wtorek, 29 listopada 2016

O trupie, prawie jazdy i włoszczyźnie - "Francuski piesek" Marta Obuch



Czy dwie zwariowane przyjaciółki, dwaj policjanci kojarzący się z włoszczyzną i przyrządami krawieckimi, francuski kucharz, gangster i instruktor jazdy mogą mieć ze sobą coś wspólnego? Wydaje się to nieprawdopodobne, ale mogą. Dowodzi tego Marta Obuch w swojej najnowszej komedii kryminalnej Francuski piesek.

Zuza po raz dwunasty oblewa egzamin na prawko i gdyby nie jej wrodzona upartość, sprawy może potoczyłyby się inaczej. Biedula postanawia zejść na drogę przestępstwa i wciąga na nią sąsiada – Francuza Luka. Tymczasem do Misi postanawia wprowadzić się Ryszarda kociołek, była kochanka jej eks męża, który obecnie siedzi w kiciu. Włości Ryszardy i Hardego (eks męża) objęte zostały nadzorem komorniczym. Ryszarda ma wielkie serce, ale do elokwentnych nie należy. Często myli wyrazy i ich znaczenie (np. inseminację z insynuacją) wywołując swoimi wypowiedziami salwy śmiechu i złośliwych ataków Zuzy. Dziewczynom nie wiodłoby się źle, gdyby na scenę nie wkroczyły trupy i podły ZUS, a w tle nie majaczyły sylwetki policjantów – łamaczy niewieścich serc, choć ich nazwiska kojarzące się z włoszczyzną i przyrządami krawieckimi za nic by na to nie wskazywały.

Francuski piesek to pierwszorzędna komedia kryminalna skrząca się ostrym dowcipem. Marta Obuch z wielką wprawą prowadzi historię, a trzeba przyznać, że gatunek wybrała dość trudny, bo łatwo w nim przekroczyć granicę i sprawić, że powieść staje się po prostu banalna.

Fabuła książki jest tak irracjonalna, że jej przebieg śledzi się z zapartym tchem. Kawa pita ze słoiczków, podciąganie rajstop uciskowych leżąc w krzakach, czy alarm skonstruowany z puszek po piwie, to tylko niektóre zaskakujące elementy składające się, bądź co bądź, w logiczną i co najważniejsze, niezmiernie zabawną całość.

Siłą powieści są jej liczni bohaterowie i ich różnorodność. To właśnie dzięki nim książka się wyróżnia. Wszak nieczęsto można spotkać tak oryginalne postaci, poczynając od tipsiary o gołębim sercu, poprzez kalającego język polski, francuskiego kucharza, a na pyskatej kursantce kończąc. Podkreślenia wymaga, że postaci drugoplanowe też dodają swoistego smaczku przedstawionej historii i nie sposób o nich zapomnieć.

Kolejnym istotnym elementem fabuły są żywe i sarkastyczne dialogi. Owszem, jak to w komediach kryminalnych, często opierają się na nieporozumieniach, aczkolwiek prowadzone są one w sposób na tyle inteligentny, że doprowadzają czytelnika do łez, ale tych ze śmiechu, a nie z pożałowania. Poza tym często pojawiają się nie tylko w nich, ale też w opisach nazwy marek, czy nazwiska znanych czytelnikowi osób z codziennego życia. Wstawki takie pozwalają odczuć większą więź z bohaterami i światem przedstawionym.

Bo jeśli już brodzić w trawie, to jednak nie w domowych klapeczkach. Upraszczać, oczywiście, że upraszczać, zamiast serduszek i puszków powinna pomyśleć o sznurze pereł albo broszce, ale czy musi wyglądać jak Beata Szydło akurat skoro świt?

Francuski piesek to przezabawna pozycja nie tylko dla fanów kryminałów. To idealna lektura na bure, jesienne wieczory. Nie polecam jej czytać w komunikacji miejskiej, bo trudno przy niej zachować powagę. No chyba, że Wam nie przeszkadzają zdziwione spojrzenia współpasażerów.


Tytuł: Francuski piesek
Autor: Marta Obuch
Data wydania: 9.11.2016
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Filia

Za możliwość poznania mieszkanek Akacjowej dziękuję Wydawnictwu Filia

 




Wyzwanie:
Komedia kryminalna






piątek, 25 listopada 2016

Serce nie sługa - "Siedem dni łaski" Carla Gràcia Mercadé




Barcelona, koniec XIX wieku i przymusowe losowanie, którego wynikiem ma być wcielenie szęśliwca do wojska. Najbiedniejsi mają jednak dość represji i wybucha powstanie przeciwko bogatym, wykupującym się z tej odpowiedzialności dzięki złotu. Właśnie w takiej scenerii poznajemy losy rodziny Lledó i tajemniczej arystokratki uderzającej w dzwony i wzywającej powstańców do walki. Zauroczona wspaniałym i ujmującym za serce wstępem przeniosłam się w świat literacki wyczarowany przez Carlę Gràcia Mercadé.

Tło wydarzeń teraźniejszych tworzą retrospekcje z życia hiszpańskiej rodziny arystokratów. Marianna zostaje adoptowana przez swoją babcię po śmierci matki. Dziewczynka jednak nie wie, że w jej żyłach też płynie krew rodziny, która przyjęła ją pod swój dach i czuje się gorsza od kuzynów wychowujących się razem z nią. Po pewnym czasie Marianna i Felix zaczynają pałać do siebie uczuciem. Jednak dziadek, nestor rodu Lledó ma inne plany i nawet pośmiertnie, na mocy swojego testamentu wskazuje, że Marianna powinna zostać żoną Marcala, brata Felixa.

Siedem dni łaski to historia skomplikowanych relacji rodzinnych, dumy, zachowywania pozorów oraz utraconej miłości. Poprzez pojawiające się retrospekcje, które, przyznać trzeba, są dużo ciekawsze od toczącej się głównej linii fabularnej, książka zyskuje na tajemniczości. Mimo tego, że powieść porusza ważne tematy, to w ogólnym rozrachunku nie jest historią, która na długo zostaje w pamięci czytelnika. Saga rodziny Lledó została przedstawiona w mało interesujący sposób, nie wzbudzając w czytelniku ciekawości. Tak naprawdę, cała akcja została sprowadzona do trójkąta miłosnego między Marianną, Marcalem i Felixem, przez co umniejszona została rola nie tylko samego powstania, ale też innych istotnych wątków społeczno-historycznych. Dodatkowo bohaterowie opowieści są mało wyraziści, a ich zachowanie często przeczy przypisywanym im cechom.

Powieść Carli Gràcia Mercadé niestety zawiodła moje oczekiwania. Nie znalazłam w niej ani ciekawego tła historycznego, ani wyrazistych bohaterów. Niezmiernie żałuję, że w całej książce najbardziej zauroczył mnie ciekawy wstęp, a przedstawiona opowieść nie potrafiła wciągnąć i zainteresować.

Tytuł: Siedem dni łaski
Tytuł oryginału: Siete días de Gracia
Autor: Carli Gràcia Mercadé
Tłumaczenie: Karolina Jaszecka
Data wydania: 18 listopada 2015
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B




środa, 23 listopada 2016

Czytanie po angielsku może być łatwe i przyjemne



Chcielibyście czytać w oryginale, ale ogranicza was znajomość słownictwa? Może próbowaliście czytać po angielsku, ale rezygnowaliście, bo ciężko było zrozumieć z kontekstu nieznane wyrazy i przez to przyswajana treść nie była czytelna lub sprawdzanie co chwilę nowych słówek w słowniku was męczyło? Ostatnio pojawiło się na to rozwiązanie, które moim zdaniem jest prawdziwym książkowym wynalazkiem. Na rynek z przytupem wkroczyło Wydawnictwo [zesłownikiem], które postanowiło ułatwić czytanie zagranicznych powieści w oryginale.

Na czym polega łatwość czytania tych publikacji?
Każda z książek posiada trzy słowniki:
- podręczny - znajdujący się na marginesie stron, a żeby było jeszcze czytelniej słowa te zostały pogrubione, by łatwiej było je odnaleźć w tekście;
- najczęściej występujących wyrazów i najprostszych słów – co pozwala na zrozumienie większości tekstu w książce;
- kompletny – zawierający nie tylko wszystkie słowa, ale również formy użyte w tekście, jest wygodną alternatywą dla słownika znajdującego się na marginesach, bo można w nim sprawdzić znaczenie słowa bez konieczności szukania go we wcześniej przeczytanym tekście.

Mnie bardzo takie wydania anglojęzycznej klasyki przypadły do gustu ze względu na oszczędność czasu. Z racji tego, że zazwyczaj czytam w komunikacji miejskiej podręczny słownik jest bardzo wygodną formą. Nie muszę się uciekać do sprawdzania znaczenia słów w słownikach internetowych, co zakłóca mi ciągłość czytania i odbiera z niego radość.

Książki podzielono na cztery działy Literature & Fiction, Children’s Books, Mystery, Thriller & Suspense, Science Fiction & Fantasy, w ramach których wydano:
  • Doktor Jekyll i Pan Hyde;
  • Przygody Sherlocka Holmesa;
  • W 80 dni dookoła świata;
  • Alicja w krainie czarów;
  • Alicja po drugiej stronie lustra;
  • Czarnoksiężnik z krainy Oz;
  • Doktor Dolittle i jego zwierzęta;
  • Księga dżungli;
  • Piotruś Pan;
  • Pollyanna;
  • Tajemniczy ogród;
  • Drakula;
  • Frankenstein;
  • Wehikuł czasu;
  • Wojna światów;
  • Wenus w futrze.
Kolejne ciekawe tytuły są już w przygotowaniu i niedługo pojawią się na rynku. Są to m. in. Duma i uprzedzenie, Pies Baskerville’ów, Wyspa skarbów, Tajemnica czerwonego domu i wiele innych.

Jeśli jesteście zainteresowani takim wydaniem, to książki można kupić bezpośrednio na stronie empik.com w bardzo przyzwoitej cenie.







poniedziałek, 21 listopada 2016

"Jerozolima. Miasto Boga" Ewelina Rubinstein



Jerozolima nieodmiennie kojarzona jest z kulturą żydowską, konfliktem Izraelsko-Palestyńskim i Ścianą Płaczu. Pozostaje miastem skamieniałym, miejscem pielgrzymek milionów ludzi z całego świata. Jednak jak wiele na temat współczesnych losów tego miasta? Jego kultury i mieszkańców? Publikacja Eweliny Rubinstein Jerozolima. Miasto Boga pokazuje, że naprawdę niewiele.

Autorka przedstawia miejscowość pełną sprzeczności. Z jednej strony żyjącą według boskich praw, z drugiej nowoczesną i niezwykle tolerancyjną. Jerozolima pustoszeje w czasie Paschy, która nieodmiennie pozostaje chwilą modlitwy, przeznaczoną Bogu, można dostrzec że miasto żyje w rytm wierzeń religijnych. Jednak tuż za rogiem wyłaniają się flagi organizacji LGBT, bo z niejakim zaskoczeniem można odkryć, że Jerozolima jest miejscem bardzo tolerancyjnym, w którym żyją homoseksualiści z całego świata.

Ewelina Rubinstein nie skupia się jedynie na historii Jerozolimy, ale przybliża też czytelnikom jej nowoczesną stronę. Ukazuje, że przeszłość jej mieszkańców ma zdecydowany wpływ na ich teraźniejszość i sposób postrzegania świata, co dostrzec można chociażby poprzez pryzmat opisu pamięci o holokauście. W mieście Boga pozostaje on ciągle żywym tematem, ma się wrażenie, że II Wojna Światowa nie skończyła się ponad pół wieku temu, a zaledwie przed paroma laty. Młodzi kultywują pamięć o cierpieniu swoich dziadków poprzez tatuowanie sobie numerów obozowych na rękach, co stanowi dość niekonwencjonalną modę.

Książka Rubinstein nie jest typowym przewodnikiem. Nazwałabym ją zbiorem i leksykonem Jerozolimy, jej mieszkańców i obowiązującej kultury z przedstawieniem rysu historycznego miasta. Autorka zwraca uwagę na wszystkie szczegółowe aspekty przebywania w Jerozolimie poczynając od koszerności, poprzez miejscową kuchnię, salony masażu, zabytki, a na robieniu zdjęć kończąc. Rozdziały tworzą swoiste mini reportaże nie raz zaskakując swoją treścią.

Siłą książki podróżniczej jest zachęcenie czytelnika do odwiedzenia miejsca, które opisują. Ja od kilku dni marzę o tym, by zobaczyć Jerozolimę. Lepszej rekomendacji nie trzeba.


Tytuł: Jerozolima. Miasto Boga
Autor: Ewelina Rubinstein
Data wydania: 20 października 2016
Liczba stron: 150
Wydawnictwo: Psychoskok

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Psychoskok. 




piątek, 18 listopada 2016

W świecie Harry'ego Pottera

Dzisiaj wszystko kreci się wokół Harry’ego Pottera za sprawą premiery prequela filmu o młodym czarodzieju. Ja też pozostaję w magicznych klimatach i przybliżę swoje wrażenia po lekturze trzech książeczek stanowiących miły dodatek do serii.


Baśnie Barda Beedle’a to zbiór pięciu opowieści, które zna każde dziecko czarodzieja. Bajki te nie raz przywoływane były w cyklu o Harrym, szczególnym sentymentem pałał do nich Ron Weasley. Całe szczęście Albus Dumbledore postanowił udostępnić je dla Mugoli. W książce znajdziemy opowiastki:
1. Czarodziej i skaczący garnek
2. Fontanna szczęśliwego losu
3. Włochate serce czarodzieja
4. Czara Mara i jej gdaczący pieniek
5. Opowieść o trzech braciach.

Jedna z tych baśni jest już znana mugolskim czytelnikom, bo jedna z nich opisuje powstanie Insygniów Śmierci.
Przyznaję, że bawiłam się przednio podczas czytania tych krótkich opowiastek. Moje serce zdobył tytuł: Włochate serce czarodzieja, jednakże ulubioną jej częścią są dla mnie … przypisy tłumacza, pana Andrzeja Polkowskiego, który postanowił zmienić parę nazw w stosunku do tych użytych przez niego w cyklu o Harrym. Pan Andrzej wytłumaczył to faktem wcześniejszej nieznajomości kontekstu całej historii. Przyznam wstydliwie, że jestem wielką fanką tłumaczeń i pomysłowości pana Andrzeja, bo są po prostu genialne i co tu dużo pisać, urywają cztery litery.


Źródło

Zdecydowanie moja ulubiona z trzech książek. Nie dziwię się już uczniom Hogwartu, że cytując szkolną bibliotekarkę

kłócą się o nią, wydzierają ją sobie z rąk, ślinią się na sam jej widok i w ogóle obchodzą się z nią w sposób niemożliwy do zaakceptowania.

Książka ujmuje przede wszystkim źródłowymi materiałami, które zostały wybrane dla udokumentowania historii tej gry i wywołuje salwy śmiechu.

Wtorek. Upał. Banda zza moczarów znowu zakłóciła
mi spokój. Latają na miotłach, zabawiając się w tę ich
głupią grę. Wielka skórzana piłka wylądowała w mojej
kapuście. Rzuciłam urok na osiłka, który po nią
przyleciał. Ha, ha, ty wielki, kudłaty wieprzku,
niełatwo latać na miotle, jak się ma kolana z tyłu, co?

Książeczka ta jest niesamowicie zabawnym opisem ewolucji sportu czarodziejów, który początkowo kojarzył się jedynie z drzazgami w pupie. Polecam każdemu, dla poprawienia humoru.


Źródło

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to leksykon magicznych stworzeń, z którego do dziś korzystają uczniowie Hogwartu. Szczerze powiedziawszy, nie do końca zazdroszczę im przyswajania wiedzy z tej książki, bo poza fascynującym wstępem okazała się po prostu nudna. Mimo wszystko, dzięki niej dowiedziałam się, że ciągłe problemy prądem w moim mieszkaniu są wynikiem działania chropianka. W końcu zostałam oświecona.

Swoją drogą ciekawa jestem jak z takiej malutkiej książeczki można wyciągnąć siedem części filmu. Zapewne w magiczny sposób.


Na koniec wrzucam okładkę angielskiego scenariusza o tytule takim jak film, która zdążyła mnie już totalnie oczarować. Żeby przybliżyć jej piękno, wrzucam parę Instagramowych postów z zagranicznych profili.  





środa, 16 listopada 2016

Zapowiedzi wydawnicze Wydawnictwa Psychoskok

Dzisiaj przedstawiam Wam listopadowe i grudniowe premiery Wydawnictwa Psychoskok. Może znajdziecie coś dla siebie?



Planowana data premiery – 9.12.2016

“W cieniu cokołów” to trzeci tom wspomnień dziennikarza, autora i tłumacza, fachowca we wszystkim czego się imał, musiał imać, chciał imać. Aleksander Janowski pisze w nim o latach osiemdziesiątych, trudnych politycznie i zbyt odległych, żebym mógł osobiście się do nich ustosunkować. Autor zajmująco opisał swoje koleje losu, bogate doświadczenia oficjalnego tłumacza na najwyższym szczeblu państwowym.

Pisze autor z pewnym dystansem do siebie, do ówczesnych spraw, ze szczyptą sarkazmu, gdzie wypada, i z pewnym sentymentem do najlepszych lat swojej kariery zawodowej. Nie brak w tekście zabawnych anegdot politycznych i nie tylko. Mam nawet takie bardzo dziwne wrażenie, ze tych anegdot i małych fajerwerków humoru byłoby więcej, gdyby dystans czasowy był jeszcze większy.

Moim zdaniem, trylogia tłumaczeniowa Aleksandra Janowskiego powinna zajmować poczesne miejsce w bibliotece podręcznej każdego tłumacza, każdego kandydata i każdego aspiranta do tego trudnego zawodu.





Planowana data premiery – 25.11.2016

Książka „Sen Henny” Artura Wellsa to powieść, która pomimo swej wydawałoby się bajkowej oprawy, jest głęboko zanurzona w realiach wojennych, skądinąd tak aktualnych dzisiaj, gdy wciąż słyszymy o nowych konfliktach zbrojnych. Nie umniejszając absolutnie fabule, która przenosi nas świat wypełniony nie tylko działaniami wojennymi, należy stwierdzić, że wiele scen tutaj nakreślonych zaskakuje Czytelnika dokładnością opisanych bitew, walk, bojów, począwszy od umundurowania, przez rodzaj broni, aż do przebiegu walk.

Kontynent Henny opanowała wojna, jak czytamy w powieści: „czarne chmury wznoszą się nad jego ludem”. Zaprawieni w boju władcy poszczególnych krain są zdolni do wszystkiego, ażeby tylko przejąć panowanie nad Henną. Rozpoczyna się zły sen tej krainy, w którego sam środek, my jako Czytelnicy, wkraczamy, stając się obserwatorami niezwykłych, ale i okrutnych wydarzeń. Tymczasem nie wszyscy bohaterowie powieści są żądni władzy. Kilku sprawiedliwych będzie się starało przywrócić pokój na Hennie, tak by odzyskała dawny ład. Czy im się to uda? A jeśli tak, to jakim kosztem? Przekonajmy się sami.

Poza działaniami wojennymi poznamy również realia miłości, jaka rozkwita na polach walki. Dowiemy się, jak wiele wyrzeczeń potrzeba, aby być dzielnym wojownikiem, jak wiele krwi musi zostać przelanej, aby ludzie, i nie tylko oni, zrozumieli, że pokój na świecie jest wartością bezcenną i nie warto próbować go burzyć.

Recenzję pierwszej części możecie przeczytać tutaj.



Planowana data premiery – 25.11.2016

Głównymi bohaterami „Światła i mroku” są młodzi małżonkowie, trzydziestoletni Tsuda Yoshio i o siedem lat młodsza Onobu. Mieszkają we dwoje w Tokio, a że rodzice obojga na stałe przebywają w Kyoto, oboje wychowywali się z dala od domu rodzinnego, przy czym relacje rodzinne i towarzyskie bohaterów przekładają się na dość złożoną sieć wzajemnych zależności, sympatii i antypatii.

Akcja rozgrywa się na przestrzeni niecałych dwóch tygodni z życia Yoshio i Onobu, przy czym wydarzenia śledzimy na przemian z jego i z jej perspektywy. Już w pierwszym odcinku (powieść publikowana była w gazecie codziennej) dowiadujemy się, iż Tsuda jest chory, w następnym – że przed Onobu była w jego życiu jeszcze inna kobieta, Wraz z zasygnalizowanymi w odcinku siódmym problemami finansowymi motywy te tworzą całość wątków, przeplatających się aż do końca książki i stanowiących punkt wyjścia spotkań i rozmów między postaciami – lwią część powieści stanowią dialogi, w których bohaterowie nagminnie okłamują się i zwodzą, raz starając się utrzymać grę pozorów, raz zepchnąć rozmówcę na określone tory.

Planowana data premiery – 29.11.2016

„Morderstwo w pensjonacie” autorstwa Poli Andrus to ciekawa pozycja w kategorii kryminału, napisana lekkim piórem. Ciekawe postaci, pieniądze, romans, skomplikowane układy i śmierć. Śmierć, która wywołuje w bohaterach przeróżne emocje, dziwne zachowania, ale także chęć rozwiązania zagadki i rozwikłania pewnych zależności między ludźmi. Miejsce akcji, niejednokrotnie pięknie przez autorkę opisane, dodaje tajemniczości. Niewielka wioska, położona gdzieś nad jednym z mazurskich jezior, urokliwe i spokojne miejsce, przekształca się w arenę śmierci. Alicja Figiel, około czterdziestoletnia, trochę ekscentryczna i wyróżniająca się swoim stylem była nauczycielka języka rosyjskiego zajmuje się pensjonatem jednego z miejscowych biznesmenów. Pewnego dnia zjawiają się goście, Oskar Miler oraz jego znajomi, którzy tworzą dość nietypową mieszankę charakterów. Była żona, obecna kochanka, przyjaciel oraz dwoje młodych ludzi, pracowników Milera. Przedziwne spotkanie tak różnych osobowości komplikuje się w momencie, gdy Oskar oświadcza swoim gościom, że wygrał na loterii dość pokaźną sumę pieniędzy. Wszyscy zachodzą w głowę, w jakim celu zostali zebrani w jednym miejscu, każdy z nich miał swoją teorię… Niespodziewanie, podczas weekendu, główny bohater zostaje zamordowany – odnajduje go pani Figiel, śmierć jest dla wszystkich totalnym zaskoczeniem. Zaczyna się śledztwo, każdy podejrzewa każdego a rezolutna i bystra pani Figiel angażuje się w wyjaśnienie tajemniczych wydarzeń… Czy śmierć Milera to koniec tragicznych wydarzeń? Czy zginie kolejna osoba? Czy pani Figiel rozgryzie zagadkę?


Zachęcam do polubienia Wydawnictwa Psychoskok na Facebooku. 



niedziela, 13 listopada 2016

"Blondynka w Japonii" Beata Pawlikowska



Japonia – kraj kwitnącej wiśni, gejsz, tradycji i nieosiągalnego w Europie orientu. Tak to państwo postrzega większość z nas. Fascynacja Japonią i jej kulturą wzrasta przyciągając rzesze turystów. Czy rzeczywiście jest ona legendarnym krajem, jaki sobie wyobrażamy? O tym przekonała się Beata Pawlikowska w trakcie jednej ze swoich podróży.

Japonia w oczach Blondynki jawi się krajem niezwykle smutnym, gdzie każdy mieszkaniec jest jedynie nieistotnym pionkiem na planszy działającej machiny. Japończycy działają wedle ustalonych procedur, a wszystko co od nich odbiega spychane jest na boczny tor. Beata Pawlikowska z takim działaniem spotkała się już na samym wstępie, gdy zepsuł się superszybki pociąg, którym miała dotrzeć z lotniska do hotelu. 
Jesteś ważny i akceptowany tylko wtedy, kiedy precyzyjnie i posłusznie wypełniasz postawione przed tobą zadania.
Jeśli zaniedbasz swoją nadrzędną przydatność dla ogółu, wypadasz z gry 

Autorka w całej publikacji skupia się na obalaniu mitów na temat japońskiego społeczeństwa, poczynając od słynnego, zdrowego japońskiego jedzenia, a na gejszach i japońskiej uprzejmości kończąc.

MIT PIERWSZY - wykształcenie i uprzejmość
Wielkim szokiem jest nieznajomość języka angielskiego przez mieszkańców kraju kwitnącej wiśni. Jak wskazuje Pawlikowska około 99% mieszkańców nie rozumie podstawowych zwrotów, a już sam widok gajdzina, czyli białoskórego turysty, sprawia, że Japończycy stają się nerwowi i udają, że zaczepiający ich obcokrajowiec nie istnieje. Jeszcze smutniejszy jest fakt, że lokalni odnoszą się do siebie w taki sam sposób. Nikt z nikim nie rozmawia, każdy zapatrzony jest jedynie w ekran swojego telefonu. Takie uczucie wyobcowania często prowadzi do tragedii, bowiem Japonia odnotowuje co roku spory odsetek ludzi popełniających samobójstwo.

MIT DRUGI – gejsze i szoguni
Prawdziwych gejsz człowiek raczej nie uświadczy. Pozostają one elementem tradycji, osobami do towarzystwa jedynie dla bogaczy i najbardziej uprzywilejowanych. W dzisiejszych czasach spotkać można co najwyżej nastolatki przebrane za nie dla zabawy. Normalny (czyt. Nie bogacz) może kupić sobie uczucie komfortu i opieki w jednej z wielu kawiarni, gdzie obsługują kelnerki przebrane za służące, zwracające się do klientów per jaśnie panie, jaśnie pani.

W tej kawiarni możesz kopic sobie iluzję poczucia, że jesteś potrzebny, akceptowany, lubiany i bezpieczny. Zadbają o to kelnerki w różowych sukienkach z koronkami. Ich wygląd jest tak niewinny i śliczny, że na pewno im uwierzysz.

MIT TRZECI – zdrowe jedzenie
Zdawałoby się, że Japończycy odżywiają się zdrowo i dzięki temu długo żyją. Jest to kolejny mit, bowiem wszędzie pełno jest niezdrowych przekąsek, słodkich, aromatyzowanych, cieszących oko, ale nie przynoszących korzyści ludzkiemu organizmowi. Jedynymi dostępnymi powszechnie dostępnymi owocami są banany. Inne owoce sprzedawane są bardzo rzadko, a jeśli już się pojawią ich ceny są horrendalne (np. jabłko kosztuje 15 zł). Duży problem ze znalezieniem ciepłego posiłku mają wegetarianie, ciężko jest znaleźć bezmięsne posiłki. 

Wymienione powyżej mity, to tylko niektóre z tych obalonych przez Pawlikowską. Jej książka, mająca formę dziennika z podróży, skupia się jeszcze na wielu innych aspektach japońskiej kultury. Przede wszystkim autorka analizuje mentalność mieszkańców. Zaznacza, że każde odstępstwo od normy jest niemile widziane, i jest niemym wołaniem o pomoc i atencję. 

W książce autorka w każdym niemal rozdziale skupia się na kwestii sztuczności japońskiego jedzenia. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe, skoro permanentnie odczuwała głód. Aczkolwiek jest to niezwykle męczące dla czytelnika. Czytanie o glutaminianie sodu i tym, jak się go wytwarza kilkanaście razy powoduje, że skóra cierpnie i na przekór autorce ma się ochotę zjeść całą kostkę rosołową. Na raz. I popić glutaminianem sodu, czyli sosem sojowym.

W książce tej zdecydowanie brakuje tego, co jest meritum literatury podróżniczej: opisu zabytków. Na rzecz dywagacji o glutaminianie sodu i specyfice mieszkańców, te zostały okrojone do minimum. A szkoda, bo Beata Pawlikowska zwiedziła wiele ciekawych miejsc, chociażby świątynie w Kyoto, Bambusowy Las, czy okolice Fuji-san. 

Na wielki plus zasługują multimedialne zdjęcia, tzn. po zeskanowaniu ich odpowiednią aplikacją czytelnik zostaje przeniesiony do specjalnej galerii, gdzie może oglądać zdjęcia i filmy zamieszczone przez autorkę. W dzisiejszym, cyforowym świecie jest to strzał w dziesiątkę, który stanowi dodatkowe urozmaicenie treści zawartej w książce.

Blondynka w Japonii to dziennik z podróży Beaty Pawlikowskiej do tego kraju wypełniony jej osobistymi wrażeniami na temat codziennego życia w tej części świata. Publikacja ta burzy ogólne postrzeganie tego państwa przez obcokrajowców. Z autorką można się zgadzać, można z nią też polemizować, ale przyznać trzeba, że przedstawiła ona dogłębnie specyfikę współczesnego, japońskiego społeczeństwa w odniesieniu do jego tradycji i historii, czyniąc to w sposób lekki i łatwo przyswajalny dla każdego, komu książka wpadnie w ręce.  

Tytuł: Blondynka w Japonii
Autor: Beata Pawlikowska
Data wydania: 12 października 2016
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Edipresse Książki


Recenzja napisana dla portalu Bookhunter
Link