Po drugi tom cyklu Garstka z Ustki sięgnęłam z wielką przyjemnością i ciekawością. Trup na plaży mocno zaostrzył mój apetyt, liczyłam więc, że Martwy sezon utrzyma poziom i jeszcze bardziej wciągnie mnie w wir szalonych i niecodziennych wydarzeń.
Pensjonat przechodzi ciężkie chwile. Panie Garstki już w sezonie miały problemy finansowe ze względu na sinice i inne sprawy, które dotknęły miasto, a po sezonie problemy te uderzają w nie ze zdwojoną siłą. Po trosze ratuje ich hałaśliwa ekipa Łowców Duchów szukających w pensjonacie kontaktu z istotami nadprzyrodzonymi oraz pewne zupełnie niedobrane małżeństwo. W pensjonacie zjawia się też Tamara, ciotka Magdy, która uległa wypadkowi, a jej śladem podąża dawny narzeczony.
Przyznam, że sięgając po Martwy sezon obawiałam się trochę klątwy drugiego tomu. Jednak po przeczytaniu paru rozdziałów, wiedziałam, że zupełnie niepotrzebnie. Ta część bowiem jeszcze bardziej przypadła mi do gustu. Cieszę się, że autorka tym razem wysunęła na pierwszy plan bohaterów, o których jedynie pobieżnie wspomniała wcześniej. Dzięki temu miałam okazję poznać Tamarę, jej przeżycia i przemyślenia oraz silną więź łączącą ją z Magdą. Rozwinięty został także wątek babci, chociaż w nim pozostały pewne niewiadome, mam nadzieję, że to kwestia swoistej zapowiedzi kolejnych tomów cyklu.
Tym razem dosłownie i w przenośni rozłożyła mnie na łopatki warstwa komediowa tej powieści. Niezwykle ubawiły mnie perypetie Łowców Duchów, nie byłam nawet w stanie powstrzymać śmiechu, czytając w miejscach publicznych. Ten tom idealnie wpasował się w moje poczucie humoru, rozbawił mnie miejscami do łez.
Komedia kryminalna nie byłaby komedią kryminalną bez trupa. Ten, chociaż ujawnia się właściwie pod koniec książki, jest jak najbardziej realny, a zbrodnia, a raczej jej rozwiązanie, jest ciekawe i zaskakujące. Chociaż okoliczności morderstwa są dość typowe i poniekąd sztampowe, to zdecydowanie dalsze postępowanie w celu ukrycia tego faktu wymyka się wszelkim schematom.
Tak jak w pierwszej części, tak i w tej pojawiły się również ważkie i problematyczne kwestie. Także i tutaj spotykamy się z pokrzywdzonymi przez los kobiety. To im w znacznej części podporządkowana jest fabuła.
Martwy sezon spodobał mi się równie mocno, a nawet jeszcze bardziej niż pierwszy tom. Urzekł mnie też jego wieloznaczny tytuł. Mam nadzieję, że powstaną kolejne powieści o rodzinie Garstek, bo mój apetyt na ich perypetie nie pozostał do końca zaspokojony.
Tytuł: Martwy sezon
Autor: Aneta Jadowska
Cykl: Garstka z Ustki
Data wydania: 30 października 2019
Liczba stron: 390
Wydawnictwo: SQN

