Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2023

Tajemne rysunki - Jason Rekulak




Nie przepadam za horrorami w wersji filmowej i z reguły ich po prostu nie oglądam. Inaczej sprawa ma się z książkami tego gatunku, lubię po nie sięgnąć i od czasu do czasu poczuć dreszczyk przeczenia przebiegający po kręgosłupie. Kiedy znowu zapragnęłam trochę się bać, sięgnęłam po książkę Jasona Rekulaka Tajemne rysunki.

KILKA SŁÓW O FABULE:

Mallory dostaje pracę jako opiekunka Teddy'ego. Chłopiec jest bardzo uzdolniony plastycznie, jednak początkowo niewinne rysunki z czasem zmieniają się w potworne obrazy, które nijak nie powinny być dziełem dziecka. Na domiar złego, chłopiec ciągle opowiada o swojej przyjaciółce Annie i twierdzi, że to ona tworzy jego malunki. O ile najpierw każdy sądzi, że Annie jest wymyśloną przyjaciółką chłopca, o tyle późniejsze wydarzenia przestają na to wskazywać. Mallory zaczyna gubić się w swoich przemyśleniach, zaczyna wątpić w swoją poczytalność.


MOJE PRZEMYŚLENIA:

Ta książka to przede wszystkim świetnie zbudowany portret psychologiczny głównej bohaterki. Mallory jest kobietą po przejściach, która po odwyku od używek stara się zacząć wszystko od nowa. Kiedy wydaje się, że wszystko sobie ułożyła, zaczyna mieć mętlik w głowie, a wszyscy wkoło zdają się wątpić w jej poczytalność. Kobieta jednak pragnie rozwiązać zagadkę i w swoje poszukiwania wciąga kolejne osoby z otoczenia. Nie lada orzech do zgryzienia ma w tej kwestii czytelnik, jedne domysły gonią kolejne, a akcja pędzi w takim tempie, że co chwilę pojawiają się nowe fakty.

Główną rolę w tej fabule odgrywają rysunki, które, co dość niecodzienne w książkach dla dorosłych, pojawiają się na kartach tej powieści i zostały namalowane przez dwie osoby, jeszcze zanim autor miał pomysł na cały zarys fabuły. Są zaskakujące i ciekawe, tak jak sama konstrukcja książki.


Praktycznie do końca nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie ta historia i kiedy wydaje się, że wiemy wszystko, to tak naprawdę nie wiemy nic. Fabuła trzyma w napięciu, miejscami zahaczając o horror, strasząc i pokazując swego rodzaju brutalność. Co więcej, całość nie zamyka się tuż po ukazaniu rozwiązania, a została okraszona obszernym epilogiem ukazującym kolejne wydarzenia.


Tajemne rysunki są według mnie połączeniem thrillera psychologicznego, gdzie na pierwszy plan wybija się bardzo dobrze skonstruowana bohaterka z elementami horroru. To spójna i logiczna opowieść, w której niezwykle ważną rolę gra suspens i budowanie napięcia.


Tytuł: Tajemne rysunki

Tytuł oryginału: Hidden Pictures

Autor: Jason Rekulak

Tłumaczenie: Ewa Helińska

Liczba stron: 432

Data wydania: 2023-05-23

Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Napisane dla bookhunter.com.pl


Inne wydania:


Źródło: https://www.shopwillowbrook.com/storeyline/product/hidden-pictures-by-jason-rekulak-paperback-indigo-chapters-coles-65185e

Źródło: https://www.amazon.pl/Hidden-Pictures-Jason-Rekulak/dp/1250819342

Źródło: https://www.amazon.pl/Hidden-Pictures-Jason-Rekulak/dp/0751583715





środa, 5 stycznia 2022

W pewnym zapomnianym przez świat ośrodku - "Druga szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk





Przeczytałam wiele powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk i cenię ją za swobodę i humor z jakimi tworzy swoje książkowe światy. Uwielbiam cykl Kwiat Paproci, równie dużą dozą sympatii darzę cykl o Wiktorii Biankowskiej. Skusiłam się na przeczytanie Drugiej szansy dzięki wznowieniu tej powieści za sprawą serialu Netflixa. Takiej prozy autorki nie znałam, ale po przeczytaniu tej powieści mogę powiedzieć, a raczej napisać tylko jedno - wow. 

Julia budzi się w ośrodku o tajemniczej nazwie Druga szansa. Tutaj nic nie jest takim, jakim się wydaje. Poddawana jest swego rodzaju terapii, dowiaduje się, że to normalne, że nic nie pamięta, że jej bliscy zginęli w pożarze. Poznaje innych mieszkańców ośrodka, szczególne wrażenie robi na niej Adam. Wszystko już by się nawet układało, gdyby nie to, że dziewczyna czuje się zagubioną. Ma wrażenie, że wszyscy ją okłamują. Na domiar złego niepokój wzbudzają w niej wszędobylskie kruki i nawoływania jednej z mieszkanek ośrodka, która twierdzi, że prowadzący terapię nie mają dobrych zamiarów. 

Ta książka jest dla mnie totalnym zaskoczeniem. Wiem, że jest jedną z pierwszych w dorobku autorki, a ja zaczęłam od czytania jej późniejszych cykli. Przyzwyczajona byłam do wesołej i nieco ironicznej formy jej twórczości, bardzo lekkiej w swoim wydźwięku. Jakież było moje zdziwienie, gdy czytając Drugą szansę miałam ciarki na plecach, bo co i rusz trafiałam na sceny rodem z horroru. 

W powieści tej nic nie jest takim jakim się wydaje. Prawda miesza się z fikcją, gdy już mamy wrażenie, że wiemy naprawdę wiele, za chwilkę dostajemy prztyczka w nos i razem z Julią próbujemy odkryć kolejne karty, znaleźć w jej głowie mały pstryczek, który przywróci jej pamięć. Całość, niezwykle zresztą zaskakująca, prowadzi do ciekawego i satysfakcjonującego rozwiązania, do zakończenia wyjaśniającego wiele, ale stanowiącego też swego rodzaju zagadkę i podwaliny do stworzenia kolejnego tomu.

Cieszy mnie, że Netflix zdecydował się zekranizować akurat tę powieść i dzięki temu dał jej swoiste drugie życie albo, jak kto woli, szansę. To historia pełna napięcia, skrywająca nietuzinkowe tajemnice i sekrety, taka jakiej łatwo się nie zapomina. 



Tytuł: Druga szansa

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Data wydania wznowienia: 29 września 2021

Liczba stron: 336

Wydawca: Wydawnictwo Uroboros



piątek, 19 czerwca 2020

Śledztwo po latach - "W głębi lasu" Harlan Coben



Nigdy nie przepadałam za prozą Harlana Cobena i nie rozumiałam fenomenu jego popularności. Przeczytałam dwie z jego powieści i nie znalazłam w nich nawet elementu, jaki byłby w stanie mnie zainteresować. Skusiłam się jednak po raz trzeci, ze względu na Netflixowy serial. Wychodzę z założenia, że najpierw książka, później film. Dodatkowo zainteresował mnie fakt, że serial jest polską produkcją, która zdaje się elektryzować wszystkich wkoło. 


Głównym bohaterem powieści jest Paul Copeland będący prokuratorem. Mężczyzna nieustannie zmaga się z duchami przeszłości, śmiercią swojej żony i siostry. Szczególnie ta druga sprawa nie daje mu spokoju, gdyż jego siostra została zamordowana. Po dwudziestu latach pojawiają się jednak nowe fakty, a Paul zaczyna dostrzegać cień nadziei. 


W głębi lasu bardzo mnie zaskoczyło swoją wielowątkowością i wielopoziomowością. Jednocześnie ukazane zostało kilka motywów. Główny krążył wokół morderstwa w lesie, pozostałe dotyczyły śmierci żony Copelanda, kolejnym była rozprawa dotycząca gwałtu. W tej mnogości można się początkowo pogubić. Zarówno w fabule, jak i w ilości bohaterów. Pojawia się wiele nazwisk, które ciężko połączyć z wydarzeniami, z czasem jednak łatwo idzie się odnaleźć w prowadzonej linii fabularnej, a całość nabiera sensu trzymając w napięciu do samego końca. 

Autor umiejętnie wodzi czytelnika za nos, udaje mu się to wyśmienicie poprzez budowę postaci. Żaden z bohaterów nie jest krystalicznie czysty, co chwilę na światło dzienne wychodzą kolejne fakty. W pewnym momencie trudno rozróżnić kto ma rzeczywiście czyste intencje, a kto zdecydowanie coś ukrywa.

Książka Cobena to nie tylko dobry, trzymający w napięciu thriller. Powinna się też spodobać wielbicielom powieści obyczajowych ze względu na rozbudowany charakter przedstawionych postaci, ale też tych, którzy mają ochotę na szczyptę romansu. 

Poza tym powieść tętni muzyką. Razem z bohaterami słuchany płynących z radia dźwięków i piosenek. Autor przywołuje znanych artystów, cytuje teksty ich utworów. 

Jak pisałam wcześniej, dotąd nie po drodze było mi z prozą Cobena. Jednak W głębi lasu skradło moje serce, a cała opowieść wydała się na tyle intrygująca, że z pewnością jeszcze spróbuję dać się zaczarować kolejnym powieściom autora. W każdym razie, teraz czas na serial. 


Tytuł: W głębi lasu
Tytuł oryginału: The Woods
Autor: Harlan Coben
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Data wydania wznowienia ze zdjęcia (Pl): 3 czerwca 2020
Liczba stron: 432
Wydawca: Wydawnictwo Albatros





Recenzję przeczytacie również na portalu bookhunter.pl
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros

poniedziałek, 18 maja 2020

Gdy kochasz za mocno - "Żywica" Ane Riel



Czytając opis Żywicy byłam przekonana, że będzie to powieść z dreszczykiem, myślałam, że biorę do ręki kolejny thriller, którego akcja osadzona została w odosobnionym miejscu. Świeżo po lekturze, muszę stwierdzić, że się myliłam, a powieść dosłownie zwaliła mnie z nóg. Ach, cóż to była za książka!

Krótko o fabule

Liv mieszka z rodzicami, babcią i bratem Carlem na wyspie zwanej Głową. Żyją w odizolowaniu, dziewczynka od najwcześniejszych lat uczona jest kradzieży i strzelania z łuku. Nocami wykrada się z domu, by na głównej wyspie połączonej z Głową przesmykiem zwanym Szyją obrabowywać domostwa z drobnych rzeczy, jedzenia, przyborów kuchennych. Ojciec Liv trudni się stolarką, jednak interes nie jest zbyt dochodowym. W głównej mierze mężczyzna trudni się zbieractwem, a dom zamienia w wysypisko śmieci. Matka roztyła się do tego stopnia, że nie jest w stanie wstać z łóżka, a jej ciało stopniowo gnije od odleżyn. Babcia wskutek rodzinnej tragedii wyjechała, by powrócić po kilku latch. Właśnie to wydarzenie rozpoczyna lawinę nieoczekiwanych zdarzeń.


Mamy siebie

Rodzina Liv ogranicza się do przebywania we własnym gronie. Postanawiają żyć w odosobnieniu. Początkowo jeszcze utrzymują kontakty z mieszkańcami wyspy głównej, by później całkowicie je zerwać. Ojciec - Jens, zapada się w sobie. Jego życie jest pasmem strat, mężczyzna panicznie boi się utraty Liv, dlatego postanawia zgłosić jej śmierć. Jego kreacja to postać szaleńca: człowieka pragnącego za wszelką cenę zatrzymać przy sobie bliskich. Jens ma problem nie tylko z wypuszczaniem dzieci w świat, on nie potrafi pozbywać się przedmiotów. Z domu stworzył śmietnisko, znosząc wszelkie znalezione przez siebie śmieci, doprowadzając dom do ruiny, do stanu, gdzie między rozłożonymi pod ścianą szpargałami można przejść jedynie wąska ścieżką.

Dziewczynka żyje w dysfunkcyjnym świecie będącym dla niej zupełnie normalnym. W wieku 9 lat potrafi jedynie czytać, ale za to  wyśmienicie strzela z łuku i się skrada. Rodzice, a szczególnie ojciec, za wszelką cenę chcą ukryć ją  przed światem, zupełnie nie poświęcając jej uwagi. Liv czuje się bardzo samotna, bardzo pogubiona we własnych uczuciach, boi się przeciwstawić chorym rojeniom ojca, boi się odrzucenia. Jedynym jej kompanem jest Carl, którego osoba zaskakująco ewoluuje w trakcie fabuły.

Żywica to opowieść o stopniowo rodzącym się szaleństwie. Książka przedstawiająca jak wielokrotna utrata bliskich i życie w osamotnieniu potrafi zniszczyć ludzką psychikę. To obraz człowieka rekompensującego sobie wszelkie niepowodzenia zbieractwem. Człowieka, który na samą myśl o rozstaniu z przedmiotami, umiera wewnętrznie. To opowieść o strachu, o chorym przywiązaniu.

Głowa ma niesamowity klimat, mroczny, pachnący lasem i żywicą. Zresztą ta druga odgrywa tutaj znaczną rolę, to na punkcie opowieści o niej oszalał Jonas, to ona stanowiła podwaliny do jego zbieractwa. Zupełnie inaczej opisane zostało miasteczko i stały ląd. Tu świat się rozwija, dąży za technologią, na wyspie czas stoi w miejscu.

Żywica mnie zachwyciła. Nie tylko swoim mrokiem, dreszczykiem i umiejętnie budowanym napięciem, ale również perfekcyjną konstrukcją postaci. To powieść, która szokując ciekawi. Powieść, która wciąga w dysfunkcyjny świat Głowy i jej mieszkańców, książka, której nie da się odłożyć, aż nie zamknie się końcowej okładki.

Tytuł: Żywica
Autor: Ane Riel
Tytuł oryginału: Harpiks
Tłumaczenie: Joanna Cymbrykiewicz
Data wydania (Pl): 21 stycznia 2020
Liczba stron: 280
Wydawca: Zysk i S-ka




Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

sobota, 16 maja 2020

Ogród rozczarowań - "Zatruty ogród" Alex Marwood




Alex Marwood dała się poznać jako poczytna i nagradzana autorka thrillerów. Po raz pierwszy z jej piórem zetknęłam się czytając  Zabójcę z sąsiedztwa. Pamiętam, że bardzo do gustu przypadł mi sposób budowania postaci przez autorkę, a także nietuzinkowa historia, która w dużej mierze skupiała się na opisie charakterologicznym postaci. Wobec tego bardzo zainteresowała mnie jej najnowsza powieść Zatruty ogród. 

Na farmie odizolowanej od świata sekty dochodzi do zborowego samobójstwa. Sprawa jest wstrząsająca i porusza opinią publiczną. Okazuje się jednak, że nie wszyscy członkowie umarli. Przeżywa Romy i jej młodsze rodzeństwo. Kobieta postanawia ich odszukać i dowiaduje się, że dzieci trafiły pod dach jej siostry Sarah. 

Opowieść jaką snuje Alex Marwood napisana została na dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza z nich to wydarzenia aktualne, rozgrywające się wśród martwych, jak członkowie sekty nazywali ludzi żyjących w normalnym świecie. Drugą natomiast są wydarzenia rozgrywające się w czasie przed zbiorowym samobójstwem na terenie działania sekty. Takie retrospekcje zawsze potęgują ciekawość czytelnika i nie inaczej było tym razem. Nie da się ukryć, że Alex Marwood rozpoczęła swoją powieść z przytupem i przyznam, że oczekiwałam po takim początku wiele. Niestety dalsze losy bohaterów, jak i te prowadzące do kulminacyjnego wydarzenia, mocno mnie rozczarowały. Opowieść została zbudowana wokół wydarzenia zwalającego niejako z nóg, a w dalszej części nie wyróżniała się niczym szczególnym. 

W Zabójcy z sąsiedztwa zachwycałam się kreacją bohaterów, tutaj mi jej po prostu zabrakło. Autorka w głównej mierze skupiła się na budowaniu postaci Romy, miałam wrażenie, że inni bohaterowie zostali potraktowani po macoszemu, ciężko było zrozumieć ich motywacje i postępowanie. Sama akcja też była dość rozwlekła i przegadana. W żaden sposób nie potrafiłam zżyć się z bohaterami, ta historia nie wzbudziła we mnie większych emocji, a wielka szkoda, bo uważam, że miała wielki potencjał. 

Zatruty ogród mnie nie przekonał. Historia zapowiadała się na opowieść naprawdę wyjątkową, ale początkowo zbudowane napięcie uchodziło z tej powieści niczym powietrze z przekłutego balonu.

Tytuł: Zatruty ogród
Tytuł oryginału: The Poison Garden
Autor: Alex Marwood
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data wydania (Pl): 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo Albatros

piątek, 31 stycznia 2020

Recenzja przedpremierowa- "I żyli długo i szczęśliwie" C.C.MacDonald



Domestic thriller to jeden z moich ulubionych gatunków. Uwielbiam zaglądać za drzwi mieszkań bohaterów, wnikać w ich codzienne sprawy, odkrywać tajemnice pozornie normalnego życia. Gdy więc dane mi bylo przedpremierowo przeczytać I żyli i szczęśliwie  C.C.Macdonalda, nie zastanawiałam się ani chwili.

Naomi i Chris wraz z córeczką Prue wyprowadzili się do nadmorskiej miejscowości, gdzie remontują swój pierwszy wspólny dom. Bezskutecznie starają się o drugie dziecko, coraz częściej dochodzi między nimi do kłótni i spięć. Naomi nie chce rozmawiać ze swoim mężem, tematykę go przedmiotowo, czuję się samotna w związku. W końcu ulega Seanowi, ojcu kolegi Prue, poznanemu w żłobku. Nagle okazuje się, że jest w ciąży. Nie wie jednak kto jest ojcem dziecka. Tymczasem w domu i jego otoczeniu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy.


Powieść w  naszej głównej mierze stanowi przemyślenia głównej bohaterki, mało tutaj mrożącej krew w żyłach akcji i motywów rodem z thrillera. Autor nakreślił losy rodziny, która pod płaszczykiem idealności i bogactwa skrywa dysfunkcyjność i liczne pęknięcia. Jednak moim zdaniem portrety bohaterów zostały dobrze przygotowane. Osobiście lubię zaglądać do ludzkiego umysłu, zadziwiać się w jaki sposób może funkcjonować. Zadziwiało mnie jak szybko postaci wyzbywamy się wyrzutów sumienia, odrzucały cenione na co dzień wartości, czuły się nieszczęśliwe z błahych powodów. Z fascynacja wnikałam w umysły postaci tak różnych ode mnie, odrzucających wartości, które ja na co dzień stawiam na piedestale.

 MacDonald udowodnił, że potrafi budować zastanawiające postaci. Co prawda, już dawno nie spotkałam się z tak irytującą główną bohaterką, jednak prawdopodobnie chęć zrozumienia jej postępowania pchała mnie do przewracania kolejnych stron.
Naomi bowiem to kobieta skupiona jedynie na sobie i swoich planach, nie bacząca  na nikogo, mimo bycia matką i żoną. Wymyśliła sobie życie, datę ślubu, datę zajścia w ciążę, datę urodzin dzieci. Nieustannie czepia się męża, gdy za mało pracuje jest źle, gdy za dużo też jest źle. Przyznam, że facet ma stalowe nerwy albo po prostu lubi być popychadłem. Dobitnie o charakterze Naomi świadczą słowa jej męża, gdy ten traci w pewnym momencie rezon:


Robię to dla rodziny, jakiej chciałaś, którą dostałaś dokładnie wtedy, kiedy chciałaś, ponieważ cały świat zapadłby się w sobie, gdyby Naomi nie dostała dokładnie tego, czego chce, dokładnie wtedy, kiedy chce, niezależnie od tego czy diablo wezmą moją karierę, czy nie.

Przyznaję, że dość długo zajęło mi wciągnięcie się w fabułę, jednak kiedy już się to stało, książkę czytało mi się dobrze i byłam ciekawa ostatecznego rozwiązania, które uważam za satysfakcjonujące. Ostatecznie uważam, że to niezła powieść, szczególnie dla czytelnika lubujacego się w powieściach obyczajowych i psychologicznych.

Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tytuł oryginału: Happy Ever After
Autor: C.C. MacDonald
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data wydania (Pl): 12 lutego 2020
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Otwarte


wtorek, 17 grudnia 2019

Jak wykończyć własną matkę - "Zła krew" Zoje Stage



Kilka sposobów jak wykończyć własną matkę - poradnik według Hanny Jensen:
1. Od 4. roku życia ucz się przewracać oczami, tak by widoczne było jedynie ich białka.
2. Wypożycz kilka książek o czarownicach i poproś tatę żeby ci wszystkie przeczytał. Wybierz jedną z nich, by później udawać opętanie.
3. Nie odzywaj się, wydawaj jedynie nieokreślone dźwięki. Niech rodzice robią ci setki badań. Kiedy już przemówisz, udawaj nawiedzoną.
4. Zachowuj się agresywnie. Szczekaj i warcz jak wściekły pies, to zawsze działa.
5. Najważniejsze, agresję okazuj jedynie przy matce i innych ludziach. Przy ukochanym tatusiu bądź słodką, malutką dziewczynką, jego ukochaną córeczką.

Brzmi nieprawdopodobnie? Zabrzmi jeszcze bardziej szokująco, gdy zdradzę, że Hanna ma jedynie 7 lat i od urodzenia nie powiedziała ani jednego słowa. Kiedy jednak postanowiła przemówić, stwierdziła, że jest wcieleniem czarownicy. Dziewczynka nieustannie próbuje pozbyć się swojej matki, a jej matce, Suzette, zabrakło już miłości, by kochać ją bezwarunkowo. W tym wszystkim jest też ojciec, Alex uważa Hannę za cud, nigdy nie dostrzegł jej agresywnej strony, nie uwierzył żonie, a nawet szkolnym opiekunom w opowieści o wrogości i agresji dziewczynki. Do czasu.

Opowiadając historię Hanny autorka bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę, balansuje na krawędzi realizmu i zjawisk nadprzyrodzonych. Zoje Stage do tego stopnia miesza w fabule, że ciężko odróżnić prawdę od wytworów chorej wyobraźni.

Losy rodziny Jensenów poznajemy z dwóch perspektyw: Hanny i Suzette. Rozdziały opisujące dziewczynkę, jej pomysły i przemyślenia mrożą krew w żyłam. Hanna jest nad wyraz inteligentną siedmiolatką, jednak grozę budzi jej agresja, przemyślane działanie i z premedytacją dokonywane akty przemocy. Szkoda jednak, że autorka nie zdecydowała się na narrację pierwszoosobową, a zastosowała trzecioosobową.

W dużej mierze fabuła Złej krwi dotyczy tematu chorób. Suzette cierpi na Crohna, która obrazowo i wyczerpująco została przedstawiona, natomiast w stosunku do Hanny wysnute zostały przypuszczenia dotyczące zaburzeń psychicznych. Dzięki tak wnikliwemu opisowi, czytelnik ma okazję uczestniczyć w sesjach terapeutycznych, zapoznawać się ze stawianą diagnozą.

Autorka wyraźnie zaznaczyła, że pod płaszczykiem szczęśliwej rodziny łatwo ukryć poważne dysfunkcje. Długotrwała bagatelizacja problemów, brak wsparcia i miłości, a nawet nadmierne uznanie mogą doprowadzić do istotnych zaburzeń.

Dużo miejsca Zoje Stage poświęciła roli macierzyństwa. Jej powieść daje do myślenia, czy jest to stan dedykowany każdej kobiecie. Zarówno Suzette, jak i Hanna mają problem ze swoimi mamami. Suzette dorastała z kobietą, która nie poświęcała jej uwagi, nie obdarzała miłością, więc chciałą być dla Hanny matką, jakiej sama nigdy nie miała. Jednak gdy zaczynają się schody, kobieta zaczyna chować głowę w piasek, nie potrafi bezwarunkowo kochać swojego dziecka, nieustannie stawia się w roli ofiary. Z jednej strony chce pomóc Hannie, z drugiej jest egoistycznie skupiona jedynie na własnych potrzebach.

Zła krew to thriller psychologiczny, który poniekąd czerpie z horroru, jednak bliżej mu do powieści obyczajowej. To książka, która szokuje i trzyma w napięciu z dobrze wykreowanymi bohaterkami w roli głównej.


Tytuł: Zła krew
Autor: Zoje Stage
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Tytuł oryginału: Baby Teeth
Data wydania (Pl): 16 stycznia 2019
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Czarna Owca


Recenzja napisana dla bookhunter.pl

piątek, 18 października 2019

Tajemnicze zniknięcie - "Noc, kiedy umarła" Jenny Blackhurst




Książki Jenny Blackhurst są dla mnie trochę jak czekolada, zawsze niewytłumaczalną siłą przyciągają mnie swoim opisem. Chociaż nie zawsze jest między nami chemia, to nie potrafię sobie odmówić pożarcia (przeczytania) kolejnej. Wobec tego musiałam sięgnąć po Noc, kiedy umarła. 

Evie i Rebecca są nierozłączne. Odkąd poznały się na studiach, darzą się sympatią i wspierają w najgorszych chwilach. Wydawałoby się, że nic nie jest w stanie zniszczyć ich przyjaźni. Do czasu. W dniu swojego ślubu Evie rzuca się z klifu, a wszyscy podejrzewają, że popełniła samobójstwo. Jednak nie jest w stanie uwierzyć w to Richard, mąż zaginionej. Z pomocą Becky drąży sprawę, nie zdając sobie sprawy z tego, że dziewczyna wie o wie o motywacjach jego żony więcej niż chce mu wyjawić. Nie bez kozery dostaje po jej zaginięciu sms-y o treści: mogłaś mnie uratować.

Tak, jak praktycznie w każdej z wcześniejszych powieści autorki, możemy poznawać akcję i bohaterów dzięki przywoływanym retrospekcjom. Poznajemy dokładnie postać Evie, jej dzieciństwo i pierwszą, długoletnią miłość. Dziewczyna wychowywała się w bogatym domu z apodyktycznym i matką, cierpiącą na choroby psychiczne. Miłość jej i Jamesa była uczuciem, które zwaliło ich z nóg, którego absolutnie się nie spodziewali. Chłopak i dziewczyna byli trochę niczym Romeo i Julia, ponieważ kłótnia między ich ojcami, uniemożliwiała ich relację. 

Teraźniejsza akcję poznajemy dzięki opowiadaniu Becky. Dziewczyna daje się poznać jako wspaniała i oddana przyjaciółka. Kobieta potrafiąca poświęcić wszystko w imię relacji. Po zaginięciu Evie, opiekuje się Richardem, dba, by ten nie popadł w depresję, chociaż trochę zaczął myśleć o sobie. 


Autorka zgrabnie prowadzi intrygę kryminalną. Myli fakty, intryguje. Z pozornie prostej historii, prawdopodobnie zainspirowanej jednym z najbardziej znanych szekspirowskich dzieł, historia przeradza się w na tyle zagmatwaną, by na koniec zwalić z nóg. Napięcie jest powoli stopniowane, by w finale wybuchnąć ze zdwojoną siłą i zaskoczyć. 

Przyznam, że tę powieść po prostu połknęłam. Nie dało się jej odłożyć. Historia napisana przez Jenny Blackhurst wciągnęła mnie bez reszty i zapewniła wyśmienitą rozrywkę. Między mną a tą książką po protu zaiskrzyło. Podobała mi się konstrukcja bohaterów, przywoływane retrospekcje, niepokoiły mnie sytuacje przydarzające się Becky, nękające ją koszmarne sny. Do samego końca nie potrafiłam jednoznacznie określić, czy Evie na pewno popełniła samobójstwo. 

Noc, kiedy umarła jest zdecydowanie jednym z moich faworytów wśród powieści Jenny Blackhurst. To opowieść, która została przemyślana w każdym calu, rasowy thriller psychologiczny z krwi i kości. Serdecznie polecam.

Tytuł: Noc, kiedy umarła
Tytuł oryginału: The Night She Died
Autor: Jenny Blackhurst
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data wydania (Pl): 18 września 2019
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Albatros

Recenzja napisana dla bookhunter.pl 



sobota, 27 kwietnia 2019

Cztery kobiety i jedna gra - "Gra w kłamstwa" Ruth Ware



Cztery kobiety,  cztery osobowości i jedna gra, która je łączy - gra w kłamstwa.

Isa, Fatima Thea i Kate były swego czasu nierozłączne. 17 lat wcześniej chodziły do jednej szkoły, przyjaźniły się ze sobą i żyły według zasad gry w kłamstwa, którą wymyśliły. Teraz spotykają się po raz kolejny, wracają do Salten, gdy jedna z nich wysyła pozostałym lakonicznego SMS-a: potrzebuję was. Kobiety wracają myślami do wydarzeń sprzed lat, musza stawić czoła wydarzeniom sprzed lat i ich konsekwencjom.

Historia snuta przez Ruth Ware pokazuje jak ciężko jest stawić czoła demonom przeszłości. Kobiety powracają do domu, w którym ciągle krążą duchy nich samych sprzed lat: młodych roześmianych dziewczyn. Niejako zmuszone są do powrotu do katastrofy, sytuacji, z której wyszły okaleczone, próbując żyć dalej. Początkowo niewinna zabawa w kłamstwo przerodziła się w obronę, walkę o przetrwanie. 

(..)myślę sobie, że niezależnie od tego, jak bardzo walczyłyśmy, żeby się wyzwolić, wszystko zawsze kończy się tak samo - nasza czwórka nabita razem na szpikulec przeszłości. 

Narracja w książce prowadzona jest pierwszoosobowo. Wydarzenia, aktualne jak i te sprzed lat, poznajemy z perspektywy Isy. Kobieta opowiada jak ona i jej koleżanki bardzo zmieniły się przez lata, jak niesamowicie różnią się od siebie. Ukazuje jak zmieniły się priorytety w ich życiu. Isa została matką, Fatima jest wierzącą muzułmanką, nie rozstaje się z chustą na głowie, nie pije alkoholu. Kate całkiem się pogubiła, a znalezione w gazecie informacje zburzyły jej wewnętrzny spokój. Mimo to kobieta nie potrafi opuścić miejsca zamieszkania i rozpocząć nowego życia. Pozornie tylko Thea pozostała taką, jaką zawsze była, przebojową prowodyrką zabaw. 

 Akcja powieści powoli nabiera tempa. Początkowo niespiesznie się rozkręca, bardziej przypomina powieść obyczajową niż thriller. Później jednak w głównej mierze skupia się na przykrym wydarzeniu z przeszłości rzucającym cień na teraźniejszość. Spore napięcie autorka buduje poprzez przeplatanie aktualnej akcji z retrospekcjami. 

Gra w kłamstwa to bardzo osobista powieść, pokazująca jak błędy przeszłości wpływają na późniejsze. Ukazuje jak niezwinna zabawa może przerodzić się w przekleństwo oraz jak daleko jesteśmy w stanie poznać drugą osobę. To wciągający thriller psychologiczny/ powieść obyczajowa z kryminalnym wątkiem, nad którą warto się pochylić. 

Tytuł: Gra w kłamstwa
Tytuł oryginału: The Lying Game
Autor: Ruth Ware
Tłumaczenia: Ewa Kleszcz
Data wydania (Pl): 12 lutego 2019
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

środa, 13 lutego 2019

Każdy coś ukrywa - "Wszysto oprócz prawdy" Gillian McAllister



Mawia się, że zaufanie jest podstawą udanego związku. To na nim w dużej mierze opiera się partnerska relacja, bo dzięki niemu czujemy się bezpiecznie przy drugiej osobie. Jednak w pełni zaufać jest bardzo ciężko, tym bardziej, gdy ma się poczucie, że nie wie się za dużo o swojej połówce, tak jak czuła to Rachel w powieści Wszystko oprócz prawdy Gillian McAllister. 

Główna bohaterka powieści maniakalnie pragnie poznać przeszłość swojego partnera i ojca swojego dziecka. Nieustannie zadręcza się, że zna jedynie ułamek jego przeszłości i w pozornie niewinnych sytuacjach doszukuje się drugiego dna. Rachel nie wystarczą zapewnienia Jacka, czuje, że ten przed nią coś ukrywa, a przeczucie zamienia się w obsesję. Dodać należy, że Rachel nie jest kryształowo czysta i ukrywa przed swoim partnerem pewne fakty z przeszłości. 

Postępowanie Rachel wyrządza wiele szkody. Wyidealizowany obraz Jacka w jej oczach rozpada się kawałek po kawałku niczym domek z kart, a autorka dzięki retrospekcjom ukazuje też nieidealną przeszłość głównej bohaterki. Poprowadzona dwutorowa historia podkręca ciekawość i tempo akcji. 

Powieść Gillian McAllister ukazuje szereg dylematów moralnych. Szokuje zachowanie Rachel, jej obsesyjne poszukiwanie prawdy i szczerości, gdy sama nie potrafi być czystą kartą. Wielkie kontrowersje wzbudzają czyny Jacka, bowiem mężczyzna skrywa naprawdę wiele. Główny nacisk został jednak położony na postrzeganie drugiej osoby poprzez pryzmat jej czynów. Autorka klarownie ukazała, że brak zaufania potrafi zniszczyć więzi, nawet te najmocniejsze. 

Przyznam, że w powieści zabrakło mi napięcia. Wszystko oprócz prawdy zawiera wszystko, co prawdziwy thriller zawierać powinien, zagadki, niespieszne odkrywane tajemnice, a mimo wszystko nie czułam dreszczu ekscytacji podczas lektury. 

Najnowsza odsłona z serii Kobiety to czytają jest powieścią obyczajową skupiającą się na wątku partnerskiego zaufania. To dobry debiut powieściowy, który przypadnie do gustu wielbicielom lekkich thrillerów z wątkiem psychologicznym w tle. 

Tytuł: Wszystko oprócz prawdy
Tytuł oryginału: Everything But the Truth
Autor: Gillian McAllister
Data wydania (Pl): 15 stycznia 2019
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


wtorek, 22 stycznia 2019

Tajemnicę skrywa każdy w sobie - "Pokrewne dusze" Agata Kołakowska



Mam wrażenie, że w naszym  kraju temat zwierzeń u psychologa ciągle pozostaje tabu. Nie jest on za często wspominany w literaturze, częściej można go spotkać w filmie, chociażby świetnym serialu Bez tajemnic z Jerzym Radziwiłłowiczem w roli głównej. Agata Kołakowska w swojej powieści Pokrewne dusze postawiła właśnie na ten motyw, a przede wszystkim przedstawiła więź pacjenta z terapeutą. 

Marta straciła siostrę i nie może się otrząsnąć po tym wydarzeniu. Klara była dla niej całym życiem, kimś na kim mogła polegać, kogo mogła podziwiać. Gdy jej zabrakło, świat Marty się załamał, a kobieta do tej pory nie potrafi poradzić sobie z samotnością i dręczącymi ją koszmarami. W końcu trafia do Mileny, pani psycholog, która pomaga jej ruszyć dalej i uporać się ze strachem.Ta w oczach nie tylko Marty, ale też innych pacjentów, jest ich ostoją i pomocą, a spotkania w jej gabinecie pozwalają otworzyć im oczy na wiele spraw. Nie wiedzą jednak, że Milena wnika w ich życie w absolutnie nieetyczny sposób. 

Powieść Agaty Kołakowskiej praktycznie od początku owiana jest pewną dozą niepokoju. Według mnie powieść ta posiada rysy thrillera psychologicznego. Autorka rzuca czytelnika na głęboką wodę emocji, skacząc po linii czasowej ukazuje zarówno teraźniejszość, jak i przeszłość bohaterów. Liczne retrospekcje pozwalają dogłębniej zrozumieć przedstawione postaci, pokazują jak dawne wydarzenia wpłynęły na ich osobowość. 

Niezwykle podobało mi się, że mimo głównego wątku, czyli pewnego rodzaju związku Marty i Mileny, autorka wplotła też inne osoby, którymi są pacjenci i bliscy Mileny. Ich postaci zostały skonstruowane niezwykle dogłębnie i pomysłowo. Autorka przedstawiła bowiem cały wachlarz postaci zmagających się z przeróżnymi problemami, bohaterów niecodziennych i niekonwencjonalnych. Mamy tu więc zakompleksioną żonę, apodyktycznego męża, zdradzonego mężczyznę o gołębim sercu, czy kobietę bojącą się opuścić swoje cztery ściany. W powieści można spotkać przekrój przeróżnych charakterów, osoby słabe i silne psychiczne, nękane i te nękające innych. 

Autorka tak poprowadziła linię fabularną, że powieść trzyma w napięciu praktycznie do ostatniej strony. Niespiesznie odkrywane są karty z tajemnicami z przeszłości bohaterów, które w pełni naświetlają całą mocno zagmatwaną sytuację. Ciężko tu mówić o empatii w stosunku do postaci, bo przyznaję, że nie poczułam jej do żadnej z głównych bohaterek, przez co, książka ta jest dla mnie jeszcze ciekawsza.

Powieść Agaty Kołakowskiej to przede wszystkim historia zmagań ze swoją psychiką. To opowieść o radzeniu sobie z problemami i zatajonymi urazami, z tym, co drzemie w człowieku od lat. Autorka jasno i wyraźnie pokazuje, że nikt inny, tylko my jesteśmy kowalami własnego losu i jeśli chcemy coś zmienić, musimy tego dokonać na własną rękę, bowiem inni mogą nam jedynie pomóc lub wskazać drogę działania. 

Pokrewne dusze to niebanalna powieść i daleka byłabym od tego, żeby określać ją prozą wyłącznie dla kobiet. Autorka nie operuje tutaj motywami typowymi dla powieści kobiecej, a ci, którzy liczą na lekką i przyjemną lekturę z pewnością takiej w tej książce nie znajdą. Doszukają się natomiast świetnej, trzymającej w napięciu, okrytej tajemnicą powieści obyczajowej. Myślę, że lepszej rekomendacji, nie trzeba. 



Tytuł: Pokrewne dusze
Autor: Agata Kołakowska
Data wydania: 6 listopada 2018
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

piątek, 23 lutego 2018

Pogrzebana prawda - "Dziecko" Fiona Barton



Można pogrzebać historię, ale nie da się ukryć prawdy - to hasło reklamujące thriller Fiony Barton od razu przykuło moją uwagę i wzbudziło ciekawość. Już po przeczytaniu powieści, muszę przyznać, że już dawno nie spotkałam się z tak trafnym podsumowaniem treści.

Cztery kobiety, cztery historie splatające się w jedna spójną i zaskakującą całość.


KTO?


Kate - dziennikarka, która nie zna słowa nie, potrafi wetknąć swój nos dosłownie wszędzie, a dzięki latom praktyki potrafi praktycznie od każdego wyciągnąć interesujące ją informacje. To jej artykuł powoduje całą lawinę wydarzeń, to ona dociera do praktycznie każdego związaneo ze sprawą, to ona sprawnie łączy fakty, odkrywa skrywane przez lata tajemnice. To rasowa dziennikarka, która nie jest w stanie zrozumieć fenomenu internetowego prezentowania wiadomości, gdzie największą popularnością cieszą się ploteczki z zycia celebrytów.

Emma - zahukana edytorka tekstu, próbującą stworzyć coś wartego uwagi z nawet najbardziej dennego dzieła ghost writera. Artykuł Kate przypomina jej o przeżyciu sprzed lat, wzbudza czułą strunę w jej duszy i umyśle i każe się podzielić swoim cierpieniem. Mimo że jej narracja jako jedynej poprowadzona została pierwszoosobowo, jest ona najbardziej tajemniczym ogniwem całej historii.

Angela - starsza pani, której w młodości porwano córkę ze szpitala. Całe życie tej kobiety podporządkowało się temu wydarzeniu., Angela mimo upływu lat nie potrfai pogodzić się ze stratą, nie jest w stanie zapomnieć o swojej malutkiej Alice ani wybaczyć sobie, że dosłownie na moment zostawiła dziecko samo. Żyje w poczuciu ogromnej winy i tragedii, tak jak cała jej rodzina.

Jude - matka Emmy. Egoistyczna kobieta, która po trupach dąży do celu. Jest w stanie poświęcić naprawdę wiele, wręcz nieprawdopodobnie wiele. To człowiek bez skrupułów, o wątpliwej moralności, ale wymagający wiele od innych i oczekujący bezgranicznego oddania.




JAK?


Na jednej z ulic podczas budowy znalezione zostają kości niemowlęcia. Kate postanawia napisać o tym artykuł, co wywołuje prawdziwą lawinę niecodziennych wydarzeń. Angela przeczuwa, że znaleziono zwłoki Alice, jej porwanej przed laty córeczki. Emma natomiast postanawia podzielić się ze światem tragedią, która przydarzyła się jej lata temu. Jedynie Jude wydaje się skupiać wyłącznie na sobie i nie przejmować nieszczęsnym artykułem.

Dziecko to dobrze skonstruowany thriller, który w głównej mierze opiera się na dziennikarskim śledztwie. Krótkie rozdziały opisujące zamiennie losy wszystkich bohaterek tylko potęgują ciekawość i sprawiają, że od książki po prostu nie można się oderwać. Pochłania się ją z coraz większym apetytem, oczekując na finalną eksplozję nieoczywistych faktów w zakończeniu. 
To właśnie misternie skonstruowana intryga rozgrywająca się na przestrzeni lat jest siłą tej powieści. To dzięki niej książka trzyma w napiciu praktycznie do samego końca, a nawet wcześniejsze odkrycie zagadki nie psuje przyjemności ani nie powoduje braku satysfakcji z lektury. 

Fiona Barton stworzyła książkę, której nie sposób odłożyć nie poznając zakończenia. Dziecko to thriller, który intryguje, przyciąga barwnością bohaterów i nietuzinkową fabułą. To powieść, którą zdecydowanie warto poznać. 


Tytuł: Dziecko
Tytuł oryginału: The Child
Autor: Fiona Barton
Tłumaczenie: Agata Ostrowska
Data wydania: 15 lutego 2018
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: Czarna Owca


Recenzja napisana dla portalu:

link do recenzji

piątek, 17 listopada 2017

Gdy miłość boli - "Miłość za wszelką cenę" Louisa Reid




Wiele razy zastanawiałam się jak to jest toksyczną miłością. Czy jest to tylko wyświechtany frazes, czy rzeczywiście coś takiego istnieje. Wydaje się, że kiedy kochamy ostatnią rzeczą o jakiej byśmy pomyśleli jest to, że nasz związek jest toksyczny. Tak naprawdę jesteśmy w stanie to oszacować dopiero po jego zakończeniu. Zaskakującą i przerażającą wizję toksycznej miłości przedstawiła Louisa Reid w swojej książce Miłość za wszelką cenę.

Główna bohaterka wraz ze swoim bratem i mamą po raz kolejny zmienia miejsce zamieszkania. Po raz kolejny zaczyna wszystko od nowa. Wszystkiemu winna jest męcząca ją choroba psychiczna. Dziewczyna sprawia sobie ból, samo okalecza się, nie jest w stanie rozróżnić jawy od snu. Dodatkowo za wszystkie swoje krzywdy wini tajemnicze "to coś". Jedyną radością jej życia jest jej brat Peter. Do czasu, gdy poznaje przystojnego sąsiada nie zdaje sobie sprawy, że mogłaby poczuć coś więcej do kogoś obcego. Między dwójką bohaterów zaczyna rozwijać się uczucie. Oboje są pokrzywdzeni przez los, oboje po ciężkich przejściach. Czy mają szansę odnaleźć szczęście?

Choroba psychiczna
Generalnie cała historia kręci się wokół choroby Audrey. To ona ją ogranicza, ona zmusza do krzywdzenia samej siebie. Audrey nieustannie wmawia sobie, że zmusza ją do tego "to coś", mroczny element jej samej, coś co kryje się w domu i nie daje jej spokojnie egzystować. Dziewczynie pomaga jej matka, odsyłając ją od jednego lekarza do drugiego i szukając coraz to nowych terapii i wciskając leki, które mają jej pomóc radzić sobie z rzeczywistością. Jednak choroba psychiczna Audrey igra sobie z nas - czytelników. Czytając powieść ma się nieodparte wrażenie, że z dziewczyną wszystko jest w porządku. Potrafi być rozsądna, przecież nieustannie martwi się o swojego młodszego brata i dba o niego niczym matka.

Po jakimś czasie zaczynamy dostrzegać rysy na rodzinnych relacjach w domu Audrey. Matka skupiona jest w stu procentach na swojej córce, zdaje się nie dostrzegać Petera, wręcz traktuje go jakby nie istniał. Chłopiec ma dopiero 5 lat, a matka potrafi go zostawiać samego w domu, bez żadnego nadzoru, gdy jeździ z Audrey do szpitala. To dziewczyna go kąpie, odbiera ze szkoły, tuli do snu. 

Wydaje się też, że Audrey nie cierpi na depresję, bo momentami potrafi niezwykle cieszyć się z prostych rzeczy. Raduje ją jarmark i jego atrakcje, cieszy ją bliskość innych osób. 


Miłość w czasach choroby
Okazuje się, że nawet choroba psychiczna nie jest w stanie ograniczyć uczuć. Każdy pragnie być kochany, znaleźć akceptację w czyichś ramionach. Audrey odnajduje wsparcie i miłość w ramionach Leo, chłopaka który dużo przeszedł, który ma gdzieś, że większość kolegów mówi o niej, że jest psychiczna. Dla niego liczy się tylko jej uśmiech, piękne włosy i niezwykle wnętrze.

Autorka pokazuje, że każdy ma szansę na szczęście i odrobinę miłości. Że wbrew wszystkiemu i wszystkim trzeba o nią walczyć i znajdować wsparcie w ukochanej osobie,a prawdziwa miłość uratuje nawet z najgorszej opresji.

Zaskoczenie
Autorka w swej powieści funduje prawdziwe pomieszanie z poplątaniem. Tu nic nie jest tym, na co wygląda. Już od początku czytelnika mierzi tajemnicze "to coś", bo Audrey jest ciągle opisuje. "to coś" wydaje się być prawdziwym tworem, a nie wyimaginowaną przez Audrey postacią. Książka wpisana została przez wydawcę w kanon thrillera psychologicznego i rzeczywiście dobrze wpisuje się w ten gatunek. Mimo że już w mniej więcej w połowie domyśliłam się rozwiązania całej historii, czytało mi się ją z pewną dozą ekscytacji, byłam ciekawa ciekawa czy potwierdzą się moje przypuszczenia.

Jedyne co mnie mierziło to zbyt poetycki język Audrey. Dziewczyna opisywała wydarzenia ze swojej perspektywy i ciężko uwierzyć, że nastolatka opisuje swoje przeżycia używając górnolotnych metafor.

Miłość za wszelką cenę to książka, która zdecydowanie mnie zaskoczyła swoją formą. Niech nikogo nie zwiedzie tytuł zapowiadający romansidło dla nastolatków. To książka, która niejednego zaskoczy i zrobi mu wodę z mózgu, a historia w niej zawarta zapewne zaintryguje i pozostanie w pamięci. 



Tytuł: Miłość za wszelką cenę
Tytuł oryginału: Lies Like Love
Autor: Louisa Reid
Data wydania(Pl): 23 listopada 2016
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Zielona Sowa