielkim humorem, w sposób mocno kontrowersyjny. Obok opowieści śmiesznych, znajdują się także te smutne i przykre, takie, które chwytają za serce. Los nie zawsze obchodził się z nią łaskawo, często ją doświadczał. Te wszystkie doświadczenia dodawały jej siły. Schumer pokazała jak pokonać własne słabości i lęki, przekuć je w zalety i odnieść sukces. 

Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach szokuje, momentami balansuje na granicy dobrego smaku, ale też wzrusza i zdumiewa. Ukazuje Amy Schumer jako introwertyczkę, która znalazła w sobie siłę i śmiałość, która była w stanie przeciwstawić się przeciwnościom losu i własnym przywarom, by stanąć przed publiką i spełniać swoje marzenia, osiągnąć sukces. To książka ukazująca inną twarz autorki, tak różną od tej wszystkim znanej. 


Tytuł: Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach
Tytuł oryginału: The Girl With The Lower Back Tattoo
Autor: Amy Schumer
Tłumaczenie: Przemysław Hejmej
Data wydania (Pl): 2 marca 2018
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu

środa, 27 grudnia 2017

Blondynka w Paragwaju


Przeciętny Polak o Paragwaju wie mniej więcej tyle, co przeciętny Paragwajczyk o Polsce, czyli nasza wiedza ogranicza się jedynie do znajomości kontynentu na jakim jest położony i języka urzędowego. Beata Pawlikowska w swojej książce Blondynka w Paragwaju w przystępny sposób opisuje ten piękny kraj, graniczący z dwoma ogromnymi sąsiadami.

Proste życie

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że życie Paragwajczyków polega na cieszeniu się z rzeczy małych. Nikt się tam nie spieszy, czas płynie po swojemu. Nikt za niczym nie goni, a rozdźwięk pomiędzy codziennym życiem w tym kraju, a którymkolwiek w Europie jest ogromny. Czterogodzinne opóźnienie rejsu statkiem to błahostka. Rezerwacja biletu lotniczego wygląda jakby historię tę napisał sam Bareja. Tak samo wygląda kupno karty do telefonu.
Dzięki tym powolnym momentom, Paragwaj pozwala się rozsmakowywać w sobie, a z każdym kolejnym łykiem yerba mate, podróżnik wydaje się tym krajem coraz bardziej zachwycony. Od razu da się zauważyć, że Paragwaj rozkochał w sobie Pawlikowską, bo znana podróżniczka postanowiła znaleźć się w jego granicach po raz kolejny po 20 latach. 
W swojej książce przybliżyła tę podróż, dokumentując praktycznie każdą jej minutę. Niezaprzeczalnym atutem publikacji jest jej strona multimedialna. Po zainstalowaniu aplikacji Tap2c możemy wraz z autorką przeżywać jej przygody i na bieżąco śledzić zwiedzane przez nią miejsca. 

Historia

Okazuje się, że przez jednego nierozważnego władcę Paragwaj stał się praktycznie krajem kobiet i to dzięki nim dzisiaj funkcjonuje jako praworządne państwo. Pawlikowska w przystępny sposób przybliża jego historię i mentalność jego mieszkańców. Opisuje wszelkie jego zakątki, nawet te najbardziej niedostępne. W głównej mierze skupia się jednak na niezdrowym jedzeniu, jakie Paragwajczycy w siebie wciskają, co powtarzane wielokrotnie staje staje się dla czytelnika po prostu męczące. Tak samo jak zdanie, że tereré, to rodzaj yerba mate przygotowywanej na zimno. Autorka  powtarza to zdanie niemal w każdym rozdziale, jakby myślała, że czytelnicy sięgający po jej książkę cierpią na zaawansowaną sklerozę i nie są w stanie zapamiętać tego nieskomplikowanego faktu.


Przemyślenia Blondynki

Po raz kolejny książka autorki staje się w głównej mierze zbiorem jej prywatnych przemyśleń. Nie da się ukryć, że i tutaj mało jest Paragwaju w Paragwaju, a Pawlikowska po raz kolejny skupia się na wynurzeniach dotyczących zdrowego jedzenia i zmanierowanego, współczesnego świata. Z jednej strony należy przyznać Pawlikowskiej rację, z drugiej nie da się nie zauważyć, że autorka mieszkając w Polsce także jest częścią znienawidzonej przez siebie, zgniłej cywilizacji zachodu.

Blondynka w Paragwaju to zdecydowanie coś dla wielbicieli pisarstwa Pawlikowskiej, bo nie da się ukryć, że autorka ma specyficzny, mocno egzaltowany i moralizatorski sposób pisania. To po raz kolejny książka, która tylko w części skupia się na odwiedzanym przez nią miejscu, ponieważ w  większej mierze opisuje przemyślenia autorki związane ze współczesnym światem i zdrowym odżywianiem. Jeśli nie nastawiacie się na typowo podróżniczą literaturę, to przy tej książce spędzicie miło czas. 


Recenzja napisana dla Bookhunter.pl
link do recenzji

piątek, 28 kwietnia 2017

"Gogol w czasach Google'a" Wacław Radziwinowicz



Rosja, kraj który w Polsce budzi wielkie kontrowersje, który nie jest lubiany, a kontakty polsko-rosyjskie trudno nazwać przyjaznymi. Czy Rosję da się zrozumieć? Według Wacława Radziwinowicza – tak.

Gogol w czasach Google’a to zbiór artykułów z Gazety Wyborczej publikowanych w latach 1998 – 2012 dotyczących właśnie Rosji. Poruszane są kwestie socjalne, polityczne, głośne konflikty, a także paradoksy systemu prawnego tego kraju. Rosja przedstawiona została jako państwo, w którym z reguły klepie się biedę, chyba, że ma się szczęście i jakimś trafem wyląduje się w ociekającej bogactwem Moskwie. Wódka wszędzie leje się strumieniami, kobiety mają ogólnikowo mówiąc, przerąbane, a i słoiki w stolicy musza walczyć o każdy dzień swojego pobytu i uciekać przed wszechobecną, skorumpowaną milicją, by nie zostać oskarżonym o nielegalny pobyt. W Rosji nie ma
świętości, a właściwie świętość jest jedna – Putin. W jednym z artykułów przywołana została nawet historia, gdy jego portret płakał, co niewątpliwe nadaje prezydentowi boskie cechy. Dobrze ma się też milicja, która zgarnia tyle łapówek, ile może, jedynie dlatego, że powszechnie utrudnia życie obywateli. Nieźle mają się też wszelkiej maści dygnitarze, ci jednak muszą uważać, by nie podpaść Kremlowi, bo jeśli by się tak stało, do aresztu prosta droga.

W książce przywołanych zostało wiele sytuacji, o których już dzisiaj nie pamiętamy, a które swego czasu mocno wstrząsnęły opinia publiczną i były nagłaśniane przez mass media, jak chociażby atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie.

Niezwykle żywy i poruszający jest obraz rosyjskiej kobiety. Ta od początku swego życia uczona jest, że mężczyzna to świętość, bo w końcu w Rosji jest deficytem, a o deficyt trzeba dbać i się troszczyć. Stąd też, panowie zajmują się głównie wlewaniem w siebie hektolitrów wódki, a dom i troska o byt zostają na głowie pań.

Rosja ukazana została jako kraj, w którym Wielki Brat patrzy i wszystko jest kontrolowane. Władza
stara się nawet wpływać na liczbę poczęć, organizując konkurs na narodziny dziecka w Dzień Rosji,
kusząc biednych mieszkańców atrakcyjnymi nagrodami. W końcu to nie lada gratka urodzić  prawdziwego patriotę i zgarnąć terenowego uaza patriota. Niezwykle ściśle kontrolowane są też media. Praktycznie każdy objaw nieposłuszeństwa zostaje surowo ukarany.

Problemy ma też inna uczestniczka kremlowskiej konferencji Dina Ojun, dziennikarka internetowej
gazety „Tuwa online”. Pytała prezydenta, dlaczego w Tuwie (…) wybory odbywają się z licznymi naruszeniami prawa. Putin obiecał, że sprawę zbada.
Ojun już nie pracuje w swojej redakcji. Prokuratura na wniosek komisji wyborczej republiki wszczęła postępowanie przeciw dziennikarce, oskarżając ja o zniesławienie.

Książka Radziwinowicza z pewnością pozwala zapoznać się ze współczesną Rosją. Z jednej strony wyłania się z niej smutny obraz tego kraju, z drugiej prześmiewczy. Niektóre artykuły wręcz przerażają. Czy Rosję da się zrozumieć? Chyba nie do końca.


Tytuł: Gogol w czasach Google’a
Autor: Wacław Radziwinowicz
Data wydania: 14 lutego 2013
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Agora S.A.

poniedziałek, 21 listopada 2016

"Jerozolima. Miasto Boga" Ewelina Rubinstein



Jerozolima nieodmiennie kojarzona jest z kulturą żydowską, konfliktem Izraelsko-Palestyńskim i Ścianą Płaczu. Pozostaje miastem skamieniałym, miejscem pielgrzymek milionów ludzi z całego świata. Jednak jak wiele na temat współczesnych losów tego miasta? Jego kultury i mieszkańców? Publikacja Eweliny Rubinstein Jerozolima. Miasto Boga pokazuje, że naprawdę niewiele.

Autorka przedstawia miejscowość pełną sprzeczności. Z jednej strony żyjącą według boskich praw, z drugiej nowoczesną i niezwykle tolerancyjną. Jerozolima pustoszeje w czasie Paschy, która nieodmiennie pozostaje chwilą modlitwy, przeznaczoną Bogu, można dostrzec że miasto żyje w rytm wierzeń religijnych. Jednak tuż za rogiem wyłaniają się flagi organizacji LGBT, bo z niejakim zaskoczeniem można odkryć, że Jerozolima jest miejscem bardzo tolerancyjnym, w którym żyją homoseksualiści z całego świata.

Ewelina Rubinstein nie skupia się jedynie na historii Jerozolimy, ale przybliża też czytelnikom jej nowoczesną stronę. Ukazuje, że przeszłość jej mieszkańców ma zdecydowany wpływ na ich teraźniejszość i sposób postrzegania świata, co dostrzec można chociażby poprzez pryzmat opisu pamięci o holokauście. W mieście Boga pozostaje on ciągle żywym tematem, ma się wrażenie, że II Wojna Światowa nie skończyła się ponad pół wieku temu, a zaledwie przed paroma laty. Młodzi kultywują pamięć o cierpieniu swoich dziadków poprzez tatuowanie sobie numerów obozowych na rękach, co stanowi dość niekonwencjonalną modę.

Książka Rubinstein nie jest typowym przewodnikiem. Nazwałabym ją zbiorem i leksykonem Jerozolimy, jej mieszkańców i obowiązującej kultury z przedstawieniem rysu historycznego miasta. Autorka zwraca uwagę na wszystkie szczegółowe aspekty przebywania w Jerozolimie poczynając od koszerności, poprzez miejscową kuchnię, salony masażu, zabytki, a na robieniu zdjęć kończąc. Rozdziały tworzą swoiste mini reportaże nie raz zaskakując swoją treścią.

Siłą książki podróżniczej jest zachęcenie czytelnika do odwiedzenia miejsca, które opisują. Ja od kilku dni marzę o tym, by zobaczyć Jerozolimę. Lepszej rekomendacji nie trzeba.


Tytuł: Jerozolima. Miasto Boga
Autor: Ewelina Rubinstein
Data wydania: 20 października 2016
Liczba stron: 150
Wydawnictwo: Psychoskok

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Psychoskok. 




niedziela, 13 listopada 2016

"Blondynka w Japonii" Beata Pawlikowska



Japonia – kraj kwitnącej wiśni, gejsz, tradycji i nieosiągalnego w Europie orientu. Tak to państwo postrzega większość z nas. Fascynacja Japonią i jej kulturą wzrasta przyciągając rzesze turystów. Czy rzeczywiście jest ona legendarnym krajem, jaki sobie wyobrażamy? O tym przekonała się Beata Pawlikowska w trakcie jednej ze swoich podróży.

Japonia w oczach Blondynki jawi się krajem niezwykle smutnym, gdzie każdy mieszkaniec jest jedynie nieistotnym pionkiem na planszy działającej machiny. Japończycy działają wedle ustalonych procedur, a wszystko co od nich odbiega spychane jest na boczny tor. Beata Pawlikowska z takim działaniem spotkała się już na samym wstępie, gdy zepsuł się superszybki pociąg, którym miała dotrzeć z lotniska do hotelu. 
Jesteś ważny i akceptowany tylko wtedy, kiedy precyzyjnie i posłusznie wypełniasz postawione przed tobą zadania.
Jeśli zaniedbasz swoją nadrzędną przydatność dla ogółu, wypadasz z gry 

Autorka w całej publikacji skupia się na obalaniu mitów na temat japońskiego społeczeństwa, poczynając od słynnego, zdrowego japońskiego jedzenia, a na gejszach i japońskiej uprzejmości kończąc.

MIT PIERWSZY - wykształcenie i uprzejmość
Wielkim szokiem jest nieznajomość języka angielskiego przez mieszkańców kraju kwitnącej wiśni. Jak wskazuje Pawlikowska około 99% mieszkańców nie rozumie podstawowych zwrotów, a już sam widok gajdzina, czyli białoskórego turysty, sprawia, że Japończycy stają się nerwowi i udają, że zaczepiający ich obcokrajowiec nie istnieje. Jeszcze smutniejszy jest fakt, że lokalni odnoszą się do siebie w taki sam sposób. Nikt z nikim nie rozmawia, każdy zapatrzony jest jedynie w ekran swojego telefonu. Takie uczucie wyobcowania często prowadzi do tragedii, bowiem Japonia odnotowuje co roku spory odsetek ludzi popełniających samobójstwo.

MIT DRUGI – gejsze i szoguni
Prawdziwych gejsz człowiek raczej nie uświadczy. Pozostają one elementem tradycji, osobami do towarzystwa jedynie dla bogaczy i najbardziej uprzywilejowanych. W dzisiejszych czasach spotkać można co najwyżej nastolatki przebrane za nie dla zabawy. Normalny (czyt. Nie bogacz) może kupić sobie uczucie komfortu i opieki w jednej z wielu kawiarni, gdzie obsługują kelnerki przebrane za służące, zwracające się do klientów per jaśnie panie, jaśnie pani.

W tej kawiarni możesz kopic sobie iluzję poczucia, że jesteś potrzebny, akceptowany, lubiany i bezpieczny. Zadbają o to kelnerki w różowych sukienkach z koronkami. Ich wygląd jest tak niewinny i śliczny, że na pewno im uwierzysz.

MIT TRZECI – zdrowe jedzenie
Zdawałoby się, że Japończycy odżywiają się zdrowo i dzięki temu długo żyją. Jest to kolejny mit, bowiem wszędzie pełno jest niezdrowych przekąsek, słodkich, aromatyzowanych, cieszących oko, ale nie przynoszących korzyści ludzkiemu organizmowi. Jedynymi dostępnymi powszechnie dostępnymi owocami są banany. Inne owoce sprzedawane są bardzo rzadko, a jeśli już się pojawią ich ceny są horrendalne (np. jabłko kosztuje 15 zł). Duży problem ze znalezieniem ciepłego posiłku mają wegetarianie, ciężko jest znaleźć bezmięsne posiłki. 

Wymienione powyżej mity, to tylko niektóre z tych obalonych przez Pawlikowską. Jej książka, mająca formę dziennika z podróży, skupia się jeszcze na wielu innych aspektach japońskiej kultury. Przede wszystkim autorka analizuje mentalność mieszkańców. Zaznacza, że każde odstępstwo od normy jest niemile widziane, i jest niemym wołaniem o pomoc i atencję. 

W książce autorka w każdym niemal rozdziale skupia się na kwestii sztuczności japońskiego jedzenia. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe, skoro permanentnie odczuwała głód. Aczkolwiek jest to niezwykle męczące dla czytelnika. Czytanie o glutaminianie sodu i tym, jak się go wytwarza kilkanaście razy powoduje, że skóra cierpnie i na przekór autorce ma się ochotę zjeść całą kostkę rosołową. Na raz. I popić glutaminianem sodu, czyli sosem sojowym.

W książce tej zdecydowanie brakuje tego, co jest meritum literatury podróżniczej: opisu zabytków. Na rzecz dywagacji o glutaminianie sodu i specyfice mieszkańców, te zostały okrojone do minimum. A szkoda, bo Beata Pawlikowska zwiedziła wiele ciekawych miejsc, chociażby świątynie w Kyoto, Bambusowy Las, czy okolice Fuji-san. 

Na wielki plus zasługują multimedialne zdjęcia, tzn. po zeskanowaniu ich odpowiednią aplikacją czytelnik zostaje przeniesiony do specjalnej galerii, gdzie może oglądać zdjęcia i filmy zamieszczone przez autorkę. W dzisiejszym, cyforowym świecie jest to strzał w dziesiątkę, który stanowi dodatkowe urozmaicenie treści zawartej w książce.

Blondynka w Japonii to dziennik z podróży Beaty Pawlikowskiej do tego kraju wypełniony jej osobistymi wrażeniami na temat codziennego życia w tej części świata. Publikacja ta burzy ogólne postrzeganie tego państwa przez obcokrajowców. Z autorką można się zgadzać, można z nią też polemizować, ale przyznać trzeba, że przedstawiła ona dogłębnie specyfikę współczesnego, japońskiego społeczeństwa w odniesieniu do jego tradycji i historii, czyniąc to w sposób lekki i łatwo przyswajalny dla każdego, komu książka wpadnie w ręce.  

Tytuł: Blondynka w Japonii
Autor: Beata Pawlikowska
Data wydania: 12 października 2016
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Edipresse Książki


Recenzja napisana dla portalu Bookhunter
Link

czwartek, 3 listopada 2016

"Nowy Castro, stara Kuba" Joanna Masiubańska, Jarosław Masiubański, Omar Lopez Montenegro




Kuba wydaje się być krajem otwartym. Wiele biur podróży organizuje wycieczki na tę wyspę, ciekawi i spragnieni przygód turyści zachwycają się zdjęciami tego, zdawałoby się, raju.  Mimo istnienia Internetu i szerokiego dostępu do informacji o kraju tym wiemy niewiele, jedynie tyle, że panuje tam reżim komunistyczny.  Chcąc pogłębić swoją wiedzę na temat państwa rządzonego przez Castro sięgnęłam po publikację Nowy Castro, stara Kuba Joanny Masiubańskiej, Jarosława Masiubańskiego i Omara Lopez Montenegro.

Pozycja ta jest zbiorem raportów z lat 2008-2015 ukazujących przemianę wyspy na tle zmieniających się zdarzeń politycznych. Punktem wyjścia jest oddanie władzy młodszemu pokoleniu, czyli przekazanie jej przez Fidela swojemu siedemdziesieciokilkuletniemu bratu Raulowi. Rok ten jest też rokiem przełomowym w historii USA, najpotężniejszego sąsiada Kuby, to wtedy Barack Obama zostaje wybrany prezydentem i zapowiada zmiany w polityce zagranicznej i migracyjnej związanej właśnie z wyspą.

Raporty przygotowane przez autorów ukazują nieciekawe oblicze Kuby, jej zacofanie, nieżyczliwość dla obywatela. Pokazują ją jako miejsce, w którym nie ma się ochoty żyć, a pragnie z niego uciekać. Po pierwsze na taki stan wpływa polityka kubańskiego rządu, czyli komunistyczny reżim wkradający się w każdy możliwy zakamarek życia mieszkańców. Ludzie żyją ze świadomością znacznego ograniczenia swoich praw, nie mając wyboru godzą się na ingerencje państwa, która przejawia się na przykład w ograniczeniu swobody wypowiadania się, dostępu do Internetu, zrzeszania się czy prowadzenia własnej działalności. Obywatele już za samo podejrzenie działania na niekorzyść władzy wtrącani są do więzienia. Nic więc dziwnego, że Kuba zajmuje jedno z pierwszych miejsc w rankingu państw, które najbardziej ograniczają swobodę obywatelską.

Ukazanie przekroju wydarzeń na Kubie od roku 2008 do 2015 pozwala w pełni poznać zmieniającą się sytuację polityczną. Można zauważyć dobre zmiany dla obywateli, jednak, jak podkreślają sami autorzy publikacji, zmiany te są na tyle niewielkie, że nie zmienią ogólnej sytuacji i represjonowania mieszkańców. To właśnie obywatele muszą wziąć los w swoje ręce, bo tylko oni mogą zmienić sytuację na wyspie.
\
Przytoczone coroczne raporty dokładnie ukazują zmiany w funkcjonowaniu dziedzin życia na Kubie. Przyznać jednak trzeba, że taka forma książki mocno utrudnia przyswajanie zawartej w niej wiedzy i czyni ją ograniczoną dla wąskiego grona odbiorców, gdyż stanowi pracę naukową. Z jednej strony to zrozumiałe, że autorzy postanowili przekazać zdobytą wiedzę w taki sposób, z drugiej jednak trzeba przyznać, że taka forma w pewien sposób zmarnowała potencjał zawartej w książce treści, przez co niewiele czytelników zdecyduje się po nią sięgnąć.

Nowy Castro, stara Kuba to pozycja dzięki której dogłębnie można poznać sytuację polityczną wyspy i zapoznać się z jej funkcjonowaniem. W książce zawarte jest mnóstwo ciekawych informacji (chociażby ta o dwóch walut współistniejących na Kubie) ukrytych w corocznych raportach z funkcjonowania wyspy. Jeśli nie czujecie się przerażeni naukową formą książki, a macie ochotę zgłębić swoją wiedzę na temat tego kraju, to warto sięgnąć po tę publikację. 

Tytuł: Nowy Castro, stara Kuba
Autorzy:  Joanna Masiubańska, Jarosław Masiubański, Omar Lopez Montenegro
Data wydania: 11 października 2016
Liczba stron: 204
Wydawnictwo: Psychoskok

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

"Dziewczyny z Powstania" Anna Herbich



O Powstaniu Warszawskim powiedziano wiele, a jeszcze więcej przemilczano. Prawdę okrutnych wydarzeniach ukrył wybawiciel w mrokach historii narzuconego przez siebie reżimu, by nie wyszło na jaw, że nie kiwnął palcem i czekał u granic stolicy, by mieszkańcy zostali wyrżnięci co do nogi. O Powstaniu nawet w czasach rodzącej się demokracji za głośno nie było, dopiero ostatnie lata wpłynęły na podniesienie świadomości historycznej Polaków w tym zakresie. Odsuwając na bok dywagacje na temat czy było słusznym krokiem, czy też nie, z jego materią warto się zapoznać. Jedną z pozycji, dzięki której można zgłębić temat są Dziewczyny z Powstania Anny Herbich.

Powstanie kojarzy się głównie z mężczyznami. To oni walczyli, roznosili pocztę, ginęli w chwale na placu boju. Czy słusznie? Książka Dziewczyny z Powstania pokazuje, że kobiety odegrały równie ważną rolę w tamtym czasie. Jedenaście reprezentantek płci pięknej, do których dotarła autorka, dzieli się swoimi wstrząsającymi przeżyciami z tamtego okresu. W trakcie rozgrywających się walk miały od kilku do dwudziestu-kilku lat, były córkami, matkami, narzeczonymi i żonami, pełniły te funkcje szczęśliwie, a radość z dnia codziennego i nierzadko wspaniałe dzieciństwo zostało z dnia na dzień zakończone przez wojnę. Zaraz po wybuchu Powstania, bohaterki książki walczyły dzielnie, by chronić siebie i innych. Pracowały jako wolontariuszki, pomagały w kuchni, były łączniczkami, czy też po prostu matkami, które miały jeden cel – uchronić od śmierci swoje dziecko.

Opowieści dziewczyn z Powstania przerażają i wywołują niezmierny smutek, bez fałszywej nuty przedstawiają przerażające wydarzenia,  w żaden sposób nie ukrywając prawdy i nie osładzając jej delikatniejszymi opisami.  Zresztą w jaki sposób można umilić opowieści przesączone strachem przed śmiercią, obawą, nie o lepsze jutro, ale o przeżycie kolejnych sekund. Jak można mówić obojętnie o okupancie, który wyrywa z rąk ojca dziecko i wrzuca je do płonącego budynku, o wrzucaniu granatów do piwnic, w których ukrywała się ludność cywilna? Wreszcie o wyzwolicielach niszczących wszystko dla samego aktu zniszczenia, grabiących napotkane domostwa i brutalnie gwałcących polskie kobiety.

Wszystkie dziewczyny z Powstania podejmują wątek słuszności tego ruchu. Ich podejście do tematu zależy w rzeczywistości od ich roli i wieku w jakim były w tamtym czasie. Te, które walczyły, zgodnie twierdzą , że nie było innego wyjścia. Te, które były matkami, uważają powstanie za niepotrzebne.
Czy było warto? Mimo tego wszystkiego, co się stało, odpowiadam bez wahania - tak. Było warto. Dlaczego? Aby to zrozumieć, wystarczy rozejrzeć się wokół siebie.
                                                                                                  Janina Różecka z domu Gutowska
Decyzję o wywołaniu Powstania Warszawskiego, tak jak mój mąż, oceniam krytycznie. Janek od początku mówił, że to nie ma sensu. Poszedł do walki z obowiązku. był żołnierzem.
Gdyby Powstanie nie wybuchło, Warszawa nie zostałaby tak zniszczona i nie zginęłoby tylu ludzi. Straty nasze w tej bitwie były przecież niewyobrażalne - dwieście tysięcy zamordowanych i poległych. Tylu znajomych, tylu bliskich...
                                                                                                   Irena Herbich z domu Wilga
 
Kolejnym ciosem po upadku zrywu była dla walczących powojenna rzeczywistość. Polska już nie była krajem, o jaki walczyli, a władze ostro dawały powstańcom w kość. Tak te czasy podsumowała Anna Branicka-Wolska:
Najlepsi ludzie, najlepsi Polacy zginęli w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie ich zabrakło, a ich miejsce zajęły szumowiny, karierowicze. To już nie jest to samo państwo i to już nie jest ten sam naród. Stary, wspaniały świat, w którym zostałam wychowana i którego byłam i chyba do dzisiaj jestem częścią, został unicestwiony. Wiele jeszcze czasu upłynie nim to wszystko odrobimy. 
Dzisiaj często robimy problem z niczego, zbytnio się spinamy, żyjemy w stresie gubiąc gdzieś to, co w życiu najważniejsze. Cytując jedną z bohaterek:
Czy twoje miasto jest bombardowane? Czy twojemu mężowi grozi śmierć od nieprzyjacielskiej kuli? Czy twoje dzieci głodują? Jeżeli nie, to nie masz powodu do narzekania. Wszystko inne jest bowiem błahostką. 
Może więc warto przystanąć i cieszyć się chwilą, bo na to zwracają uwagę wszystkie dziewczyny z Powstania? Polecam więc sięgnąć po wspomnienia spisane przez Annę Herbich, chociażby po to, by uszczknąc odrobine z mądrości i doświadczenia tych wspaniałych kobiet, które zgodziły się opisać swoje wspomnienia. Przy okazji, szczególnie w takim dniu jak dzisiaj, warto oddać  Powstańcom należny im szacunek, przecież tak bardzo na niego zasługują.


Tytuł: Dziewczyny z Powstania
Autor:  Anna Herbich
Data wydania: 19 maja 2014
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Znak Horyzont


wtorek, 5 lipca 2016

And the good news is... -"Dobre wieści" Dana Perino




Z jednej strony George W. Bush wielu kojarzy się nie tylko z jednym z najbardziej kontrowersyjnych prezydentów USA, ale też z wieloma wpadkami i buszyzmami, czyli słownymi pomyłkami, które na stałe znalazły miejsce w historii. Dość często prezydent zaskakiwał też swoja nieznajomością geografii i nieprzygotowaniem do spotkań, co sprawiało, ze musiał być często ratowany ze swoich słownych opresji m.in. przez Condoleezzę Rice. Z drugiej jednak strony dał się poznać jako ciepły człowiek, ceniący wartości rodzinne. To właśnie za jego czasów Dana Perino miała okazję pracować  jako rzecznik prasowy Białego Domu, jako druga w historii kobieta pełniąca tę funkcję. Dzięki książce Dobre wieści, miałam okazję zapoznać się z jej wspomnieniami. 
Historia byłej rzeczniczki Białego Domu jest opowieścią z cyklu jak od pucybuta dojść do milionera. Pani Perino wychowała się na farmie w Wyoming, gdzie miała bardzo szczęśliwe dzieciństwo, ukończyła stosunkowo niewielki , lokalny college, by właściwie, dzięki zrządzeniu losu i dość nieoczekiwanie podjętej decyzji trafić do Waszyngtonu. Początkowo, jak każdy absolwent, wiodła biedne życie i mieszkała w tragicznych warunkach. Dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i ambicjom, wspięła się na szczyt i spełniła swoje marzenia udowadniając, że w Stanach nawet potomkini włoskich imigrantów może osiągnąć sukces. 
Po książkę Dany Perino sięgałam z przekonaniem, że będzie to dość suchy reportaż, opierający się głównie na wydarzeniach politycznych, które miały miejsce za czasów prezydentury Busha, a przyznać trzeba, ze działo się wtedy wiele. Jakie było moje zaskoczenie, gdy z niekłamaną przyjemnością przeczytałam historię dziadków autorki, opowieści o szczęśliwym dzieciństwie i znalezieniu prawdziwej miłości. Dana Perino z niekłamanym podziwem i oddaniem wypowiada się o swoim szefie, nieustannie podkreślając jego zalety i,  co mnie osobiście irytowało, przedstawiając go jako człowieka o kryształowym charakterze.  Niemniej jednak, przyznać trzeba, że takie postrzeganie swojego pracodawcy i lojalność wobec niego, nawet już po zakończeniu kontraktu, z pewnością pomaga wykonywać zawód jakim  jest bycie rzecznikiem prasowym.
Gratką dla wszystkich pragnących pójść w ślady pani Perino, tzn. rozpocząć karierę dziennikarską czy polityczną jest zawarty w książce rozdział Dana radzi, w którym w krótkich podrozdziałach, podana jest recepta na sukces według autorki. Moim zdaniem, rozdział zawiera sporo cennych rad, starych jak świat, ale takich, które mogą szybko umknąć młodym, ludziom rozpoczynającym karierę w dzisiejszym, nieustannie pędzącym świecie.
Niezmiernie żałuję, że Dana Perino dość skromnie opisała czas, kiedy pracowała w Białym Domu. W książce znajdują się anegdoty dotyczące jej życia w tamtym czasie, ale przyznać muszę, że czuję niedosyt, bo właśnie na takie opowieści decydowałam się sięgając po książkę. 
Dobre wieści to książka idealna dla wszystkich młodych adeptów dziennikarstwa, nie tylko tego politycznego. Ubarwiona epizodami z życia drugiej w historii kobiety zatrudnionej jako rzecznik prasowy Białego Domu tworzą dodatkowo idealną lekturę dla kobiet, z której poza przyjemnością czytania można wynieść wiele cennych wskazówek. 


Tytuł: Dobre wieści
Autor: Dana Perino
Tytuł oryginału: And the Goodyear News Is
Liczba stron: 344
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Data premiery (Polska): maj 2016
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Za możliwość przeczytania wspomnień Dany Perino dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.