Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2023

Tajemne rysunki - Jason Rekulak




Nie przepadam za horrorami w wersji filmowej i z reguły ich po prostu nie oglądam. Inaczej sprawa ma się z książkami tego gatunku, lubię po nie sięgnąć i od czasu do czasu poczuć dreszczyk przeczenia przebiegający po kręgosłupie. Kiedy znowu zapragnęłam trochę się bać, sięgnęłam po książkę Jasona Rekulaka Tajemne rysunki.

KILKA SŁÓW O FABULE:

Mallory dostaje pracę jako opiekunka Teddy'ego. Chłopiec jest bardzo uzdolniony plastycznie, jednak początkowo niewinne rysunki z czasem zmieniają się w potworne obrazy, które nijak nie powinny być dziełem dziecka. Na domiar złego, chłopiec ciągle opowiada o swojej przyjaciółce Annie i twierdzi, że to ona tworzy jego malunki. O ile najpierw każdy sądzi, że Annie jest wymyśloną przyjaciółką chłopca, o tyle późniejsze wydarzenia przestają na to wskazywać. Mallory zaczyna gubić się w swoich przemyśleniach, zaczyna wątpić w swoją poczytalność.


MOJE PRZEMYŚLENIA:

Ta książka to przede wszystkim świetnie zbudowany portret psychologiczny głównej bohaterki. Mallory jest kobietą po przejściach, która po odwyku od używek stara się zacząć wszystko od nowa. Kiedy wydaje się, że wszystko sobie ułożyła, zaczyna mieć mętlik w głowie, a wszyscy wkoło zdają się wątpić w jej poczytalność. Kobieta jednak pragnie rozwiązać zagadkę i w swoje poszukiwania wciąga kolejne osoby z otoczenia. Nie lada orzech do zgryzienia ma w tej kwestii czytelnik, jedne domysły gonią kolejne, a akcja pędzi w takim tempie, że co chwilę pojawiają się nowe fakty.

Główną rolę w tej fabule odgrywają rysunki, które, co dość niecodzienne w książkach dla dorosłych, pojawiają się na kartach tej powieści i zostały namalowane przez dwie osoby, jeszcze zanim autor miał pomysł na cały zarys fabuły. Są zaskakujące i ciekawe, tak jak sama konstrukcja książki.


Praktycznie do końca nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie ta historia i kiedy wydaje się, że wiemy wszystko, to tak naprawdę nie wiemy nic. Fabuła trzyma w napięciu, miejscami zahaczając o horror, strasząc i pokazując swego rodzaju brutalność. Co więcej, całość nie zamyka się tuż po ukazaniu rozwiązania, a została okraszona obszernym epilogiem ukazującym kolejne wydarzenia.


Tajemne rysunki są według mnie połączeniem thrillera psychologicznego, gdzie na pierwszy plan wybija się bardzo dobrze skonstruowana bohaterka z elementami horroru. To spójna i logiczna opowieść, w której niezwykle ważną rolę gra suspens i budowanie napięcia.


Tytuł: Tajemne rysunki

Tytuł oryginału: Hidden Pictures

Autor: Jason Rekulak

Tłumaczenie: Ewa Helińska

Liczba stron: 432

Data wydania: 2023-05-23

Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Napisane dla bookhunter.com.pl


Inne wydania:


Źródło: https://www.shopwillowbrook.com/storeyline/product/hidden-pictures-by-jason-rekulak-paperback-indigo-chapters-coles-65185e

Źródło: https://www.amazon.pl/Hidden-Pictures-Jason-Rekulak/dp/1250819342

Źródło: https://www.amazon.pl/Hidden-Pictures-Jason-Rekulak/dp/0751583715





środa, 5 stycznia 2022

W pewnym zapomnianym przez świat ośrodku - "Druga szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk





Przeczytałam wiele powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk i cenię ją za swobodę i humor z jakimi tworzy swoje książkowe światy. Uwielbiam cykl Kwiat Paproci, równie dużą dozą sympatii darzę cykl o Wiktorii Biankowskiej. Skusiłam się na przeczytanie Drugiej szansy dzięki wznowieniu tej powieści za sprawą serialu Netflixa. Takiej prozy autorki nie znałam, ale po przeczytaniu tej powieści mogę powiedzieć, a raczej napisać tylko jedno - wow. 

Julia budzi się w ośrodku o tajemniczej nazwie Druga szansa. Tutaj nic nie jest takim, jakim się wydaje. Poddawana jest swego rodzaju terapii, dowiaduje się, że to normalne, że nic nie pamięta, że jej bliscy zginęli w pożarze. Poznaje innych mieszkańców ośrodka, szczególne wrażenie robi na niej Adam. Wszystko już by się nawet układało, gdyby nie to, że dziewczyna czuje się zagubioną. Ma wrażenie, że wszyscy ją okłamują. Na domiar złego niepokój wzbudzają w niej wszędobylskie kruki i nawoływania jednej z mieszkanek ośrodka, która twierdzi, że prowadzący terapię nie mają dobrych zamiarów. 

Ta książka jest dla mnie totalnym zaskoczeniem. Wiem, że jest jedną z pierwszych w dorobku autorki, a ja zaczęłam od czytania jej późniejszych cykli. Przyzwyczajona byłam do wesołej i nieco ironicznej formy jej twórczości, bardzo lekkiej w swoim wydźwięku. Jakież było moje zdziwienie, gdy czytając Drugą szansę miałam ciarki na plecach, bo co i rusz trafiałam na sceny rodem z horroru. 

W powieści tej nic nie jest takim jakim się wydaje. Prawda miesza się z fikcją, gdy już mamy wrażenie, że wiemy naprawdę wiele, za chwilkę dostajemy prztyczka w nos i razem z Julią próbujemy odkryć kolejne karty, znaleźć w jej głowie mały pstryczek, który przywróci jej pamięć. Całość, niezwykle zresztą zaskakująca, prowadzi do ciekawego i satysfakcjonującego rozwiązania, do zakończenia wyjaśniającego wiele, ale stanowiącego też swego rodzaju zagadkę i podwaliny do stworzenia kolejnego tomu.

Cieszy mnie, że Netflix zdecydował się zekranizować akurat tę powieść i dzięki temu dał jej swoiste drugie życie albo, jak kto woli, szansę. To historia pełna napięcia, skrywająca nietuzinkowe tajemnice i sekrety, taka jakiej łatwo się nie zapomina. 



Tytuł: Druga szansa

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Data wydania wznowienia: 29 września 2021

Liczba stron: 336

Wydawca: Wydawnictwo Uroboros



poniedziałek, 27 lipca 2020

Książkowy slasher - "Ktoś jest w twoim domu" Stephanie Perkins



Slasher był dla mnie gatunkiem znanym jedynie z filmów. Krzyk, Koszmar z ulicy Wiązów czy chociażby głośne ostatnio w Polsce W lesie dziś nie zaśnie nikt. Takie filmy oglądam jedynie w ramach rozrywki i przyznaję, że mnie bawią. Zupełną nowością okazał się dla mnie slasher w wersji książkowej, czyli Ktoś jest w twoim domu Stephanie Perkins.

Odkąd rodzice Makani postanowili się rozstać, dziewczyna mieszka z babcią. Czuje się samotna i opuszczona, bo ani matka ani ojciec nie poczuwają sie do opieki nad nią. Dziewczyna trzyma się z boku ze szkolnymi outsiderami i w tajemnicy spotyka się z jednym z miejscowych chłopaków. Nagle w miasteczku zaczynają ginąć ludzie, dzieciaki z liceum. Makani zaczyna bać się również o swoje życie, tym bardziej, że ciągnie się za nią niechlubny sekret z przeszłości.

Książka Stephanie Perkins jest typowym i shcematycznym slasherem i tak też wygląda przekrój jej bohaterów. Mamy tu nerdów, outsiderów, typowie dziewczyny z sąsiedztwa, ludzi z problemami, parę przeżywającą miłosne uniesienia. Sama główna bohaterka jest ciekawą postacią, autorka dość długo utrzymuje w sekrecie jej tajemnicę, wzbudzając tym sporą ciekawość. Szkoda że dość szybko dowiadujemy się kim jest morderca, bo początkowo wątki są na tyle niejasne i mylone, że same domysły budują napięcie. Zbyt wczesne ujawnienie mordercy sprawia, że cała akcja traci tempo i poniekąd staje się nijaka. Jednak trzeba przyznać, że takimi regułami rządzi się slasher.

Jak to w tym gatunku bywa, trup ściele sie gęsto, a licealiści padają jak muchy. Zbrodnie są dość makabryczne. Szkoda, że autorka nie skupiła się na bardziej szczegółowym opisie wszystkich ofiar, nie wprowadziła ich wcześniej w fabułę, a charakterystyke wielu postaci można było poznać tuż przed lub tuż po ich śmierci.

Książka na pewno nie jest thrillerem i nie posiada znamion tego gatunku, tak jak jest to wskazane na okładce. Bliżej jej natomiast do horroru, a sceny przyprawiające o ciarki na plecach pojawiają się co i rusz. Poprzestawiane przedmioty w domu, Jednym z moich największych zarzutów jest zbyt powierzchowne potraktowanie przybliżenie postaci. Oprócz głównej bohaterki i jej chłopaka nie ma sposobu poczuć więzi emocjonalnej z kimkolwiek, więc ścielący się gęsto trup nie wywołuje większych emocji. Autorka tez niewiele miejsca poświęciła przybliżeniu postaci mordercy. Ostatecznie jego motywacja i zachowanie okazują się bardzo naciągane i zupełnie nieprzystające do popełnianych zbrodni.

Ktoś jest w twoim domu Stephanie Perkins to powieść będąca czystą rozrywką. nie ma w niej drugiego dna, początkowe napięcie szybko się ulatnia, a cała historia nie jest specjalnie zaskakująca ani skomplikowana. Lekkie czytadło lecz niekoniecznie warte poznania.



Tytuł: Ktoś jest w twoim domu
Autor: Stephanie Perkins
Tytuł oryginału: There's Someone Inside Your House
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Data wydania (Pl): 9 czerwca 2020
Liczba stron: 346
Wydawca: Zysk i S-ka
ISBN: 9788382020120


Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl





piątek, 19 czerwca 2020

Śledztwo po latach - "W głębi lasu" Harlan Coben



Nigdy nie przepadałam za prozą Harlana Cobena i nie rozumiałam fenomenu jego popularności. Przeczytałam dwie z jego powieści i nie znalazłam w nich nawet elementu, jaki byłby w stanie mnie zainteresować. Skusiłam się jednak po raz trzeci, ze względu na Netflixowy serial. Wychodzę z założenia, że najpierw książka, później film. Dodatkowo zainteresował mnie fakt, że serial jest polską produkcją, która zdaje się elektryzować wszystkich wkoło. 


Głównym bohaterem powieści jest Paul Copeland będący prokuratorem. Mężczyzna nieustannie zmaga się z duchami przeszłości, śmiercią swojej żony i siostry. Szczególnie ta druga sprawa nie daje mu spokoju, gdyż jego siostra została zamordowana. Po dwudziestu latach pojawiają się jednak nowe fakty, a Paul zaczyna dostrzegać cień nadziei. 


W głębi lasu bardzo mnie zaskoczyło swoją wielowątkowością i wielopoziomowością. Jednocześnie ukazane zostało kilka motywów. Główny krążył wokół morderstwa w lesie, pozostałe dotyczyły śmierci żony Copelanda, kolejnym była rozprawa dotycząca gwałtu. W tej mnogości można się początkowo pogubić. Zarówno w fabule, jak i w ilości bohaterów. Pojawia się wiele nazwisk, które ciężko połączyć z wydarzeniami, z czasem jednak łatwo idzie się odnaleźć w prowadzonej linii fabularnej, a całość nabiera sensu trzymając w napięciu do samego końca. 

Autor umiejętnie wodzi czytelnika za nos, udaje mu się to wyśmienicie poprzez budowę postaci. Żaden z bohaterów nie jest krystalicznie czysty, co chwilę na światło dzienne wychodzą kolejne fakty. W pewnym momencie trudno rozróżnić kto ma rzeczywiście czyste intencje, a kto zdecydowanie coś ukrywa.

Książka Cobena to nie tylko dobry, trzymający w napięciu thriller. Powinna się też spodobać wielbicielom powieści obyczajowych ze względu na rozbudowany charakter przedstawionych postaci, ale też tych, którzy mają ochotę na szczyptę romansu. 

Poza tym powieść tętni muzyką. Razem z bohaterami słuchany płynących z radia dźwięków i piosenek. Autor przywołuje znanych artystów, cytuje teksty ich utworów. 

Jak pisałam wcześniej, dotąd nie po drodze było mi z prozą Cobena. Jednak W głębi lasu skradło moje serce, a cała opowieść wydała się na tyle intrygująca, że z pewnością jeszcze spróbuję dać się zaczarować kolejnym powieściom autora. W każdym razie, teraz czas na serial. 


Tytuł: W głębi lasu
Tytuł oryginału: The Woods
Autor: Harlan Coben
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Data wydania wznowienia ze zdjęcia (Pl): 3 czerwca 2020
Liczba stron: 432
Wydawca: Wydawnictwo Albatros





Recenzję przeczytacie również na portalu bookhunter.pl
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros

sobota, 30 maja 2020

Czy Koontz przewidział wirusa z Wuhan? - "Oczy ciemności" Dean Koontz




Wirus, który rozpoczął się w chińskim mieście Wuhan i ma opanować świat - brzmi znajomo? Nic dziwnego, od kilku miesięcy zmaganie się z COVID-19 stanowi nasza codzienność. Wydawać by się mogło, że Oczy ciemności to powieść napisana "na fali" ostatnich wydarzeń. Jednak nic bardziej mylnego. Dean Koontz napisał te książkę w 1983 roku, a w ostatnim czasie zrobiło się o nim jeszcze głośniej jako, że niejako przewidział w niej wirusa z Wuhan.

Christina od dwóch lat nie może poradzić sobie ze śmiercią syna. Danny zginął w wypadku, a jego ciało było tak zmasakrowane, że kobieta nie miała odwagi oglądać go przed pogrzebem. W międzyczasie rozpadło się jej małżeństwo, a Tina postawiła na karierę. Kiedy wszystko zaczęło się w miarę układać w jej domu zaczęło dochodzić do dziwnych sytuacji, które głównie miały miejsce w pokoju jej syna. Kobieta zaczęła dostawać wiadomości o treści: NIE UMARŁ.

Powieść Koontza pożera się za jednym zamachem. To prawdziwa mieszanka gatunkowa, znajdziemy tutaj thriller, sensację, horror a nawet odrobinę romansu. Bohaterowie są ciekawi acz schematyczni. Charakterystyczni dla tego typu powieści. Mają mnóstwo szczęścia i udaje im się umknąć zbirom podążającym ich śladem. Oczywiście znajdzie się także tajna organizacja rządowa próbującą ukryć tajne badania. Mimo tej schematyczności książka porywa klimatem lat 80. XX wieku, a ja miałam wrażenie że poniekąd czytam powieść, na kanwie której stworzono Netflixowy serial Stranger Things.


To jedyna książka, którą wspólnie czytałam z mężem w jednym czasie. Przyznam że idealnie ją podsumował: "ta książka jest jak paczka chipsów. Otwierasz, zachłystujesz się i dosłownie pożerasz. Gdy paczka się kończy zaczynać myśleć, że przesadziłeś, a gdy odłożysz na drugi dzień to stwierdzasz, że wcale nie były takie dobre".


Oczy ciemności nie są czymś odkrywczym, chociaż nie wątpię, że były taką powieścią w czasie, gdy powstały. Mimo paru mankamentów, jest to naprawdę ciekawa i wciągająca powieść, która stanowi wyśmienita rozrywkę. Jej lektura to czysta przyjemność.

Tytuł: Oczy ciemności
Tytuł oryginału: The eyes of Darkness
Autor: Dean Koontz
Tłumaczenie: Robert Waliś, Cezary Frąc, Maria Frąc
Data wydania (Pl)  wersji ze zdjęcia: 6 maja 2020
Wydawca: Wydawnictwo Albatros




Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros

poniedziałek, 18 maja 2020

Gdy kochasz za mocno - "Żywica" Ane Riel



Czytając opis Żywicy byłam przekonana, że będzie to powieść z dreszczykiem, myślałam, że biorę do ręki kolejny thriller, którego akcja osadzona została w odosobnionym miejscu. Świeżo po lekturze, muszę stwierdzić, że się myliłam, a powieść dosłownie zwaliła mnie z nóg. Ach, cóż to była za książka!

Krótko o fabule

Liv mieszka z rodzicami, babcią i bratem Carlem na wyspie zwanej Głową. Żyją w odizolowaniu, dziewczynka od najwcześniejszych lat uczona jest kradzieży i strzelania z łuku. Nocami wykrada się z domu, by na głównej wyspie połączonej z Głową przesmykiem zwanym Szyją obrabowywać domostwa z drobnych rzeczy, jedzenia, przyborów kuchennych. Ojciec Liv trudni się stolarką, jednak interes nie jest zbyt dochodowym. W głównej mierze mężczyzna trudni się zbieractwem, a dom zamienia w wysypisko śmieci. Matka roztyła się do tego stopnia, że nie jest w stanie wstać z łóżka, a jej ciało stopniowo gnije od odleżyn. Babcia wskutek rodzinnej tragedii wyjechała, by powrócić po kilku latch. Właśnie to wydarzenie rozpoczyna lawinę nieoczekiwanych zdarzeń.


Mamy siebie

Rodzina Liv ogranicza się do przebywania we własnym gronie. Postanawiają żyć w odosobnieniu. Początkowo jeszcze utrzymują kontakty z mieszkańcami wyspy głównej, by później całkowicie je zerwać. Ojciec - Jens, zapada się w sobie. Jego życie jest pasmem strat, mężczyzna panicznie boi się utraty Liv, dlatego postanawia zgłosić jej śmierć. Jego kreacja to postać szaleńca: człowieka pragnącego za wszelką cenę zatrzymać przy sobie bliskich. Jens ma problem nie tylko z wypuszczaniem dzieci w świat, on nie potrafi pozbywać się przedmiotów. Z domu stworzył śmietnisko, znosząc wszelkie znalezione przez siebie śmieci, doprowadzając dom do ruiny, do stanu, gdzie między rozłożonymi pod ścianą szpargałami można przejść jedynie wąska ścieżką.

Dziewczynka żyje w dysfunkcyjnym świecie będącym dla niej zupełnie normalnym. W wieku 9 lat potrafi jedynie czytać, ale za to  wyśmienicie strzela z łuku i się skrada. Rodzice, a szczególnie ojciec, za wszelką cenę chcą ukryć ją  przed światem, zupełnie nie poświęcając jej uwagi. Liv czuje się bardzo samotna, bardzo pogubiona we własnych uczuciach, boi się przeciwstawić chorym rojeniom ojca, boi się odrzucenia. Jedynym jej kompanem jest Carl, którego osoba zaskakująco ewoluuje w trakcie fabuły.

Żywica to opowieść o stopniowo rodzącym się szaleństwie. Książka przedstawiająca jak wielokrotna utrata bliskich i życie w osamotnieniu potrafi zniszczyć ludzką psychikę. To obraz człowieka rekompensującego sobie wszelkie niepowodzenia zbieractwem. Człowieka, który na samą myśl o rozstaniu z przedmiotami, umiera wewnętrznie. To opowieść o strachu, o chorym przywiązaniu.

Głowa ma niesamowity klimat, mroczny, pachnący lasem i żywicą. Zresztą ta druga odgrywa tutaj znaczną rolę, to na punkcie opowieści o niej oszalał Jonas, to ona stanowiła podwaliny do jego zbieractwa. Zupełnie inaczej opisane zostało miasteczko i stały ląd. Tu świat się rozwija, dąży za technologią, na wyspie czas stoi w miejscu.

Żywica mnie zachwyciła. Nie tylko swoim mrokiem, dreszczykiem i umiejętnie budowanym napięciem, ale również perfekcyjną konstrukcją postaci. To powieść, która szokując ciekawi. Powieść, która wciąga w dysfunkcyjny świat Głowy i jej mieszkańców, książka, której nie da się odłożyć, aż nie zamknie się końcowej okładki.

Tytuł: Żywica
Autor: Ane Riel
Tytuł oryginału: Harpiks
Tłumaczenie: Joanna Cymbrykiewicz
Data wydania (Pl): 21 stycznia 2020
Liczba stron: 280
Wydawca: Zysk i S-ka




Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

sobota, 16 maja 2020

Ogród rozczarowań - "Zatruty ogród" Alex Marwood




Alex Marwood dała się poznać jako poczytna i nagradzana autorka thrillerów. Po raz pierwszy z jej piórem zetknęłam się czytając  Zabójcę z sąsiedztwa. Pamiętam, że bardzo do gustu przypadł mi sposób budowania postaci przez autorkę, a także nietuzinkowa historia, która w dużej mierze skupiała się na opisie charakterologicznym postaci. Wobec tego bardzo zainteresowała mnie jej najnowsza powieść Zatruty ogród. 

Na farmie odizolowanej od świata sekty dochodzi do zborowego samobójstwa. Sprawa jest wstrząsająca i porusza opinią publiczną. Okazuje się jednak, że nie wszyscy członkowie umarli. Przeżywa Romy i jej młodsze rodzeństwo. Kobieta postanawia ich odszukać i dowiaduje się, że dzieci trafiły pod dach jej siostry Sarah. 

Opowieść jaką snuje Alex Marwood napisana została na dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza z nich to wydarzenia aktualne, rozgrywające się wśród martwych, jak członkowie sekty nazywali ludzi żyjących w normalnym świecie. Drugą natomiast są wydarzenia rozgrywające się w czasie przed zbiorowym samobójstwem na terenie działania sekty. Takie retrospekcje zawsze potęgują ciekawość czytelnika i nie inaczej było tym razem. Nie da się ukryć, że Alex Marwood rozpoczęła swoją powieść z przytupem i przyznam, że oczekiwałam po takim początku wiele. Niestety dalsze losy bohaterów, jak i te prowadzące do kulminacyjnego wydarzenia, mocno mnie rozczarowały. Opowieść została zbudowana wokół wydarzenia zwalającego niejako z nóg, a w dalszej części nie wyróżniała się niczym szczególnym. 

W Zabójcy z sąsiedztwa zachwycałam się kreacją bohaterów, tutaj mi jej po prostu zabrakło. Autorka w głównej mierze skupiła się na budowaniu postaci Romy, miałam wrażenie, że inni bohaterowie zostali potraktowani po macoszemu, ciężko było zrozumieć ich motywacje i postępowanie. Sama akcja też była dość rozwlekła i przegadana. W żaden sposób nie potrafiłam zżyć się z bohaterami, ta historia nie wzbudziła we mnie większych emocji, a wielka szkoda, bo uważam, że miała wielki potencjał. 

Zatruty ogród mnie nie przekonał. Historia zapowiadała się na opowieść naprawdę wyjątkową, ale początkowo zbudowane napięcie uchodziło z tej powieści niczym powietrze z przekłutego balonu.

Tytuł: Zatruty ogród
Tytuł oryginału: The Poison Garden
Autor: Alex Marwood
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data wydania (Pl): 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo Albatros

wtorek, 28 stycznia 2020

Recenzja premierowa - "Ktoś, kogo znamy" Shari Lapena



Shari Lapena zdobyła spore grono czytelników dzięki swoim poprzednim powieściom: Parze zza ściany, Niechcianemu gościowi czy Nieznajomej w domu. Dzisiaj premierę ma jej kolejny thriller Ktoś, kogo znamy.

W Aylesford dochodzi do nocnych włamań. Jednak mieszkańcy odwiedzanych domów nie mają o nich pojęcia do czasu aż otrzymują anonimowy list od matki włamywacza, informujący ich o tym zdarzeniu. Dodatkowo zostaje zamordowana właścicielka jednego z domów, do którego uprzednio się włamano i sprawy zaczynają się mocno komplikować.

Książka  Lapeny wciąga już od pierwszych stron i najlepiej zarezerwować sobie trochę czasu na jej czytanie, bo nie sposób odłożyć tej książki aż do zamknięcia końcowej części okładki. Jest to po trosze domestic thriller, jednak nie rozciągający się tylko na małżonków zamieszkujących w jednym domu, a na całe sąsiedztwo. Atmosfera książki poniekąd przypominała mi jeden z moich ulubionych seriali Gotowe na wszystko.

Linia fabularna powieści jest początkowo mocno poszarpana. Co rozdział pojawiają się nowe wątki, wprowadzane są nowe postaci. Wzmaga to ciekawość, bo dodatkowo jako czytelnicy, praktycznie ze strony na stronę dowiadujemy się nowych rewelacji, które diametralnie zmieniają postrzeganie niektórych osób. Dodatkowo niemałą zagadkę stanowi odnalezienie mordercy. Pikanterii dodaje fakt, że autorka miesza w fabule, sprawnie myli wątki i do samego końca nie wyjawia prawdy. Ostatnie zdania książki, zawarte już w epilogu, stanowią niemałe zaskoczenie. 

Lapenie udało się zbudować małomiasteczkowy klimat, ukazać bliskie relacje sąsiedzkie będące jedynie ułudą. Każdy skrywa jakiś sekret, nikt nie jest kryształowo czysty, a wydarzenia nie są takimi, jakimi mogłyby się wydawać. Autorka ciekawie nakreśliła postaci, pokazała jak ich charaktery zmieniają się pod wpływem zagrożenia i nerwów. 

Ktoś, kogo znamy to moim zdaniem dobrze napisany thriller. Czyta się go z wypiekami na twarzy, dynamika scen i zmiany narracji mocno się do tego przyczyniają. Książka idealna dla każdego fana gatunku.



Tytuł: Ktoś, kogo znamy
Tytuł oryginału: Someone We Know
Autor: Shari Lapena
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Data wydania (Pl): 28 stycznia 2020
Liczba stron: 336
Wydawca: Zyska i S-ka


Recenzja napisana dla bookhunter.pl Za egzemplarz powieści dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

piątek, 15 listopada 2019

Kłopoty w rodzinie zastępczej - "Czarownice nie płoną" Jenny Blackhurst



Motyw demonicznego dziecka dość często przewija się przez literaturę. Najbardziej znany jest Omen, prawdopodobnie nie ma osoby, która nie kojarzyłaby Damiena. W bardzo ciekawy sposób do tej materii odniosła się Jenny Blackhurst w swojej powieści Czarownice nie płoną. 

Po tajemniczych wydarzeniach, które zrujnowały jej karierę Imogen wraz z mężem powraca do jej rodzinnego miasteczka, by zamieszkać w domu zostawionym jej przez babcię. Już,  pierwszego dnia napotykają na swojej drodze Ellie, dziewczynkę, którą całe miasteczko podejrzewa o bycie czarownicą, gdyż jako jedyna z rodziny ocalała z pożaru trawiącego jej dom. Ellie trafiła do rodziny zastępczej i tym samym wylądowała w Lichocie. Los dziewczynki i Imogen zostaje ze sobą połączony bowiem kobieta jako pracownik socjalny, zostaje nadzorcą rodziny zastępczej Ellie. 

Imogen to osoba, która wytrwale realizuje swoje obowiązki. Bez reszty oddaje się swojej pracy, pragnie pomóc Ellie, tym bardziej, że w jedenastoletniej dziewczynce widzi odbicie siebie sprzed lat. Nie może uwierzyć, że nawet dorośli podejrzewają Ellie o czarną magię. Jako realistka tłumaczy, że to dziewczynka jest najbardziej pokrzywdzoną zaistniałą sytuacją, że nie ma nic wspólnego z czynami o jakie jest posądzana. Wkrótce jednak sama zaczyna się gubić, bowiem zło wychodzi na wierzch, a dziwnym zbiegiem okoliczności, Ellie zawsze jest w pobliżu. 

Ellie natomiast to bardzo inteligentna, przewyższająca umysłowo swój wiek dziewczynka. To dziecko, które spotkała wielka tragedia i zamiast zrozumienia i wsparcia, boryka się z agresją innych i samotnością. To bardzo wrażliwa dziewczynka, skrzywdzona przez los, zmagająca się z niemożnością odnalezienia swego miejsca po śmierci bliskich. Jest bardzo pogubiona w swoich uczuciach, nowych relacjach, nie potrafi zrozumieć, czemu wszyscy się od niej odwracają. 

Mimo tła powieści bezpośrednio nawiązującego do horroru, książka Jenny Blackhurst jest dobrze skrojoną obyczajówką, a także thrillerem psychologicznym. Narracja jest poprowadzona dwutoworo, a czasami nawet trzytorowo. Wydarzenia poznajemy zarówno z punktu widzenia Imogen, jak i Ellie, a czasami postaci drugoplanowych. Opisana historia mrozi krew w żyłach, nie tylko demonicznymi wypadkami, ale też zachowaniem małomiasteczkowej, konserwatywnej społeczności, wierzącej w zabobony. 

Przyznam, że dość szybko domyśliłam się winnego całego zamieszania wokół Ellie, jednak nie zepsuło mi to radości z dalszej lektury. Byłam pewna, że wiem wszystko...aż do ostatniego zdania. Nim autorka zwaliła mnie z nóg i całkowicie zmieniła mój sposób postrzegania całej historii. Jenny Blackurst namieszała mi w głowie na tyle, że zaczęłam zmuszać moich bliskich do przeczytania tej książki, żeby móc o niej z kimś porozmawiać. 

Jeśli szukacie powieści z dreszczykiem w tle, zawierającej analizę psychologiczną bohaterów, z wprawnie poprowadzoną fabułą to Czarownice nie płoną zdecydowanie przypadnie wam do gustu. Przeczytajcie, a jestem pewna, że się nie zawiedziecie.

Tytuł: Czarownice nie płoną
Autor: Jenny Blackhurst
Tłumaczenie: The Foster Child
Data wydania (Pl): 3 października 2018
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Albatros

piątek, 18 października 2019

Tajemnicze zniknięcie - "Noc, kiedy umarła" Jenny Blackhurst




Książki Jenny Blackhurst są dla mnie trochę jak czekolada, zawsze niewytłumaczalną siłą przyciągają mnie swoim opisem. Chociaż nie zawsze jest między nami chemia, to nie potrafię sobie odmówić pożarcia (przeczytania) kolejnej. Wobec tego musiałam sięgnąć po Noc, kiedy umarła. 

Evie i Rebecca są nierozłączne. Odkąd poznały się na studiach, darzą się sympatią i wspierają w najgorszych chwilach. Wydawałoby się, że nic nie jest w stanie zniszczyć ich przyjaźni. Do czasu. W dniu swojego ślubu Evie rzuca się z klifu, a wszyscy podejrzewają, że popełniła samobójstwo. Jednak nie jest w stanie uwierzyć w to Richard, mąż zaginionej. Z pomocą Becky drąży sprawę, nie zdając sobie sprawy z tego, że dziewczyna wie o wie o motywacjach jego żony więcej niż chce mu wyjawić. Nie bez kozery dostaje po jej zaginięciu sms-y o treści: mogłaś mnie uratować.

Tak, jak praktycznie w każdej z wcześniejszych powieści autorki, możemy poznawać akcję i bohaterów dzięki przywoływanym retrospekcjom. Poznajemy dokładnie postać Evie, jej dzieciństwo i pierwszą, długoletnią miłość. Dziewczyna wychowywała się w bogatym domu z apodyktycznym i matką, cierpiącą na choroby psychiczne. Miłość jej i Jamesa była uczuciem, które zwaliło ich z nóg, którego absolutnie się nie spodziewali. Chłopak i dziewczyna byli trochę niczym Romeo i Julia, ponieważ kłótnia między ich ojcami, uniemożliwiała ich relację. 

Teraźniejsza akcję poznajemy dzięki opowiadaniu Becky. Dziewczyna daje się poznać jako wspaniała i oddana przyjaciółka. Kobieta potrafiąca poświęcić wszystko w imię relacji. Po zaginięciu Evie, opiekuje się Richardem, dba, by ten nie popadł w depresję, chociaż trochę zaczął myśleć o sobie. 


Autorka zgrabnie prowadzi intrygę kryminalną. Myli fakty, intryguje. Z pozornie prostej historii, prawdopodobnie zainspirowanej jednym z najbardziej znanych szekspirowskich dzieł, historia przeradza się w na tyle zagmatwaną, by na koniec zwalić z nóg. Napięcie jest powoli stopniowane, by w finale wybuchnąć ze zdwojoną siłą i zaskoczyć. 

Przyznam, że tę powieść po prostu połknęłam. Nie dało się jej odłożyć. Historia napisana przez Jenny Blackhurst wciągnęła mnie bez reszty i zapewniła wyśmienitą rozrywkę. Między mną a tą książką po protu zaiskrzyło. Podobała mi się konstrukcja bohaterów, przywoływane retrospekcje, niepokoiły mnie sytuacje przydarzające się Becky, nękające ją koszmarne sny. Do samego końca nie potrafiłam jednoznacznie określić, czy Evie na pewno popełniła samobójstwo. 

Noc, kiedy umarła jest zdecydowanie jednym z moich faworytów wśród powieści Jenny Blackhurst. To opowieść, która została przemyślana w każdym calu, rasowy thriller psychologiczny z krwi i kości. Serdecznie polecam.

Tytuł: Noc, kiedy umarła
Tytuł oryginału: The Night She Died
Autor: Jenny Blackhurst
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data wydania (Pl): 18 września 2019
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Albatros

Recenzja napisana dla bookhunter.pl 



środa, 24 lipca 2019

Romans z nutką dreszczyku - "Nie ma światła w ciemności" Claire Contreras



Powieść Claire Contreras zaintrygowała mnie swoim opisem. Bardzo lubię historie z nutką tajemnicy, ukazujące przeszłość bohaterów. Okazało się, że ta książka wciągnęła mnie bez reszty już od pierwszej strony.

Główna bohaterka powieści jako czterolatka straciła rodziców, przeżyła traumę i trafiła najpierw do ciotki, a później do rodziny zastępczej. Jako zagubiona dziewczynka poznała Cole'a, który stał się jej wsparciem i przyjacielem.

Blake i Cole to obecnie dorośli ludzie, a ich więź jest ciągle żywa. Mimo tego, że do tej pory byli jedynie przyjaciółmi, da się iskierki przeskakujące między tą dwójką. Cole przez lata stanowił dla Blake oparcie, dziewczyna tak mocno obawia się utraty przyjaciela, że nie chce mu wyznać swoich uczuć. 

Jednak nie wątek romantyczny jest najważniejszych dla toczącej się historii, a ten dotyczący tajemnic z przeszłości i traumatycznych przeżyć mających miejsce w dzieciństwie Blake. Dziewczynę nieustannie dręczę koszmary, próbuje odnaleźć siebie, znaleźć swoją tożsamość. Jej przeszłość ją dogania i okazuje się bardzo niebezpieczna, nie tylko dla niej, ale też dla jej bliskich. 

Książkę czyta się jednym tchem, bo napisana przez Claire Contreras jest bardzo intrygująca. Całość uzupełniają bardzo prawdziwe dialogi, często przepełnione ironią. Dzięki nim powieść czyta się z prawdziwą przyjemnością i chce jak najszybciej poznać dokąd ta historia zmierza. 

Nie ma światła w ciemności Claire Contreras to bardzo dobry początek cyklu. Akcja wciąga i intryguje, zapowiadając fantastyczną historię. Już nie mogę się doczekać drugiego tomu. 


Tytuł: Nie ma światła w ciemności
Tytuł oryginału: There is No Light in Darkness
Autor: Claure Contreras
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Liczba stron: 280
Data wydania: 19 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Tę książkę oraz inne bestsellery znajdziecie w księgarni taniaksiazka.pl



czwartek, 11 kwietnia 2019

Tak cię straciłam - JEnny Blackhurst




Tak cię straciłam to kolejna powieść Jenny Blackhurst, po którą miałam okazję sięgnąć ostatnio. Bardzo przypadła mi do gustu jej książka Czarownice nie płoną, liczyłam więc na dobry thriller i w tym przypadku.Opis zapowiadał wyśmienitą historię, więc jak tylko książka trafiła w moje ręce, zabrałam się do lektury. 

Emma Cartwright właśnie wychodzi z ośrodka zamkniętego. Odsiedziała wyrok za zabójstwo swojego trzymiesięcznego syna. Kobieta wraca do społeczeństwa, chce rozpocząć nowe życie, w nowym miejscu, bez piętna morderczyni. Jednak już w pierwszych dniach otrzymuje tajemniczą przesyłkę wskazującą na to, że jej synek Dylan żyje, a ona została wrobiona w jego zabójstwo. Emma nie wie już w co wierzyć, rozpoczyna więc swoje prywatne śledztwo.

Naprzemiennie z historią Emmy opisywane są losy Jacka. Cofamy się do roku 1987 by pokazać jak nawiązuje się przyjaźń między chłopcami. Rozdziały Jacka pisane są mocnym, męskim językiem, z mnóstwem przekleństw. Ukazują życie zwyrodniałej elity i zblazowanego chłopaka, a później mężczyzny. 

Już na początku przyznam, że ta powieść Jenny Blackhurst nieco mnie rozczarowała w stosunku do poprzedniej, którą miałam okazję czytać. Autorka z pewnością miała dobry pomysł na fabułę, pojawiło w niej się mnóstwo intryg i zagadek, momentami aż można się było w nich pogubić, jednak moim zdaniem przedstawiona opowieść jest mocno naciągana. 

Przede wszystkim autorka skupiła się warstwie psychologicznej. Przez większą część książki przewija się wątek pamięci i psychozy poporodowej. Emma nie pamięta momentu zabicia dziecka, wmawia sobie, że jej umysł zepchnął tę traumę w najdalsze zakamarki. Przez lata żyje z piętnem morderczyni, z piętnem od którego nie uwolni się nigdy i nie pomoże jej nawet zmiana danych osobowych. W dużej mierze książka jest przegadana własnie pod tym kątem. Główna bohaterka ciągle powraca myślami do użalania się nad sobą i swoją pamięcią. Daje sobie nadzieję, że może jej umysł zawodzi, by za chwilę już ją zdeptać. W ogóle Emma bardzo zadziwia, bo jako osoba po tak traumatycznych przejściach nie ma za grosz instynktu samozachowawczego. Świadczy o tym chociażby  jej relacja z nowo poznanym mężczyzną. Kobieta praktycznie od razu obdarza go sympatią i zgadza się na wszystkie jego propozycje, odpychając jedyną bliską jej do tej pory przyjaciółkę. 

Jenny Blackhurst mocno skupia się także na relacjach z innymi ludźmi. Na przykładzie Emmy  pokazuje jak łatwo kogoś zaszufladkować, napiętnować na wiele lat. Natomiast na przykładzie Jacka ukazuje jak władza i chęć zdobycia nieosiągalnego doprowadzają do obsesji. W powieści tej skrytych jest mnóstwo ciemnych tajemnic, mrocznych osobowości. Właściwie autorka opisuje jak wiele zła kryje się za fasadą pozornie szczęśliwego i bogatego życia. s

Tak cię straciłam to ciekawa pozycja, jednak da się wyczuć, że to debiut powieściowy autorki. Prowadzona historia momentami jest mocno naciągana, przez co traci na realności. Mimo tego, uważam że warto dać jej szansę. 


Tytuł: Tak cię straciłam
Tytuł oryginału: How I Lost You
Autor: Jenny Blackhurst
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgard
Data wydania: 3 kwietnia 2019
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Albatros


środa, 17 października 2018

Dom węży - Mateusz Lemberg




Przemoc domowa, morderstwa, przestępczy światek i węże - istny misz masz, a jednak wszystko to (i o wiele więcej) upchnął Mateusz Lemberg w swojej powieści. Czy te wątki można połączyć i czy przede wszystkim da się to zrobić ze smakiem? O tym można się  przekonać tylko w jeden sposób:  sięgając po Dom węży. 

Alicja dusi się w swoim małżeństwie, w swoim domu, w swoim życiu. Ma dość maniakalnie kontrolującego ją męża, więc gdy tylko nadarza się okazja postanawia uciec. Jednak misternie konstruowany plan już chwilę później sypie się jak domek z kart. Alicja wdeptuje w niezłe bagno (i to dosłownie, ale nie będę wchodzić w szczegóły, by nikomu nie popsuć lektury książki). Na jej drodze staje Wąż, morderca, który podczas aktu przemocy posługuje się kobrami. Czy nowy rozdział w życiu głównej bohaterki ma zostać tak szybko i brutalnie zakończony?

Przyznam, że Lemberg rozpoczął swoją powieść z przytupem i zwalił mnie z nóg niezwykłą obrzydliwością opisywanych przez siebie scen. Sposób działania Węża przyprawia o ciarki i zdecydowanie o jego czynach nie powinny czytać osoby o słabych nerwach i żołądku. Dodatkową nutkę ekscytacji wzbudzają losy Alicja. Kobieta bowiem jest ofiarą przemocy domowej, która w końcu znajduje w sobie siłę i postanawia zmienić swój los. Wpada jednak z deszczu pod rynnę i szybko staje się osaczoną i zagubioną. Dzięki pomocy znajomych dość długo udaje jej się oszukiwać przeznaczenie. Niezwykłe pokłady siły i determinacji, pozwalają w pewien sposób ewoluować jej charakterowi, wewnętrznemu ja, a sama bohaterka przyobleka niezwykle grubą skórę. 

Dom węży przepełniony jest ogromem akcji. Autor opisuje wydarzenia podglądając trzech bohaterów: Alicję, Węża i Roberta - męża Alicji. Dzięki temu czytelnik ma pełny ogląd sytuacji. Wydarzenia następują po sobie niezwykle dynamicznie, na tyle, że momentami zastanawiałam się, co jeszcze jest w stanie spotkać główną bohaterkę. Mimo tego, że książka przeładowana jest akcją, mnie się momentami dłużyła i przyznam, że chwilami była mocno naciągana. Ciężko mi było uwierzyć w motywację głównej bohaterki, bo gdy ta znalazła już spokojną przystań, to robiła wszystko, by tego spokoju siebie pozbawić. Ciężko mi było też uwierzyć w nawrócenie jednej z głównych postaci. Człowiek tak szybko nie wyzbywa się agresji i chęci kontroli. Z samca alfa nie staje się nagle potulnym pieskiem kanapowym. Swoją drogą jestem trochę zawiedziona wątkiem przemocy domowej, bo nie został on do końca pociągnięty i według mnie po prostu w pewnym momencie urywa się na rzecz innych wątków. 

Wielką zaletą powieści jest jej autentyczność. Dialogi nie są sztuczne i naciągane, nie są ugrzecznione i wyzute z wulgaryzmów, a te pojawiają się jedynie w słusznych momentach i nie są nadużywane. W książce pojawia się równie wiele ciekawych faktów, jak chociażby te dotyczące zwierząt. Nie zabrakło tu także emocji i pewnej dozy ekscytacji, bowiem akcja goni akcję, tropy są mylone, a plot twistów jest przynajmniej kilka. 

Podsumowując, Dom węży to dobry thriller, z ciekawymi bohaterami, jednak przeznaczony dla ludzi o mocnych nerwach. Książka kusi fenomenalna matową okładką, fakturą przypominającą skórę tytułowych gadów, ale warto też skupić się na ciekawym i trzymającym w napięciu wnętrzu. 

Tytuł: Dom węży
Autor: Mateusz Lemberg
Data wydania: 9 maja 2018
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Od deski do deski


Recenzja napisana dla:

Link do recenzji


piątek, 16 marca 2018

Niebezpieczeństwa sieci - "Ktoś mnie obserwuje" A.V.Geiger




Wielu marzy o zdobyciu internetowej sławy, o rozbiciu złotej bańki, pozyskaniu miliona followersów, ale niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że stając się osobą publiczną, naraża się na niepożądane działania, na atak, często nieuzasadniony ze strony osób trzecich. W taki właśnie sposób zmienia się życie Tessy, jednej z głównych bohaterek. 

Tessa cierpi na agorafobię, boi się wyjść z domu chociażby na krok, a jej codzienna egzystencja zamyka się w czterech ścianach jej pokoju. Jedynym miejscem kontaktu i interakcji ze światem zewnętrznym stał się dla dziewczyny Twitter. Dziewczyna jest uzależniona od tego serwisu, a jej uzależnienie wzrasta, gdy wymyślony przez nią hashtag #EricThornObssessed staje się hitem i dzięki niemu Tessa zyskuje tysiące followersów. 

Eric Thorn jest piosenkarzem, rzekłabym że odpowiednikiem Justina Biebiera. Ma miliony rozhisteryzowanych i zakochanych w nim fanek. Sam jednak jest dość zmęczony sławą, nie może uwierzyć w zapewnienia fanek o miłości. Męczy go, że mówi się o nim w kwestii jego cielesności, a nie muzyki jaką tworzy. Ma poczucie, że coś poszło nie tak i gdzieś zagubione zostały jego marzenia i to, co w jego zawodzie najważniejsze. Właśnie dlatego postanawia założyć fałszywe konto, które początkowo ma być jedynie niewinną igraszką, z czasem jednak zamienia się w wybawienie i odskocznię od codziennych zmartwień. 

Powieść A.V.Geiger to wciągający thriller młodzieżowy. Tutaj od początku nic nie jest jasne, czytelnik wie jedynie, że skończyło się interwencją policji, ponieważ tradycyjne rozdziały przerywane są stenogramami z policyjnego śledztwa. Akcja zbudowana została na niepewności i jest niezwykle emocjonalna. Książka jest niezwykle tajemnicza, czasami aż za bardzo, bo cała historia kończy się potężnym cliffhangerem. 

Postaci są ciekawie zbudowane, praktycznie na zasadzie kontrastu. Tessa to nieśmiała dziewczyna, ograniczająca się do życia w swoim pokoju, paraliżują ją własne lęki i obawy. Eric także się boi, dociera do niego, że sława to nie tylko same przyjemności. Jest jednak pewnym siebie gwiazdorem, w końcu zdobył sławę i miliony fanów. Mimo tego chciałby czyjegoś wsparcia, szybko daje się ponieść emocjom i ciągnie coś, co od początku właściwie nie ma prawa bytu. 

Ktoś mnie obserwuje to thriller, który idealnie pokazuje zagrożenia współczesnego świata. Obrazuje, jak łatwo młodemu człowiekowi zagubić się w wirtualnej rzeczywistości, utracić grunt pod nogami. To powieść, którą czyta się z wielkim zainteresowaniem, pozostaje jedynie niecierpliwie czekać na jej kontynuację. 


Tytuł: Ktoś mnie obserwuje
Tytuł oryginału: Follow Me Back
Autor: A.V. Geiger
Data wydania (Pl): 31 stycznia 2018
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Jaguar


Recenzja napisana dla Bookhunter.pl

piątek, 23 lutego 2018

Pogrzebana prawda - "Dziecko" Fiona Barton



Można pogrzebać historię, ale nie da się ukryć prawdy - to hasło reklamujące thriller Fiony Barton od razu przykuło moją uwagę i wzbudziło ciekawość. Już po przeczytaniu powieści, muszę przyznać, że już dawno nie spotkałam się z tak trafnym podsumowaniem treści.

Cztery kobiety, cztery historie splatające się w jedna spójną i zaskakującą całość.


KTO?


Kate - dziennikarka, która nie zna słowa nie, potrafi wetknąć swój nos dosłownie wszędzie, a dzięki latom praktyki potrafi praktycznie od każdego wyciągnąć interesujące ją informacje. To jej artykuł powoduje całą lawinę wydarzeń, to ona dociera do praktycznie każdego związaneo ze sprawą, to ona sprawnie łączy fakty, odkrywa skrywane przez lata tajemnice. To rasowa dziennikarka, która nie jest w stanie zrozumieć fenomenu internetowego prezentowania wiadomości, gdzie największą popularnością cieszą się ploteczki z zycia celebrytów.

Emma - zahukana edytorka tekstu, próbującą stworzyć coś wartego uwagi z nawet najbardziej dennego dzieła ghost writera. Artykuł Kate przypomina jej o przeżyciu sprzed lat, wzbudza czułą strunę w jej duszy i umyśle i każe się podzielić swoim cierpieniem. Mimo że jej narracja jako jedynej poprowadzona została pierwszoosobowo, jest ona najbardziej tajemniczym ogniwem całej historii.

Angela - starsza pani, której w młodości porwano córkę ze szpitala. Całe życie tej kobiety podporządkowało się temu wydarzeniu., Angela mimo upływu lat nie potrfai pogodzić się ze stratą, nie jest w stanie zapomnieć o swojej malutkiej Alice ani wybaczyć sobie, że dosłownie na moment zostawiła dziecko samo. Żyje w poczuciu ogromnej winy i tragedii, tak jak cała jej rodzina.

Jude - matka Emmy. Egoistyczna kobieta, która po trupach dąży do celu. Jest w stanie poświęcić naprawdę wiele, wręcz nieprawdopodobnie wiele. To człowiek bez skrupułów, o wątpliwej moralności, ale wymagający wiele od innych i oczekujący bezgranicznego oddania.




JAK?


Na jednej z ulic podczas budowy znalezione zostają kości niemowlęcia. Kate postanawia napisać o tym artykuł, co wywołuje prawdziwą lawinę niecodziennych wydarzeń. Angela przeczuwa, że znaleziono zwłoki Alice, jej porwanej przed laty córeczki. Emma natomiast postanawia podzielić się ze światem tragedią, która przydarzyła się jej lata temu. Jedynie Jude wydaje się skupiać wyłącznie na sobie i nie przejmować nieszczęsnym artykułem.

Dziecko to dobrze skonstruowany thriller, który w głównej mierze opiera się na dziennikarskim śledztwie. Krótkie rozdziały opisujące zamiennie losy wszystkich bohaterek tylko potęgują ciekawość i sprawiają, że od książki po prostu nie można się oderwać. Pochłania się ją z coraz większym apetytem, oczekując na finalną eksplozję nieoczywistych faktów w zakończeniu. 
To właśnie misternie skonstruowana intryga rozgrywająca się na przestrzeni lat jest siłą tej powieści. To dzięki niej książka trzyma w napiciu praktycznie do samego końca, a nawet wcześniejsze odkrycie zagadki nie psuje przyjemności ani nie powoduje braku satysfakcji z lektury. 

Fiona Barton stworzyła książkę, której nie sposób odłożyć nie poznając zakończenia. Dziecko to thriller, który intryguje, przyciąga barwnością bohaterów i nietuzinkową fabułą. To powieść, którą zdecydowanie warto poznać. 


Tytuł: Dziecko
Tytuł oryginału: The Child
Autor: Fiona Barton
Tłumaczenie: Agata Ostrowska
Data wydania: 15 lutego 2018
Liczba stron: 544
Wydawnictwo: Czarna Owca


Recenzja napisana dla portalu:

link do recenzji

środa, 4 listopada 2015

Pokryjomość życia potrafi wejść w nawyk - John Harding "Siostrzyca"




John Milton powiedział kiedyś: umysł jest swoim własnym panem i sam potrafi niebem uczynić piekło i piekłem niebo. Znaczenie słów tego znanego pisarza idealnie oddaje historia przedstawiona w Siostrycy Johna Hardinga. Książki, którą wybrałam w ramach Halloweenowej nocy czytania

Florencja to dwunastoletnia panienka mieszkająca wraz ze swym bratem Gilesem w gotyckim dworze w Blithe. Na wychowanie i wykształcenie dzieci łoży ich wujek, który po ciężkich przeżyciach damsko-męskich stanowczo zabrania edukacji dziewczynki. Mimo tego udaje jej się posiąść niezwykłą wiedzę, najpierw uczy się czytać, by następnie wręcz pochłaniać treści zawarte w książkach z biblioteki. 


Zachwycona poezją Szekspira dziewczynka postanawia wymyślić własny język, by tak, jak jej ulubiony pisarz bardować język. Swoim wymyślonym słownictwem opowiada historię, jak to określa, utragicznienia guwernantki, panny Whitaker w pobliskim jeziorze oraz wszystkich późniejszych wydarzeń. Dziewczynce, mimo szczerych chęci nie udało się pomóc kobiecie. Na domiar złego, dwór Blithe opuszcza Giles. Florence zostają już tylko książki i towarzystwo Theo, sąsiada piszącego dla niej mierne, acz niezwykle urocze wiersze. Sytuacja odmienia się, gdy do dworu powraca Giles, a wraz z nim pojawia się nowa guwernantka, panna Taylor. Florencja przekonana o tym, że panna Taylor jest wcieleniem panny Whitaker, nieustannie próbuje zdobyć dowody na jej niecne działania. Umysł dziewczynki zaczyna projektować iście gotyckie zagrożenia ze strony nowej guwernantki.

Pierwszoosobowa narracja stopniowo wprowadza w świat Florencji. To z jej perspektywy poznajemy wszystkie wydarzenia, przeżywamy strach, zapoznajemy się z bohaterami. Stąd też przedstawiona historia jest niezwykle subiektywna, ponieważ wszystkie postaci obdarzone są piętnem sympatii i antypatii dziewczynki. Znamienny wpływ na świat przedstawiony ma jej relacja z wypadku panny Whitaker na komisariacie miejscowej policji. 

Siostrzyca to rasowy, trzymający w napięciu horror, trwale zespolony z powieścią psychologiczną. Mamy tu wszystkie znamiona gotyckiej historii: dwór w środku lasu, jego długie i przepastne korytarze, wszechobecne lustra i tajemne miejsca. Harding wnika w umysł Florencji ukazując historię, jaką dziewczynka widzi swoimi oczami. Przedstawia jej uczucia i emocje, co ma znaczący wpływ na zarys fabuły. Autor igra z czytelnikiem, akcja przybiera całkowicie inny obrót, by po chwili powrócić do pierwotnego zarysu. Wątki mieszają się ze sobą w taki sposób, że w pewnym momencie nie jest się już niczego pewnym, a w szczególności jasności umysłu dziewczynki.

Znamienne są też przywoływane przez Florencję lektury, między którymi króluje proza Edgara Allana Poe - mroczna, przepełniona makabrycznymi obrazami na granicy fantastyki i horroru. Takie drobne smaczki idealnie tworzą klimat przedstawionej historii. 

Podkreślić należy też katorżniczą pracę tłumacza, pani Karoliny Zaremby. Język Florencji jest bardzo specyficzny i początkowo trzeba mocno wgryźć się w treść powieści, by wszystkie utragicznienia, odurodzilibienia czy uguwernantkowania nie zamęczyły. Zabieg taki pozwala jednak bardziej zżyć się główną bohaterką i poznać jej, co tu dużo mówić, dość specyficzne upodobania.

Siostrzyca jest powieścią niesamowitą i bezwzględnie wciągającą, zdecydowanie wyróżniającą się na tle innych. Jeśli czegoś można być w niej pewnym, to niedopowiedzeń i wątpliwości, jakie kiełkują w czytelniku, nawet po przeczytaniu ostatniego słowa. 


Tytuł oryginału: Florence and Giles
Liczba stron: 285
Rok wydania: 2010; (w Polsce: 2011)
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Mała Kurka

piątek, 31 lipca 2015

Dziewczyna, która nie chciała umrzeć i morderca, który nie powinien żyć - Lauren Beukes "Lśniące dziewczyny"

Kiedy sięgnęłam po Lśniące dziewczyny, początkowo pomyślałam: co ja wypożyczyłam? W życiu nie przebrnę przez tę książkę. Dłużyły mi się opisy, mieszały wątki, irytował ordynarny język Harpera, jednego z bohaterów. Dosłownie wszystko było nie tak. Całe szczęście, po kilku rozdziałach moje zdanie o niej się zmieniło. Fabuła wciągnęła mnie bez reszty, żywe dialogi sprawiały, że powieść czytało się łatwo, a opisy przedstawiające bohaterów pozwalały zżyć się praktycznie z każdym z nich. 

Szczególnie przypadła mi do gustu główna bohaterka Kirby Mazrachi, która stała się niedoszłą ofiarą morderstwa. Razem z dziewczyną próbowałam dociec szczegółów zbrodni,  połączyć ze sobą pozornie niepasujące elementy układanki. Osobowość Kirby została wyraziście nakreślona, a sama bohaterka przedstawiona jako silna kobieta, która mimo tego, że jej życie legło w gruzach, po tym jak udało jej się przeżyć próbę zabójstwa, stara się  żyć dalej. Co prawda nieustannie próbuje  odgadnąć, kto mógł być jej niedoszłym mordercą, ale stara się normalnie funkcjonować.

Ciekawym zabiegiem jest ukazanie różnych dziesięcioleci XX wieku, ich klimatu i odmiennych kobiet żyjących w każdym z tych czasów, dla których wspólnym mianownikiem jest właśnie Dom i Harper. 

Podczas czytania podziwiałam autorkę za ogrom pracy jaki włożyła, 
by jak najbardziej przybliżyć atmosferę panującą w trakcie podróży w czasie. Niepokoiło mnie natomiast przedstawienie mordercy. Lauren Beukes bardzo dokładnie oddała jego zaburzenia psychiczne, agresję, brak skrupułów. Zrobiła to w taki sposób, że momentami ciarki przechodziły mi plecach. 

Trzeba mieć  na uwadze, że książka jest bardzo brutalna, a opisy morderstw mogą przerazić wrażliwsze osoby.

Muszę przyznać, że „Lśniące dziewczyny” to dla mnie jedna z lepszych powieści,  jakie miałam okazję przeczytać ostatnimi czasy i na pewno sięgnę po "ZOO city" jak tylko będę miała okazję.





Polecam obejrzeć też filmową zapowiedź książki.