Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 września 2018

Lato zmian - "Historia pewnej dziewczyny" Sara Zarr



Młodość ma prawo do błędów, powinna się wyszumieć, a o jej omyłkach się nie pamięta. Okazuje się, że nie w Pacifica, miasteczku zwanym przez miejscowe dzieciaki Pateticą ze względu na brak perspektyw dla młodych ludzi.  Deanna, główna bohaterka powieści Sary Zarr przekonała się boleśnie na własnej skórze jak długo potrafią się za człowiekiem ciągnąć konsekwencje nieprzemyślanych zachowań i jak mocno mogą zmienić jego codzienność.

Deanna mając 13 lat została przyłapana w intymnej sytuacji przez swojego ojca. Tommy, chłopak z którym uprawiała w tamtej chwili seks, rozpowiedział całej szkole, co się wydarzyło. Zdarzenie, które powinno pozostać między dziewczyną, chłopakiem i jej ojcem, urosło do rangi miejscowej sensacji, a Deanna zyskała niechlubną sławę puszczalskiej. Plotkę przekazywano z ust do ust, ukazując dziewczynę w coraz gorszym świetle, opowiadając niestworzone historie. Każdy miał prawo o niej mówić, ją oceniać, nikt nie zapytał o jej wersję wydarzeń.

Po trzech latach historia Deanny dalej jest miejscową sensacją. Dziewczyna żyje z konsekwencjami swojego czynu. Ojciec zdaje się jej nie dostrzegać, miejscowi kolesie zaczepiają ją, bo myślą że z biegu wskoczy im do łóżka, a sama Deanna nie potrafi się uporać z obrazem siebie wykreowanym przez mieszkańców. Dziewczyna żyje marzeniami i nierealnymi planami, nieustannie próbuje znaleźć choć cień zrozumienia i choćby odrobinę miłości w oczach innych.

Historia pewnej dziewczyny to opowieść o zagubieniu, braku akceptacji i wsparcia. Autorka obrazowo ukazuje jak szybko można stracić czyjeś zaufanie i w jaki sposób pewne błędy potrafią zniszczyć nam życie. Deannie przypięto łatkę łatwej dziewczyny, opowiadano o niej historie mijające się z prawdą. Każdy rościł sobie prawo do wypowiadania o niej swojego zdania, a nie było nikogo, kto stanąłby w jej obronie. Przez to dziewczyna nieustannie czuje się obco, a jedynie oparcie znajduje w rodzinie swojego brata i dwojgu przyjaciół. Deanna postrzega siebie jako nic nie wartą osobę, która w życiu nic nie osiągnie. Ocenia siebie przez pryzmat oceny innych. Chociaż wie, że nie jest taką, jak ją przedstawiają, nie potrafi zbudować innego wizerunku swojej osoby.

Autorka pokazuje jak łatwo stracić coś, co się kochało. Deanna nieustannie tęskni za spędzaniem czasu z ojcem, za jego akceptacją, radością, o jego miłości nie jest nawet w stanie marzyć. Tymczasem on zdaje się jej nie dostrzegać, traktuje ją jak powietrze. Wiecznie zapracowana matka nie próbuje na niego wpłynąć, a jedyne poważne tematy jakie porusza dotyczą tego, co ma ugotować na obiad. Deanna czuje się samotna, opuszczona, a jedyną nadzieję dają jej marzenia, wymyślone życie, przyszłość, która żywo ukazuje się w jej głowie. Dziewczyna poniekąd zdaje sobie sprawę z nierealności swoich marzeń, jednak trzyma się ich kurczowo, bo są dla niej ostatnim cieniem nadziei. 

Historia pewnej dziewczyny to bardzo wartościowa powieść dla młodzieży. To książka ukazująca, że często naszym największym przeciwnikiem jesteśmy my sami i nasze myśli. To opowieść o samotności wśród ludzi, ale też odnalezieniu własnego ja, by nauczyć się budować trwałe relacje. Polecam.


Tytuł: Historia pewnej dziewczyny
Tytuł oryginału: Story of a Girl
Autor: Sara Zarr
Tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka
Data wydania (Pl): 18 lipca 2018
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: YA!




Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki alimero.com



środa, 8 sierpnia 2018

Czemu o tej książce nie jest głośniej? - "Złodziej stulecia" Gaja Kołodziej




Jeśli macie dość kluchowatych głównych bohaterek, patrzących na świat cielęcymi oczami i marzących o tym, by ich codzienny nudny żywot odmienił przystojny, ulizany książę na białym koniu, to sięgnijcie po Złodzieja stulecia Gai Kołodziej. Już dawno nie spotkałam bohaterki z tak grande cojones jak ma Wiki i dawno nie czytałam książki młodzieżowej z tak zapartym tchem. 

Wiktoria jest studentką robotyki, w wolnych chwilach dorabia u wujka jako mechanik samochodowy. Do domu wchodzi przez okno, jest niezwykle błyskotliwa i potrafi robić cuda technologiczne, ale niespecjalnie odzwierciedlają to jej oceny. Poza tym, jej pięść poznali nie tylko bracia, ale też wiele osób, z którymi kiedykolwiek się spotkała. Dziewczyna charakteryzuje się bujną czupryną i raczej męskim wyglądem i zachowaniem. Ma dwie obsesje: Sylwestra, chłopaka z sąsiedztwa, w którym zakochała się w czasach gimnazjum oraz bezzapachowego złodzieja, na którego natknęła się kiedyś w środkach komunikacji miejskiej. Wiki jest osobą skupiającą się na danym celu, więc kiedy namierza trop złodzieja spotkanego przed laty, nie potrafi odpuścić. Dziewczyna nawet nie przypuszcza, co na nią czeka i jak bardzo zmieni się jej życie. 

Gaja Kołodziej nie przestaje mnie zaskakiwać historiami jakie tworzy. W zeszłym roku zachwycił mnie Kalejdoskop wspomnień, który zakwalifikowałam jako jedną z najlepszych książek 2017 roku.  (moją opinię możecie przeczytać tutaj: link). Tym razem autorka stworzyła powieść przeznaczoną docelowo dla młodszej grupy odbiorców. Muszę przyznać, że to książka, którą czyta się z zapartym tchem. Zawrotne tempo akcji trzyma w napięciu niemal do ostatniej strony, tajemnica goni tajemnicę, a na wierzch wychodzą zupełnie nieoczywiste fakty. 

Przyznam, że od razu pokochałam Wiki - chłopczycę o gołębim sercu. Imponowała mi ona swoją wiedzą, odwagą i nieustępliwością. Mimo że w głównej mierze ukazana została męska strona jej natury, to także opisana została jej kobieca kruchość i wrażliwość. Pod pozornie twardą powłoką kryła się dziewczyna, która domagała się uczucia. 

Nie tylko postać głównej bohaterki została świetnie skonstruowana. Fenomenalnie przedstawione zostały także postaci drugoplanowe: wujek Jacek, Tom, najlepsi przyjaciele Wiki, a także ich matka, z którą związanych zostało wiele zabawnych sytuacji. Brakowało mi jedynie głębszej charakterystyki tytułowego Złodzieja stulecia. Przewija się on na kartach powieści, wiadomo, że to geniusz i gra rolę Charliego posiadającego swoje aniołki, ale nie wiadomo o nim za dużo i w rzeczywistości sporadycznie występuje na kartach powieści. 

Złodziej stulecia to pozycja wyróżniająca się wśród książek gatunku. To opowieść, która zachwyca światem przedstawionym i bohaterami. Bardzo żałuję, że tak mało się o niej mówi i cieszy mnie, że dane mi było ją przeczytać. Polcem z całego serca, nie tylko miłośnikom młodzieżówek. 



Tytuł: Złodziej stulecia
Autor: Gaja Kołodziej
Data wydania: 22 listopada 2017
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Lucky






Za egzemplarz powieści dziękuję autorce i Wydawnictwu Lucky.




piątek, 27 lipca 2018

Wakacje z książką - "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów - Ostatnie lato" Ann Brashares


Dość długo odwlekałam ten moment, by ponownie przeczytać ostatni tom mojego ulubionego młodzieżowego cyklu, do którego miałam wielki sentyment i chciałam się nim cieszyć na nowo jak najdłużej. Zmobilizowała mnie do tego akcja Wakacje z książką organizowana przez klub książki Przeczytaj i Podaj Dalej i jego założycielkę Magdę właścicielkę witryny Save the magic moments.

W ostatnim lecie po raz kolejny spotykamy się z czterema przyjaciółkami: Bee, Tibby, Carmen i Leną. Tym razem postacią wiodącą jest Bee i to do niej należy prolog powieści spisany w narracji pierwszoosobowej. Po raz kolejny dostajemy niezwykle smakowity czytelniczo kąsek literatury młodzieżowej i mądrą historię, która pozostaje w głowie na bardzo długo.

Tibby spędza namiętną noc z Brianem i nie może sobie psychicznie poradzić z konsekwencjami tej chwili zapomnienia. Lena spędza czas na wakacyjnym kursie malarskim i próbuje zapomnieć o swojej pierwszej miłości w ramionach nowo poznanego chłopaka. Carmen wstydzi się siebie. Nie umie poradzić sobie z nową sytuacją, z dorosłością na studiach. Z duszy towarzystwa stała się społecznym wyrzutkiem, tłem dla interesującej koleżanki. Co najgorsze, nie chce przyznać się do osamotnienia, nawet swoim przyjaciółkom. Bridget wyjeżdża na wykopaliska do Turcji, gdzie czekają na nią nowe wyzwania i znajomości.

W pozornie lekkiej opowieści z latem w tle, Ann Brashares po raz kolejny przemyca uniwersalne prawdy dotyczące wchodzenia w dorosłość i przyjaźni. Dziewczęta mają za sobą etap podlotków, teraz stoją przed nimi prawdziwe wyzwania ze świata dorosłych. Same muszą zmierzyć się z nową sytuacją i zmieniającą się psychiką. Muszą odnaleźć siebie i uwierzyć, że czasami nie warto zamykać się w swojej skorupie, bo bliskie osoby są po to, by nam pomóc nawet w najgorszych tarapatach i sytuacjach bez wyjścia. Dżinsy w magiczny sposób nauczyły je jak się rozstawać, kochać się tak mocno, jak kocha się samą siebie.

Ostatnia część przygód dziewczyn jest wzruszającą prozą, sprawiającą, że od razu ciepło czuje się na sercu. To seria, którą warto przeczytać i jako nastolatka, i jako rodzic. Pozostaje mi jedynie czekać i liczę na to, że to się stanie i w Polsce wydana zostanie kolejna napisana przez autorkę część, czyli Sisterhood Everlasting, czyli opowieść o tym, jak cztery przyjaciółki zjednoczyły się po latach.

Tytuł: Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów - ostatnie lato
Tytuł oryginału: Forever in Blue: The Fourth Summer of the Sisterhood
Autor: Ann Brashares
Tłumaczenie: Barbara Górecka
Data wydania (Pl): 3 czerwca 2015
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: YA!








piątek, 16 marca 2018

Niebezpieczeństwa sieci - "Ktoś mnie obserwuje" A.V.Geiger




Wielu marzy o zdobyciu internetowej sławy, o rozbiciu złotej bańki, pozyskaniu miliona followersów, ale niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że stając się osobą publiczną, naraża się na niepożądane działania, na atak, często nieuzasadniony ze strony osób trzecich. W taki właśnie sposób zmienia się życie Tessy, jednej z głównych bohaterek. 

Tessa cierpi na agorafobię, boi się wyjść z domu chociażby na krok, a jej codzienna egzystencja zamyka się w czterech ścianach jej pokoju. Jedynym miejscem kontaktu i interakcji ze światem zewnętrznym stał się dla dziewczyny Twitter. Dziewczyna jest uzależniona od tego serwisu, a jej uzależnienie wzrasta, gdy wymyślony przez nią hashtag #EricThornObssessed staje się hitem i dzięki niemu Tessa zyskuje tysiące followersów. 

Eric Thorn jest piosenkarzem, rzekłabym że odpowiednikiem Justina Biebiera. Ma miliony rozhisteryzowanych i zakochanych w nim fanek. Sam jednak jest dość zmęczony sławą, nie może uwierzyć w zapewnienia fanek o miłości. Męczy go, że mówi się o nim w kwestii jego cielesności, a nie muzyki jaką tworzy. Ma poczucie, że coś poszło nie tak i gdzieś zagubione zostały jego marzenia i to, co w jego zawodzie najważniejsze. Właśnie dlatego postanawia założyć fałszywe konto, które początkowo ma być jedynie niewinną igraszką, z czasem jednak zamienia się w wybawienie i odskocznię od codziennych zmartwień. 

Powieść A.V.Geiger to wciągający thriller młodzieżowy. Tutaj od początku nic nie jest jasne, czytelnik wie jedynie, że skończyło się interwencją policji, ponieważ tradycyjne rozdziały przerywane są stenogramami z policyjnego śledztwa. Akcja zbudowana została na niepewności i jest niezwykle emocjonalna. Książka jest niezwykle tajemnicza, czasami aż za bardzo, bo cała historia kończy się potężnym cliffhangerem. 

Postaci są ciekawie zbudowane, praktycznie na zasadzie kontrastu. Tessa to nieśmiała dziewczyna, ograniczająca się do życia w swoim pokoju, paraliżują ją własne lęki i obawy. Eric także się boi, dociera do niego, że sława to nie tylko same przyjemności. Jest jednak pewnym siebie gwiazdorem, w końcu zdobył sławę i miliony fanów. Mimo tego chciałby czyjegoś wsparcia, szybko daje się ponieść emocjom i ciągnie coś, co od początku właściwie nie ma prawa bytu. 

Ktoś mnie obserwuje to thriller, który idealnie pokazuje zagrożenia współczesnego świata. Obrazuje, jak łatwo młodemu człowiekowi zagubić się w wirtualnej rzeczywistości, utracić grunt pod nogami. To powieść, którą czyta się z wielkim zainteresowaniem, pozostaje jedynie niecierpliwie czekać na jej kontynuację. 


Tytuł: Ktoś mnie obserwuje
Tytuł oryginału: Follow Me Back
Autor: A.V. Geiger
Data wydania (Pl): 31 stycznia 2018
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Jaguar


Recenzja napisana dla Bookhunter.pl

sobota, 25 listopada 2017

Podróży między-wymiarowych ciąg dalszy - "Dziesięć tysięcy słońc nad Tobą" Claudia Gray



Pierwsza część trylogii Firebird wzbudziła wiele emocji. Jedni byli nią zachwyceni, inni wręcz przeciwnie. Przyznać trzeba jedno, nie ma chyba osoby, która by o niej nie słyszała czy nie mówiła. Zgodnie ze znanym porzekadłem: nieważne jak mówią, byle mówili. Czy zatem warto sięgać po kolejny tom? Co tym razem zaserwowała czytelnikom Claudia Gray?


Tym razem przed Marguerite, naszą główną bohaterką, stoi nie lada wyzwanie. Mimo złożenia przez nią obietnicy pozostania w swoim wymiarze, zostaje zmuszona do kolejnych podróży, by ratować rozszczepioną duszę swego ukochanego. Dodatkowo okrutny Triad chce, by dziewczyna wchodząc w skórę Marguerite z innych wymiarów sabotowała pracę jej rodziców i zniszczyła ich dotychczasowe dokonania. Czy dziewczyna będzie w stanie to zrobić? Czy uratuje swego ukochanego? 


Wymiary

Tym razem w książce mamy to, czego zabrakło w poprzednim tomie - świetnie zostały skonstruowane i przede wszystkim opisane wymiary w jakich przebywa Marguerite. Światy utworzone przez Gray oczarowują i wciągają, zaciekawiają swoją konstrukcją. Odnajdzie się w nich i miłośnik wojny, i współczesności, dystopii i wypełnionych tłumem współczesnych miast. 


Akcja

W Dziesięciu Tysiącach słońc nad tobą nie brakuje akcji. Marguerite co i róż wrzucana jest w wir zaskakujących przygód. Autorka nie szczędziła czytelnikom intryg, tajnych planów i nieprzewidywalnych wydarzeń. Główna bohaterka zaczyna wątpić w przeznaczenie, wygląda na to, że jej wcześniejsze podejrzenia nie do końca były trafne, a obecne przeżycia mocno nią wstrząsną i zmienią jej przekonania. 


Trójkąt miłosny

W tym tomie także nie udało się uniknąć motywu trójkąta miłosnego. Mimo że wydaje się, iż Marguerite ugruntowała swoje uczucia i wybrała między Paulem a Theo, to nie do końca znajduje to odzwierciedlenie w drugim tomie. Główna bohaterka wielokrotnie stawiana jest w niezręcznej sytuacji, a na wyidealizowanym wizerunku Paula pojawiają się rysy. 

Mówi się o klątwie drugiego tomu, że czasami potrafi popsuć całą serię, że to po drugim tomie widać, czy cykl jest dobrze poprowadzony. Tym razem mamy do czynienia z dużo lepszą i spójniejszą historią niż tą w pierwszej części. Autorka uzupełniła to, czego wcześniej brakowało, skupiła się na akcji, nie na motywie miłosnym, chociaż i tutaj odgrywa on bardzo duże znaczenie i momentami nuży. Mimo wszystko, kolejna odsłona cyklu Firebird zaostrza  literacki apetyt na poznanie zakończenia całej historii. 


Tytuł: Dziesięć tysięcy słońc nad tobą
Tytuł oryginału: Ten Thousand Skies Above You
Autor: Claudia Gray
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Liczba stron: 432
Data wydania (Pl): 27 września 2017
Wydawnictwo: Jaguar


Recenzja napisana dla portalu:
link do recenzji



piątek, 17 listopada 2017

Gdy miłość boli - "Miłość za wszelką cenę" Louisa Reid




Wiele razy zastanawiałam się jak to jest toksyczną miłością. Czy jest to tylko wyświechtany frazes, czy rzeczywiście coś takiego istnieje. Wydaje się, że kiedy kochamy ostatnią rzeczą o jakiej byśmy pomyśleli jest to, że nasz związek jest toksyczny. Tak naprawdę jesteśmy w stanie to oszacować dopiero po jego zakończeniu. Zaskakującą i przerażającą wizję toksycznej miłości przedstawiła Louisa Reid w swojej książce Miłość za wszelką cenę.

Główna bohaterka wraz ze swoim bratem i mamą po raz kolejny zmienia miejsce zamieszkania. Po raz kolejny zaczyna wszystko od nowa. Wszystkiemu winna jest męcząca ją choroba psychiczna. Dziewczyna sprawia sobie ból, samo okalecza się, nie jest w stanie rozróżnić jawy od snu. Dodatkowo za wszystkie swoje krzywdy wini tajemnicze "to coś". Jedyną radością jej życia jest jej brat Peter. Do czasu, gdy poznaje przystojnego sąsiada nie zdaje sobie sprawy, że mogłaby poczuć coś więcej do kogoś obcego. Między dwójką bohaterów zaczyna rozwijać się uczucie. Oboje są pokrzywdzeni przez los, oboje po ciężkich przejściach. Czy mają szansę odnaleźć szczęście?

Choroba psychiczna
Generalnie cała historia kręci się wokół choroby Audrey. To ona ją ogranicza, ona zmusza do krzywdzenia samej siebie. Audrey nieustannie wmawia sobie, że zmusza ją do tego "to coś", mroczny element jej samej, coś co kryje się w domu i nie daje jej spokojnie egzystować. Dziewczynie pomaga jej matka, odsyłając ją od jednego lekarza do drugiego i szukając coraz to nowych terapii i wciskając leki, które mają jej pomóc radzić sobie z rzeczywistością. Jednak choroba psychiczna Audrey igra sobie z nas - czytelników. Czytając powieść ma się nieodparte wrażenie, że z dziewczyną wszystko jest w porządku. Potrafi być rozsądna, przecież nieustannie martwi się o swojego młodszego brata i dba o niego niczym matka.

Po jakimś czasie zaczynamy dostrzegać rysy na rodzinnych relacjach w domu Audrey. Matka skupiona jest w stu procentach na swojej córce, zdaje się nie dostrzegać Petera, wręcz traktuje go jakby nie istniał. Chłopiec ma dopiero 5 lat, a matka potrafi go zostawiać samego w domu, bez żadnego nadzoru, gdy jeździ z Audrey do szpitala. To dziewczyna go kąpie, odbiera ze szkoły, tuli do snu. 

Wydaje się też, że Audrey nie cierpi na depresję, bo momentami potrafi niezwykle cieszyć się z prostych rzeczy. Raduje ją jarmark i jego atrakcje, cieszy ją bliskość innych osób. 


Miłość w czasach choroby
Okazuje się, że nawet choroba psychiczna nie jest w stanie ograniczyć uczuć. Każdy pragnie być kochany, znaleźć akceptację w czyichś ramionach. Audrey odnajduje wsparcie i miłość w ramionach Leo, chłopaka który dużo przeszedł, który ma gdzieś, że większość kolegów mówi o niej, że jest psychiczna. Dla niego liczy się tylko jej uśmiech, piękne włosy i niezwykle wnętrze.

Autorka pokazuje, że każdy ma szansę na szczęście i odrobinę miłości. Że wbrew wszystkiemu i wszystkim trzeba o nią walczyć i znajdować wsparcie w ukochanej osobie,a prawdziwa miłość uratuje nawet z najgorszej opresji.

Zaskoczenie
Autorka w swej powieści funduje prawdziwe pomieszanie z poplątaniem. Tu nic nie jest tym, na co wygląda. Już od początku czytelnika mierzi tajemnicze "to coś", bo Audrey jest ciągle opisuje. "to coś" wydaje się być prawdziwym tworem, a nie wyimaginowaną przez Audrey postacią. Książka wpisana została przez wydawcę w kanon thrillera psychologicznego i rzeczywiście dobrze wpisuje się w ten gatunek. Mimo że już w mniej więcej w połowie domyśliłam się rozwiązania całej historii, czytało mi się ją z pewną dozą ekscytacji, byłam ciekawa ciekawa czy potwierdzą się moje przypuszczenia.

Jedyne co mnie mierziło to zbyt poetycki język Audrey. Dziewczyna opisywała wydarzenia ze swojej perspektywy i ciężko uwierzyć, że nastolatka opisuje swoje przeżycia używając górnolotnych metafor.

Miłość za wszelką cenę to książka, która zdecydowanie mnie zaskoczyła swoją formą. Niech nikogo nie zwiedzie tytuł zapowiadający romansidło dla nastolatków. To książka, która niejednego zaskoczy i zrobi mu wodę z mózgu, a historia w niej zawarta zapewne zaintryguje i pozostanie w pamięci. 



Tytuł: Miłość za wszelką cenę
Tytuł oryginału: Lies Like Love
Autor: Louisa Reid
Data wydania(Pl): 23 listopada 2016
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Zielona Sowa


czwartek, 31 sierpnia 2017

"Tysiąc odłamków ciebie" Claudia Gray




Teoria wielu wymiarów ma tyle samo przeciwników, co i zwolenników. Słynną jest chociażby teoria strun, czy czwartego wymiaru, która wielu zapaleńcom spędza sen z powiek. Claudia Grey oparła fabułę swojej powieści Tysiąc odłamków ciebie właśnie na teoriach wielowymiarowości świata.

Marguerite jest córką znanych fizyków, którzy pracują nad epokowym wynalazkiem - Firebirdem. Kiedy ten jest już skończony i mogą świętować zakończenie prac, życie dziewczyny wali się niczym domek z kart. Jej ojciec zostaje zamordowany, a o jego zabójstwo posądzony zostaje Paul, jeden ze współpracowników. Marguerite postanawia za pomocą Firebirda udać się w inne wymiary, by dorwać Paula i pomścić śmierć ojca. Pomaga jej w tym Theo, kolejny współpracownik jej rodziców.

Powieść Claudii Gray szturmem zdobyła zagraniczny i polski rynek. Z założenia miała być powieścią science-fiction dla młodzieży, jednak nie sposób nie zauważyć, że autorka w głównej mierze skupiła się na uczuciach głównej bohaterki i wplątała ją w jednej z najbardziej oklepanych wątków literatury dla nastolatków, czyli miłosny trójkąt.

Narracja w książce prowadzona jest pierwszoosobowo z perspektywy głównej bohaterki. Dzięki temu, czytelnik ma okazję poznać wydarzenia, które przydarzają się jej w alternatywnych wszechświatach, ale też retrospekcje z jej życia w wymiarze, w którym przyszło jej normalnie egzystować.

Tysiąc odłamków ciebie intryguje pomysłem na fabułę i miejscem osadzenia akcji.
Z teraźniejszości czytelnik przenosi się do futurystycznego Londynu czy carskiej Rosji, a podróże między alternatywnymi światami bardzo przypominają podróże w czasie. Powieści nie można odmówić wartkiej akcji, co nadaje jej przygodowego smaczku. Przyznać jednak trzeba, że zawiedzie się ten, kto liczy na rasowe science fiction i sięgnął po książkę pod tym względem. Większą część fabuły zajmują jednak rozterki bohaterów, głównie te miłosne. 

Podsumowując, Tysiąc odłamków ciebie to książka, która z pewnością przypadnie do gustu młodzieży. To ciekawa i wciągająca wariancja na temat podróży międzywymiarowych, dająca nadzieję na zwiedzenie kolejnych zaskakujących wymiarów w następnych tomach.


Tytuł: Tysiąc odłamków ciebie
Tytuł oryginału: A Thousand Pieces of You
Autor: Claudia Gray
Cykl: Firebird
Data wydania: 10 maja 2017
Liczba stron: 366
Wydawnictwo: Jaguar

Recenzja napisana dla portalu BookHunterpl

czwartek, 20 lipca 2017

O tym, że nie zawsze warto trzymać się swoich postanowień - "Inne zasady lata" Benjamin Alire Sáenz



Do tej pory nie miałam okazji czytać książek o tematyce LGBT. Co prawda wątek ten gdzieś tam się przewijał, pojawiał, ale nie był wpleciony na tyle sensownie, żebym jakoś mogła się do  niego odnieść. Inne zasady lata to pierwsza powieść, w której ten temat został moim zdaniem mądrze i ze smakiem wprowadzony. 

Arystoteles zwany przez wszystkich Ari poznaje Dante. Chłopak ma go uczyć jedynie pływać, jednak między młodzieńcami nawiązuje się nić porozumienia i zostają najlepszymi przyjaciółmi. Jest to całkiem nowa sytuacja dla obojga, gdyż do tej pory stanowili samotników. Wkrótce Dante wyjeżdża na rok do Chicago i przyjaźń chłopców zostaje poddana próbie. 

Powieść napisana została z perspektywy Arystotelesa, chłopca wyjątkowego, nad wyraz dojrzałego, w pewnym sensie posiadającego liryczny charakter. Ari walczy ze swoimi demonami, z tajemnicami jego domu. Ważnym problemem jest dla niego unikanie rozmów o bracie, który siedzi w więzieniu. Chłopak nie potrafi też znaleźć wspólnej nici porozumienia z ojcem, który praktycznie nic nie mówi i zamknął się w sobie po powrocie z wojny w Wietnamie. 

Inne zasady lata to książka wieloaspektowa i mimo, że utarło się, iż jest to powieść poruszająca tematykę homoseksualizmu, to przyznać muszę, że jest to jedynie jeden z wielu jej aspektów i to taki, ukazany gdzieś na dalszym planie. To powieść o dojrzewaniu, poznawaniu rodzinnych tajemnic, oswajaniu się ze swoim ciałem i psychiką, o rozumieniu innych i empatii. To tzw. książka z drugim dnem. 

Muszę koniecznie zaznaczyć, że książka ta napisana jest dość poetyckim językiem, przez co nie czyta się jej łatwo. Mimo mnogości dialogów, te wydają się momentami bardzo sztuczne, bo zarówno Ari, jak i Dante są nad wyraz dojrzałymi nastolatkami. Mnie osobiście męczy takie pióro autora i mimo tego, że ostatecznie powieść mi się spodobała, ciężko mi było przez nią przebrnąć.

Inne zasady lata to z pewnością powieść nie dla wszystkich. Mogą ja sobie darować osoby mające problem z tematyką LGBT, ale także te, które liczą na łatwą i przyjemną lekturę. Ostatecznie uważam, że warto poznać losy bohaterów i zagłębić się w świat meksykańskich emigrantów w USA i zapoznać z ich problemami. 


Tytuł: Inne zasady lata
Tytuł oryginału: Aristotle and Dante Discoover the Secrets of the Unverse
Autor: Benjamin Alire Sáenz
Tłumaczenie: Agnieszka Skowron
Data wydania (Pl): 23 października 2013
Liczba stron: 338
Wydawnictwo: Wydawnictwo Rodzinne

środa, 12 lipca 2017

Plotkara przyszłości, czyli "Tysiąc pięter" Katharine McGee




Rozkapryszona sfera wyższa często jest jednym z ciekawszych motywów w literaturze. Już F. Scott Fitzgerald w Wielkim Gatsbym pisał o rozdźwiękach klasowych., Cecily von Ziegasar w Plotkarze również skupiła się na życiu rozkapryszonych dzieciaków, które mogły szastać kasą na lewo i prawo, do końca nie wiedząc, co mają robić ze swoim życiem. Teraz Katherine McGee przedstawia swoją wersję bogaczy, ale w przyszłości. 

Manhattan. Rok 2118. Technologia znacznie poszła do przodu, chociaż nie wszyscy mają do niej dostęp. W Nowym Jorku i kilku innych światowych lokalizacjach wybudowano tysiąc-piętrowe wieże. Ich podstawy obejmują kilkanaście dzielnic, a część miasta została przeniesiona na różne piętra (łącznie z Brooklynem i Central Parkiem). Na samym dole mieszkają najbiedniejsi, na górze bogacze. 

Czytelnik ma szansę poznać historię tych najzamożniejszych: Avery, Ledy i Eris, ale także biedniejszych: Watta i Riley, a autorka pokazuje jak szybko można spaść z samego szczytu i jak się na niego wspiąć, dzięki dobrym układom. Ukazuje, że bogacze robią głupoty ze względu na nadmiar pieniędzy, a biedni są często zmuszani do ostatecznych posunięć, by po prostu, najzwyczajniej w świecie, przeżyć i zapewnić w miarę znośny byt swoim najbliższym.

Bohaterowie są świetnie skonstruowani, często na zasadzie przeciwieństw. Dziewczyny nie tylko są piękne, ale mają też trochę oleju w głowie, choć nie wszystkie. Jedyny mężczyzna, którego życie ukazane zostaje od podszewki, jest geniuszem, któremu niestraszne najnowsze technologie i wszelkie komputerowe zabezpieczenia. Taka mieszanka, czyni powieść ciekawą i intrygującą, wręcz chce się chłonąć życie bohaterów i coraz bliżej je poznawać, rozwiązywać sekrety, a także patrzeć jak odgadują tajemnice, z którymi czytelnik już wcześniej został zapoznany.

Tysiąc pięter to książka, którą się wręcz połyka. Katherine McGee stworzyła fascynujący świat. Z jednej strony zaskakujący nowoczesnością, z drugiej jej brakiem. Całości dopełniają podziały klasowe i zróżnicowanie bohaterów, co udowadnia, że powieść nie jest jedynie przeznaczona dla nastolatków, a stanowić będzie kawał dobrej rozrywki dla czytelnika w każdym wieku. 




Tytuł: Tysiąc pięter
Tytuł oryginału: The Thousandth Floor
Autor: Katherine McGee
Data wydania (Pl): 26 kwietnia 2017
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Moondrive


środa, 7 czerwca 2017

Gdy miłość jest wieczna - "Nigdy i na zawsze" Ann Brashares





Ann Brashares uwielbiam za jej cykl o Wędrujących Dżinsach, dlatego nie miałam oporów, by wziąć udział w Book Tourze organizowanym przez Agatę z naczytane.blogspot.com. Myślałam, że z przyjemnością sięgnę po książkę jednej z ulubionych pisarek, tymczasem, okazało się, że spotkanie z inną jej powieścią nie sprawiło mi za dużo frajdy. 

Daniel żyje od dawna, a odradzając się pamięta swoje poprzednie życia. Jego celem jest odnalezienie swojej miłości, ukochanej, której życie zniszczył. Lucy czuje niewytłumaczalny pociąg do Daniela, którego nie potrafi sobie racjonalnie wytłumaczyć. Losy tej dwójki przeplatają się od stuleci, by mogły się współcześnie spleść.

Brashares miała ciekawy pomysł na fabułę, którą oparła na wierzeniach w reinkarnację. Daniel przeżywa życie po życiu, zdobywając doświadczenie i szukając swojej miłości. Jednak całość powieści nie zachwyca. Już samo uczucie Daniela wydaje się wydumane, bo jak można pokochać kobietę, którą widzi się jedynie chwilę? Aż dziwi bierność bohaterów, bo skoro mężczyzna wiedział, że znalazł ukochaną, to czemu mocniej nie naciskał na zdobycie jej serce, tylko się wycofał? Postać Lucy też pozostawia wiele do życzenia. Dziewczyna wiecznie żyje w cieniu swojej siostry, panicznie boi się zawieść zaufanie swoich rodziców i nie walczy o swoje marzenia. 

Historia przedstawiona, mimo ciekawego zamysłu, wydaje się nad wyraz wydumana. Pierwsza jej część jest niesamowicie nudna i trudno przez nią przebrnąć. Kiedy już wydawało mi się, że wszystko zmierza w dobrą stronę to autorka zaskoczyła mnie dziwacznym, otwartym zakończeniem, które nijak nie daje rozwiązania, a właściwie mogłoby być wstępem do kolejnej części, której... nie ma. 

Dziwnym zabiegiem wydaje się też mieszanie sposobu narracji, czasami jest ona prowadzona pierwszoosobowo, a czasami trzecioosobowo. Daniel opowiada bezpośrednio o wydarzeniach dotyczących jego osoby i szkoda, że przeżycia Lucy nie zostały ukazane w taki sam sposób.

Podsumowując, mimo mojego uwielbienia dla autorki, ta książka była dla mnie sporym rozczarowaniem. Nie potrafiłam wgryźć się w fabułę, powieść mnie męczyła, a kiedy miałam nadzieję na sensowne rozwinięcie akcji, dobiło mnie wydumane zakończenie. 

Tytuł: Nigdy i na zawsze 
Tytuł oryginału: My Name is Memory
Autor: Ann Brashares
Data wydania (Pl): 2012
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Otwarte

piątek, 19 maja 2017

Znana pierdoła powraca - "Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy" Joanna Fabicka

Ile razy w głębi duszy czuliście się wielkimi przegrywami? Myśleliście, że nic wam w życiu nie wychodzi i do niczego się nie nadajecie? Jest pewna rada, by poczuć się lepiej. Wystarczy poczytać o perypetiach Rudolfa Gąbczaka, a macie gwarancję, że poczujecie się jak bohaterowie, nie tylko własnego domu, ale i wszechświata.
Rudolf Gąbczak to chodząca katastrofa. Można mieć pewność, że jeśli spotka go coś dobrego, to za chwilę jak grom z jasnego nieba spadnie na niego grad nieszczęść. Tak naprawdę jedynym, co mu naprawdę wyszło, jest jego córka Bronia, niezwykle inteligentna dziewczynka, dziwnym trafem zapatrzona w ojca jak w obrazek. Gąbczak jest bezrobotnym aktorem, który na domiar złego zostaje porzucony przez żonę i jest zmuszony żyć na garnuszku mamusi despotki. Ta nieoczekiwana zmiana miejsca zamieszkania wywoła w jego życiu prawdziwą falę nieoczekiwanych wydarzeń, na które niemały wpływ będą miały wydarzenia polityczne w kraju.
Historia Gąbczaka doprowadza do łez, ale tych ze śmiechu. Jest szalenie zabawna i nie sposób źle się bawić ją czytając, chociaż niekoniecznie może przypaść do gustu zagorzałym zwolennikom partii rządzącej, bo tematy polityczne zajmują znaczną część fabuły. Powieść Fabickiej jest satyrą na współczesny świat i wydarzenia polityczne. Mocno przerysowaną i poniekąd wyolbrzymioną, ale przez to niezwykle zabawną.  Mnóstwo tu żartów sytuacyjnych i podtekstów (mniej lub bardziej wysmakowanych). Zawsze jednak jest to humor inteligentny, idealnie trafiający w punkt.
Fabicka stworzyła cudownych bohaterów. Już sam Gąbczak wystarczyłby za pięciu z plejadą swoich egocentrycznych zachowań. Nawet jemu zdarza się czasem stanąć na wysokości zadania.

Nie chcę spędzić życia w fotelu, martwiąc się hemoroidami. Nie chcę już dłużej być swoim własnym fantomem, powidokiem, odbiciem na brudnej szybie. Cała moja historia to stan wyjątkowy, trądzik różowaty, ropne zapalenie duszy, chroniczne niedopasowanie mnie do świata i świata do mnie. I ciągły żal, ciemny osad na dnie serca, czekanie na Godota, który nigdy nie przychodzi. 
Podciągnąłem spodnie, wydmuchałem nos i zrozumiałem, że w krainie ślepców i jednooki może być królem. Przyszedł czas, by upomnieć się o sztukę. O moją życiową szansę. 
Cudowną dokładką jest Bronia Gąbczak, córka głównego bohatera, której zwierzenia stanowią uzupełnienie opowieści jej ojca. Dziewczynka jest niezwykle rezolutna i inteligentna, chociaż z ortografią jest na bakier. Całość idealnie dopełniają postaci drugoplanowe: matka-despotka, która jakimś cudem wykonuje zawód psychologa, niezbyt zrównoważeni znajomi z nastoletnich lat głównego bohatera i koledzy ze szkoły Broni.
Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy to gwarancja udanej zabawy. To przezabawna powieść, która stanowić będzie nie lada gratkę dla wielbicieli całego cyklu o życiowej niedorajdzie, jaką jest Rudolf, ale także dla osób, które dopiero mają okazję go poznać.

Tytuł: Rudolf Gąbczak i stan wyjątkowy
Autor: Joanna Fabicka
Cykl: O Rudolfie Gąbczaku
Data wydania: 29 marca 2017
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B.


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

sobota, 13 maja 2017

"Zapach domów innych ludzi" Bonnie- Sue Hitchcock




Alaska, jeden ze stanów, mityczna kraina kojarząca się z łosiami, łososiami i mnóstwem śniegu. Do dzisiaj uważana jest za miejsce osiedlenia, na które decydują się najodważniejsi. To właśnie na Alasce przyszło żyć Ruth, Alyce, Dorze i Hankowi , bohaterom powieści Bonnie-Sue Hitchcock Zapach domów innych ludzi.
Losy czterech nastolatków zostają ze sobą splecione, chociaż praktycznie każdy z nich wiedzie inne życie. Ruth marzy o odrobinie rodzinnego ciepła, choć krztynie miłości, której nigdy nie uzyskała od wychowującej ją babci, surowo karzącej każdy, nawet najmniejszy objaw próżności. Ślepa pogoń za tym, co wydaje się jej być tym uczuciem, zapędza ją w przysłowiowy kozi róg i sprawia, że musi się odnaleźć w całkowicie nowej dla siebie sytuacji. Dora także nie zaznała rodzicielskiej troski. Ojciec pijak siedzi w więzieniu, a matka nigdy nie kwapiła się, by ją w jakimś sposób przed nim obronić. Dzięki obcemu człowiekowi w końcu uśmiecha się do niej szczęście. Hank nie mając innego wyjścia, ucieka z domu wraz z dwójką młodszych braci. Dora boi się zawieść swojego ojca i nawet nie próbuje spełnić swoich marzeń.
Bonnie-Sue Hitchcock stworzyła niezwykle intrygującą powieść młodzieżową opowiedzianą z perspektywy czterech osób. Akcja książki zamyka się w rocznym cyklu: rozpoczyna latem, a kończy zimą. Te cztery pory roku mocno doświadczają bohaterów, zmieniają ich, możemy zaobserwować ich wewnętrzne dojrzewanie. W czterech głównych postaciach drzemie niezwykła siła woli, która często jest przez nich samych spychana gdzieś w najdalsze zakamarki ich jestestwa, by później zostać odkryta, dzięki interakcjom z innymi ludźmi.
Zapach domów innych ludzi to książka nie tylko o intrygującym tytule, ale też wnętrzu. To opowieść ukazująca, że często nie doceniamy tego co mamy, nie potrafimy wykrzesać z siebie woli zmiany, porzucamy marzenia wysnuwając błędne wnioski. Zawsze po drugiej stronie jest lepiej, zapach cudzych domów bardziej nęci. Autorka próbuje zadać kłam temu stwierdzeniu, ukazując, że warto przyjrzeć się temu, co już posiadamy, bo zapach naszego domu jest często dużo przyjemniejszy niż innych, musimy się tylko nauczyć go doceniać.
Ciężko uwierzyć, że ta powieść jest debiutem literackim, bo zawarta w niej historia jest niezwykle dojrzała i pouczająca. To książka, która niezwykle porusza i przyjemność z jej czytania czerpać będą zarówno nastolatkowie i starszy czytelnik.

Tytuł: Zapach domów innych ludzi
Tytuł oryginału: The Smell of Other People's Houses
Autor: Bonnie Sue-Hitchcock
Data wydania (Pl): 29 marca 2017
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Jaguar


RECENZJA NAPISANA DLA: 


środa, 5 kwietnia 2017

O pewnym dziwacznym domu i ptaszysku słów kilka - "Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs




Czy odmienność musi być zła? Czy każde odstępstwo od normy powinno być piętnowane, a niewiarygodne opowieści traktowane jako mrzonki wariata? 

Dziadek Jacoba wiecznie snuł opowieści o niezwykłych przyjaciołach: latającej dziewczynie, chłopaku z ustami z tyłu czaszki czy też takim, który miał ciało wypełnione pszczołami. Jacob słuchał tych historii z otwartymi ustami i marzył o spotkaniu z osobliwościami przywoływanymi przez dziadka Abe'a. Z wiekiem jednak przestał w nie wierzyć i uznał dziadka za wariata, tak jak całe jego otoczenie. Czy słusznie?

Pewnego dnia Abe zostaje zaatakowany przez coś dziwnego, nieznanego, coś co Jacobowi przypomina potwora z najgorszych sennych koszmarów. Ostatnie słowa jakie słyszy z ust dziadka są dla niego wielką zagadką. Chłopakowi jednak udaje się ją rozwiązać i ląduje na odciętej o świata wyspie, która ma być miejscem dawnego sierocińca, w którym jego dziadek Abe wychowywał się z osobliwymi przyjaciółmi. Jacob nie ma pojęcia, że pobyt w tym miejscu całkowicie odmieni nie tylko jego dotychczasowe życie, ale także jego pogląd na nie.

Obawiałam się trochę Osobliwego domu pani Peregrine, bo spotkałam się z opiniami, że jest to
lektura przeznaczona dla młodszego czytelnika. Muszę przyznać, że miło się rozczarowałam, bo książka wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Ujęła mnie swoją tajemniczością, mrocznością, niewyjaśnionymi i przemilczanymi aspektami. Przyznaję, że zdecydowanie bardziej podobały mi się początkowe przygody Jacoba, gdy jeszcze nie została  do końca wyjaśniona zagadka wspomnień jego dziadka. Jednak poprowadzona linia fabularna nie rozczarowuje, a powieść okazuje się świetną przygodówką dla czytelnika w każdym wieku.

Riggs zbudował ciekawy świat literacki, który rządzi się swoimi prawami. Tutaj odmienność nie jest wadą, a zaletą. Czymś, z czego należy być dumnym, a nie to ukrywać. To właśnie osobliwości wyróżniają człowieka jako jednostkę, a tutaj wręcz budują jego wartość i świadczą o mocy danej osoby. Riggs poprzez fabułę ukazuje, że warto zaakceptować swoją odmienność i przemienić ją w siłę, chociaż dzisiejsze czasy próbują wcisnąć nas w ładne opakowanie i nauczyć akceptować tylko to, co jest powszechnie znane i uważane za normalne. Każde odstępstwo od normalności traktowane jest jako niepotrzebna mrzonka, jako coś nieakceptowanego społecznie, mimo że w większości uważamy się za ludzi nowoczesnych, niezwykle tolerancyjnych. 

Niezwykła rolę w powieści odgrywają też nawiązania do drugiej wojny światowej. Dziadek Jacoba jest Żydem, który uciekł przed wojną z Polski, a właściwie został uratowany i wysłany za granicę przez swoich rodziców, których nigdy już nie ujrzał. Swoją drogą, bardzo podoba mi się interpretacja książki, która wskazuje jakoby Osobliwy dom pani Peregrine był alegorią wojennych wydarzeń i poniekąd sama się ku takiej wersji przychylam, chociaż trzeba przyznać, że może być ona nadinterpretacją. 

Powieść Ransoma Riggsa to niezwykle wciągający kawałek literatury przygodowej, który ma szansę spodobać się czytelnikom w różnym wieku. Książka jest intrygująca i tajemnicza, co więcej niesie ze sobą pewne przesłanie. Warto po nią sięgnąć, chociażby na gwarantowaną dobrą rozrywkę podczas jej lektury. 


Tytuł: Osobliwy dom pani Peregrine
Tytuł oryginału: Miss Peregrine's Home for Peculiar Children
Autor: Ransom Riggs
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Data wydania (Pl): 7 listopada 2012
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Media Rodzina







Wyzwania:























poniedziałek, 13 marca 2017

Gdy życie się rozpada. I to dosłownie - "Eva, Teva i więcej Tev" Kathryn Evans


Wyobraźcie sobie, że macie jedynie rok, na marzenia, na życie pełną piersią, bo po jego upływie rozpadacie się i wyskakuje z was kolejna wersja, która zdążyła się już ukształtować w waszym wnętrzu. Nieprawdopodobne i przerażające? Teva musi się pogodzić z takim przebiegiem wypadków, bo co roku jej urodziny, zamiast dniem szczęśliwym, stają się ziszczeniem  jej koszmarów. Dziewczyna traci tożsamość i jest zamykana w domu jako Jedenastka, Dwunastka, Trzynastka... a nowa Teva przejmuje jej dotychczasowe życie. 

Kathryn Evans wymyśliła dla swej bohaterki życie jak z horroru. Teva nie snuje planów na przyszłość jak każda normalna nastolatka, bo przyszłość ją po prostu przeraża.  Jej matka pozostaje bierna wobec rozwoju wypadków, nie robi nic w kierunku, by dziewczynie pomóc. Dostosowuje się do sytuacji, nie zważając na jej cierpienia i wątpliwości.  Teva dwoi się i troi, by móc żyć dalej i uniknąć domowego więzienia, którego panicznie się boi. Do tego dochodzi lęk, czy aby wszystko, co wydawało się do tej pory prawdziwe, nie jest tylko wytworem jej wyobraźni.

Czasami zastanawiam się, jak by to było mieć przyszłość, a potem przypominam sobie, że się rozpadam. Nie jest łatwo rozmawiać z ludźmi, udawać, że wszystko jest w porządku. Nie jest i nie wiem, czy kiedykolwiek będzie. 

Pomysł na fabułę zawarty w książce Eva, Teva i więcej Tev jest jednym z najbardziej intrygujących w książkach młodzieżowych, jaki pojawił się na przestrzeni ostatnich lat. Któż chciałby stracić swoje dotychczasowe życie i swobodę, zostając zamkniętym w domu? Autorka dodatkowo flirtuje z umysłem czytelnika, dając do zrozumienia, że wszystko, czego Teva tak bardzo się obawia, może siedzieć tylko i wyłącznie w jej psychice. Dopóki wątek ten przedstawiany jest w taki sposób, książka ciekawi i chce się ją pochłaniać możliwie szybko. Niestety, prędko następuje rozwiązanie zagadki i powieść traci na swojej tajemniczości. Ma się wręcz wrażenie, że pisarka zmarnowała potencjał całej historii, która mimo swojej oryginalności, stała się po prostu szkolną opowiastką. Zabiegi zastosowane przez nią w początkowych rozdziałach powieści, nie znajdują odzwierciedlenia w jej rozwinięciu, co po prostu rozczarowuje. 

Teva z jednej strony dąży do celu, z drugiej pozostaje niezwykle bierna. Nie naciska zbytnio na swoją matkę, nie poszukuje interakcji ze swoimi poprzednimi wersjami. Zresztą ich wzajemne relacje bardziej przypominają siostrzane, nie czuć ich komórkowej więzi. Niewątpliwie najbarwniejszą bohaterką jest Piętnastka – zdeterminowana, owładnięta nienawiścią do Tevy, która skradła jej nie tylko wolność, ale też chłopaka. 

Eva, Teva i więcej Tev to książka, którą zdecydowanie wyróżnia jej nietuzinkowa fabuła. To powieść, którą warto wziąć do ręki, dla początkowego dreszczyku emocji. Przyznać trzeba, że jest niezłym debiutem, mimo mało satysfakcjonującego rozwinięcia akcji i zakończneia historii.  


Tytuł: Eva, Teva i więcej Tev
Tytuł oryginału: More of Me
Autor: Kathryn Evans
Tłumaczenie: Michał Zacharzewski
Data wydania (Pl): 15 lutego 2017
Liczba stron: 356
Wydawnictwo: YA!

Recenzja napisana dla portalu 



Wyzwania: