poniedziałek, 18 maja 2020

Gdy kochasz za mocno - "Żywica" Ane Riel



Czytając opis Żywicy byłam przekonana, że będzie to powieść z dreszczykiem, myślałam, że biorę do ręki kolejny thriller, którego akcja osadzona została w odosobnionym miejscu. Świeżo po lekturze, muszę stwierdzić, że się myliłam, a powieść dosłownie zwaliła mnie z nóg. Ach, cóż to była za książka!

Krótko o fabule

Liv mieszka z rodzicami, babcią i bratem Carlem na wyspie zwanej Głową. Żyją w odizolowaniu, dziewczynka od najwcześniejszych lat uczona jest kradzieży i strzelania z łuku. Nocami wykrada się z domu, by na głównej wyspie połączonej z Głową przesmykiem zwanym Szyją obrabowywać domostwa z drobnych rzeczy, jedzenia, przyborów kuchennych. Ojciec Liv trudni się stolarką, jednak interes nie jest zbyt dochodowym. W głównej mierze mężczyzna trudni się zbieractwem, a dom zamienia w wysypisko śmieci. Matka roztyła się do tego stopnia, że nie jest w stanie wstać z łóżka, a jej ciało stopniowo gnije od odleżyn. Babcia wskutek rodzinnej tragedii wyjechała, by powrócić po kilku latch. Właśnie to wydarzenie rozpoczyna lawinę nieoczekiwanych zdarzeń.


Mamy siebie

Rodzina Liv ogranicza się do przebywania we własnym gronie. Postanawiają żyć w odosobnieniu. Początkowo jeszcze utrzymują kontakty z mieszkańcami wyspy głównej, by później całkowicie je zerwać. Ojciec - Jens, zapada się w sobie. Jego życie jest pasmem strat, mężczyzna panicznie boi się utraty Liv, dlatego postanawia zgłosić jej śmierć. Jego kreacja to postać szaleńca: człowieka pragnącego za wszelką cenę zatrzymać przy sobie bliskich. Jens ma problem nie tylko z wypuszczaniem dzieci w świat, on nie potrafi pozbywać się przedmiotów. Z domu stworzył śmietnisko, znosząc wszelkie znalezione przez siebie śmieci, doprowadzając dom do ruiny, do stanu, gdzie między rozłożonymi pod ścianą szpargałami można przejść jedynie wąska ścieżką.

Dziewczynka żyje w dysfunkcyjnym świecie będącym dla niej zupełnie normalnym. W wieku 9 lat potrafi jedynie czytać, ale za to  wyśmienicie strzela z łuku i się skrada. Rodzice, a szczególnie ojciec, za wszelką cenę chcą ukryć ją  przed światem, zupełnie nie poświęcając jej uwagi. Liv czuje się bardzo samotna, bardzo pogubiona we własnych uczuciach, boi się przeciwstawić chorym rojeniom ojca, boi się odrzucenia. Jedynym jej kompanem jest Carl, którego osoba zaskakująco ewoluuje w trakcie fabuły.

Żywica to opowieść o stopniowo rodzącym się szaleństwie. Książka przedstawiająca jak wielokrotna utrata bliskich i życie w osamotnieniu potrafi zniszczyć ludzką psychikę. To obraz człowieka rekompensującego sobie wszelkie niepowodzenia zbieractwem. Człowieka, który na samą myśl o rozstaniu z przedmiotami, umiera wewnętrznie. To opowieść o strachu, o chorym przywiązaniu.

Głowa ma niesamowity klimat, mroczny, pachnący lasem i żywicą. Zresztą ta druga odgrywa tutaj znaczną rolę, to na punkcie opowieści o niej oszalał Jonas, to ona stanowiła podwaliny do jego zbieractwa. Zupełnie inaczej opisane zostało miasteczko i stały ląd. Tu świat się rozwija, dąży za technologią, na wyspie czas stoi w miejscu.

Żywica mnie zachwyciła. Nie tylko swoim mrokiem, dreszczykiem i umiejętnie budowanym napięciem, ale również perfekcyjną konstrukcją postaci. To powieść, która szokując ciekawi. Powieść, która wciąga w dysfunkcyjny świat Głowy i jej mieszkańców, książka, której nie da się odłożyć, aż nie zamknie się końcowej okładki.

Tytuł: Żywica
Autor: Ane Riel
Tytuł oryginału: Harpiks
Tłumaczenie: Joanna Cymbrykiewicz
Data wydania (Pl): 21 stycznia 2020
Liczba stron: 280
Wydawca: Zysk i S-ka




Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl

niedziela, 17 maja 2020

Dzieciowe wynalazki - "Koala, który się trzymał" Rachel Bright, Jim Kay



Mój synek uwielbia, gdy mu z mężem czytamy. Codziennie przez nasze ręce przechodzi masa książek, jednak są takie, które darzy szczególnym uczuciem. Taką książką jest właśnie Koala, który się trzymał Jima Kaya i Rachel Bright. 

Na pewnej sawannie żył koala, który nigdy nie schodził z drzewa bojąc się niebezpieczeństw, jakie mogłyby się mu przydarzyć. Z zazdrością spoglądał na bawiące się w dole zwierzaki, jednak nie ulegał ich namowom i pozostawał na swoim drzewie. Do czasu, aż zmusiła go do zejścia pewna niespodziewana sytuacja.

Opowiastka o Koali pokazuje, że strach ma wielkie oczy i będzie idealna dla maluchów, które boją się nieznanego lub ciężko je przekonać do zmiany zdania. Nasz główny bohater ma ochotę czasem zmienić zdanie, wyjść do kolegów, jednak prześladują go wizje czyhających na dole niebezpieczeństw. To skutecznie odciąga go od poznawania świata. Dopiero przypadek sprawia, że nasz zwierzęcy przyjaciel daje się porwać przygodzie, poznaje nowe miejsca i zdobywa przyjaciół, a jego życie staje się znacznie ciekawsze.

Dodatkowo do młodszego czytelnika trafia wierszowana forma tej historyjki autorstwa Rachel Bright w przekładzie Barbary Supeł. Całość olśniewa ilustracjami stworzonymi przez Jima Kaya. Obrazy idealnie ilustrują opowieść, zachwycają barwnością i szczegółami.

Koala, który się trzymał to wspaniała książeczka z przesłaniem i mądrą puentą, która pokochają nie tylko dzieci, ale również ich rodzice. 

Tytuł: Koala, który się trzymał
Autor: Rachel Bright
Ilustracje: Jim Kay
Tytuł oryginału: The Coala Who Could
Tłumaczenie: Barbara Supeł
Liczba stron: 32
Data wydania (Pl): 25 października 2017
Wydawca: Zielona Sowa


Tę oraz inne książki dla dzieci znajdziecie w księgarni internetowej gandalf.com.pl

Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl

sobota, 16 maja 2020

Ogród rozczarowań - "Zatruty ogród" Alex Marwood




Alex Marwood dała się poznać jako poczytna i nagradzana autorka thrillerów. Po raz pierwszy z jej piórem zetknęłam się czytając  Zabójcę z sąsiedztwa. Pamiętam, że bardzo do gustu przypadł mi sposób budowania postaci przez autorkę, a także nietuzinkowa historia, która w dużej mierze skupiała się na opisie charakterologicznym postaci. Wobec tego bardzo zainteresowała mnie jej najnowsza powieść Zatruty ogród. 

Na farmie odizolowanej od świata sekty dochodzi do zborowego samobójstwa. Sprawa jest wstrząsająca i porusza opinią publiczną. Okazuje się jednak, że nie wszyscy członkowie umarli. Przeżywa Romy i jej młodsze rodzeństwo. Kobieta postanawia ich odszukać i dowiaduje się, że dzieci trafiły pod dach jej siostry Sarah. 

Opowieść jaką snuje Alex Marwood napisana została na dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza z nich to wydarzenia aktualne, rozgrywające się wśród martwych, jak członkowie sekty nazywali ludzi żyjących w normalnym świecie. Drugą natomiast są wydarzenia rozgrywające się w czasie przed zbiorowym samobójstwem na terenie działania sekty. Takie retrospekcje zawsze potęgują ciekawość czytelnika i nie inaczej było tym razem. Nie da się ukryć, że Alex Marwood rozpoczęła swoją powieść z przytupem i przyznam, że oczekiwałam po takim początku wiele. Niestety dalsze losy bohaterów, jak i te prowadzące do kulminacyjnego wydarzenia, mocno mnie rozczarowały. Opowieść została zbudowana wokół wydarzenia zwalającego niejako z nóg, a w dalszej części nie wyróżniała się niczym szczególnym. 

W Zabójcy z sąsiedztwa zachwycałam się kreacją bohaterów, tutaj mi jej po prostu zabrakło. Autorka w głównej mierze skupiła się na budowaniu postaci Romy, miałam wrażenie, że inni bohaterowie zostali potraktowani po macoszemu, ciężko było zrozumieć ich motywacje i postępowanie. Sama akcja też była dość rozwlekła i przegadana. W żaden sposób nie potrafiłam zżyć się z bohaterami, ta historia nie wzbudziła we mnie większych emocji, a wielka szkoda, bo uważam, że miała wielki potencjał. 

Zatruty ogród mnie nie przekonał. Historia zapowiadała się na opowieść naprawdę wyjątkową, ale początkowo zbudowane napięcie uchodziło z tej powieści niczym powietrze z przekłutego balonu.

Tytuł: Zatruty ogród
Tytuł oryginału: The Poison Garden
Autor: Alex Marwood
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data wydania (Pl): 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo Albatros

czwartek, 7 maja 2020

Przeżyć traumę - "Wierzyliśmy jak nikt" Rebecca Makkai



Wierzyliśmy jak nikt szturmem się wdarło do serc krytyków. Książka zdobyła wiele nominacji i nagród, między innymi znalazła się w finale Pulitzera i National Book Award. Kiedy więc pojawiła się na polskim rynku, wiedziałam ,ze musze ją przeczytać i znaleźć tę cząstkę, za którą pokochały ją tysiące czytelników.

Fabuła książki biegnie dwutorowo. Pierwsza część rozpoczyna się w 1985 roku, kiedy w Stanach potężne żniwo zbiera AIDS. Do swojego świata zabiera czytelnika Yale, którego świat nagle zaczyna się kurczyć. Jego znajomi umierają, zżerani chorobą, na którą nie ma lekarstwa. Drugą płaszczyzną czasową jest rok 2015, w którym bliżej poznajemy Fionę, siostrę jednego z przyjaciół Yale'a. Kobieta wybrała się do Paryża w poszukiwaniu swojej córki.

Powieść Makkai ukazuje Stany bardzo zaściankowe, pozbawione mitu american dream. W latach 8o. społeczność homoseksualna zupełnie nie była tam akceptowana, mimo szerzącej się epidemii AIDS, nie mogła liczyć na wsparcie. Przyglądano się tym wydarzeniom obojętnie, chorzy nie mogli liczyć na wsparcie, często nawet najbliższej rodziny. Natomiast wydarzenia rozgrywające się wokół Fiony w 2015 roku również nawiązują do tych pojawiających się w historii Yale'a. Kobieta musi zmierzyć się z traumą przeżytą w przyszłości, wydarzeniami, które pozornie skryte wpływały na jej życie.

To opowieść o bólu i samotności, o niezrealizowanych planach zweryfikowanych przez życie. Historia ukazująca nieuchronność nadchodzącej śmierci i radzeniu sobie ze stratą. Mimo że w książce nie dzieje się wiele, akcja nie przyspiesza, a raczej biegnie powoli skupiając się na głównych bohaterach, ich przeżyciach i przemyśleniach, to powieść wciąga od pierwszej strony, sprawia że się w nią, najzwyczajniej w świecie, wsiąka.

Bohaterowie stworzeni przez autorkę nie wyróżniają się specjalnie, to zwykli ludzie, tacy jak każdy. Mający marzenia, plany, popełniający błędy, za które często przychodzi im później płacić.

Wierzyliśmy jak nikt to książka uniwersalna, a zawarte w niej treści są ponadczasowe. To książka wywołująca fale emocji, opowieść dająca się zapamiętać, wyróżniająca się na tle innych poruszających podobne tematy.

Tytuł: Wierzyliśmy jak nikt
Tytuł oryginału: The Great Believers
Autor: Rebecca Makkai
Tłumaczenie: Sebastian Musielak
Data wydania (Pl): 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 624
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie




Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu

niedziela, 3 maja 2020

Kwietniowe przyjemnostki i garść majowych premier książkowych

Już dawno na moim blogu nie pojawiał się ten cykl i postanowiłam do niego wrócić. Kwiecień był dla mnie dobrym czytelniczo miesiącem. Na moim stosiku pojawiło się siedem książek i dwa audiobooki.

Oczarowała mnie Była sobie rzeka Diane Setterfield- klimatem i bajkowością. 
Testamenty Atwood przyprawiły mnie o dreszcz.
Zatruty ogród Alex Marwood mnie rozczarował i zupełnie nie porwał. 
Miło było wrócić do Jeżycjady za sprawą Opium w rosole
Reportaż Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera dał mi do myślenia, pozostawiając wiele negatywnych myśli na temat pozornego oceniania. 

Wysłuchałam jeszcze dwa audiobooki: Malcolma XD. O ile Emigracja była zabawna i chciało się jej słuchać, to Pastrami nie było dla mnie niczym ciekawym, bo przecież kto nie zna pasty o starym - zapalonym wędkarzu.


Kolejnym audiobookiem były Żywopłoty Marii Karpińskiej i ten bardzo polecam. To ciekawa opowieść o życiu, ludziach i przemijaniu.
(jeślii szukacie tych książek w wersji audio są dostępne w Empik Premium, trzeba posiadać aplikację EmpikGO).

Zaczęłam czytać też Wierzyliśmy jak nikt, ale to powieść do dokończenia w maju. 


Czytaliście którąś z tych książek? Co Wam się podobało, a co nie?




GARŚĆ MAJOWYCH PREMIER



W maju wydawcy uraczą nas premierami powieści kryminalnych i sensacyjnych. Z nową powieścią na polski rynek wkracza znana i lubiana Jenny Blackhurst (wydawnictwo Albatros). Ktoś tu kłamie to opowieść o tajemniczym wypadku, który okazuje się wypadkiem nie być, a sprawa zaczynać nabierać rumieńców, gdy do sieci trafiają podcasty dotyczące tej sprawy. Pojawi się także nowa powieść Deana Koontza (wydawnictwo Albatros). Oczy ciemności to historia matki szukającej zaginionego syna i sekretu, który może zagrozić ludzkości. Dziewczyna z Kellers Way Megan Golden (Bukowy Las) to opowieść o śledztwie dotyczącym zwłok znalezionych na tytułowej drodze. Ma być tajemniczo i trzymać w napięciu. Z nową powieścią powraca też Ewa Przydryga, której prozę bardzo cenię. Bliżej, niż myślisz również jest kryminałem, którego akcja, jak w przypadku poprzedniej powieści, została osadzona w Gdyni. Moja siostra morduje seryjnie Oinkan Braitwaite (Świat książki) wydaje się zupełnie nietuzinkową prozą. Siostra głównej bohaterki jest morderczynią, a ta z miłości do niej, nie chce jej wydać. 


Wśród premier znalazłam także cztery powieści obyczajowe, które mocno mnie zaintrygowały. Pani Churchil (Znak) to kolejna powieść Marie Benedict, pisarki specjalizującej się w ukazywaniu losów znanych kobiet w fabularny sposób. Szepty z wyspy wolności Magdy Knedler (Mando) opowiadają o wyspie trędowatych, co samo w sobie stanowi ciekawy temat. Samolot z papieru (Filia) Ewy Pruchnik to historia Ewy osadzona w latach 80. ubiegłego wieku. Pan i Pani Fleishman (Wydawnictwo Dolnośląskie) to debiut znanej dziennikarki Taffy Brodeser-Akner, który zelektryzował Amerykę i został nominowany do National Book Award. 



Na koniec dwie książki z nurtu literatury faktu: Porwania Moniki Sławeckiej (Pascal), czyli rozmowy o wstrząsających przejściach osób, które przeszły uprowadzenie.  Mała księga dawnych Islandczyków. O zwyczajach, tradycjach i przesądach Algi Sigmundsdottir (Wydawnictwo Poznańskie) jest kompendium wiedzy o Islandczykach. Bezgwiezdne morze Erin Morgenstern (Świat książki) to książka o książkach, coś dla prawdziwego bibliofila. 


Która pozycja podoba Wam się najbardziej? Na co czekacie w maju? 



środa, 29 kwietnia 2020

Pierwsze chwile z noworodkiem - Izabela Dembińska


Co prawda, moje dziecko na świat przyszło ponad dwa lata temu, więc wydawać by się mogło, że niepotrzebne mi książki o rodzicielstwie i pierwszych chwilach z noworodkiem. Ja jednak uwielbiam takie publikacje, a gdy w ręce wpadła mi ta autorstwa Izabeli Dembińskiej, nie mogłam nie podzielić się wrażeniami.

Książka jest kontynuacją Rodzić można łatwiej, czyli poradnika o przygotowaniu do porodu. Tym razem autorka skupia się na chwilach, gdy w ramionach trzymamy już nasze upragnione maleństwo, a jeszcze nie do końca wiemy jak z takim maluchem się obchodzić. Instynkt macierzyński instynktem, ale wiele młodych mam przekonało się, że poród to nie zwieńczenie ciężkiego okresu, a dopiero początek problemów.

Książka została podzielona na dwie części. W pierwszej Izabela Dębińska skupia się na opisie noworodka, pierwszych bardzo istotnych interakcjach z tym małym człowiekiem, rzeczach niezbędnych do przygotowania domu czy sensomotoryce dziecka. W drugiej natomiast dużo miejsca poświęciła karmieniu piersią oraz wskazuje jak może pomóc fizjoterapia.

Książka ujmuje szatą graficzną, jest bardzo czytelna. Poszczególne działy oddzielone zostały od siebie kolorystycznie. Wiedza przybliżona przez panią położną jest podana prosto i logicznie, bez zbędnych dywagacji. Przybliżane kwestie zostały opatrzone stosowną grafiką lub zdjęciami, przez co opisywane kwestie są jeszcze łatwiejsze do przyswojenia. Z tego co zauważyłam, to jedyna publikacja, która tak obszernie opisuje karmienie piersią, czyli niezwykle ważny element, niezbędny na początku nowej drogi. 

Miałam kontakt z kilkoma poradnikami dla młodych rodziców, jednak ten zdecydowanie się wśród nich wyróżnia. Żałuję, że nie miałam takiej książki, gdy urodziłam swojego synka.

Tytuł: Pierwsze chwile z noworodkiem
Autor: Izabela Dembińska
Data wydania: 
Liczba stron: 
Wydawca: Oficyna 4 eM

sobota, 25 kwietnia 2020

"Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera" Jacek Hołub


Poprzedni reportaż Jacka Hołuba Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci okazał się jednym z najbardziej emocjonujących reportaży wydanych w 2018 roku. Kolejna jego książka, wydana przez Wydawnictwo Czarne, czyli Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera jest kolejną naładowaną potężnym ładunkiem emocjonalnym.

W swojej książce Jacek Hołub rozmawia, a właściwie daje się wypowiedzieć czternastu osobom. W głównej mierze są to rodzice dzieci z zaburzeniami, ale pojawiają się również pedagodzy, psycholodzy, pracownicy MOPS-u. Całość zakończona została mini wywiadem z Bartoszem Neską, psychologiem i diagnostą współpracującym z osobami ze spektrum autyzmu.

Reportaż o dzieciach przeraża, ale też uświadamia. Rozmowy przeprowadzone przez Hołuba pokazują społeczeństwo zupełnie nieprzygotowane i niewyedukowane pod kątem zaburzeń. Okazuje się, że w przeważającej mierze rodzice muszą zmagać się z pozorną oceną, zaszufladkowaniem ich dzieci, stwierdzeniem, że są niegrzeczne i niewychowane. Do pewnego stopnia można zrozumieć takie reakcje, jeśli nikt nie zna dziecka, jednak ciężko je zaakceptować, szczególnie gdy pochodzą od ludzi wykwalifikowanych, jak nauczyciele i pozostali członkowie kadry pedagogicznej. W dużej mierze problemem rodzin, w których wychowują się dzieci z zaburzeniami jesteśmy my, ludzie z najbliższego otoczenia: sąsiedzi, osoby spotykane w sklepach i na spacerach. Tak łatwo przychodzi nam ocenianie, zbyt łatwo. 

Kolejnym ważnym aspektem poruszanym w książce jest zdrowie psychiczne rodziców. Tym brakuje jakiejkolwiek pomocy, całą swoją siłę skupiają na dzieciach i przez pryzmat swoich dzieci są oceniani. Niekiedy matki nie mogą liczyć na swoich mężów/ partnerów. Jedna z mam stwierdziła, że gdy ojciec jej syna dowiedział się, że tamten cierpi na ADHD odmówił pokazywania się z nim publicznie. Nie odbiera go ze szkoły, nie chodzi do lekarza, na terapię bo się wstydzi. Cała opieka nad domem i dziećmi została złożona na karb tej biednej kobiety. Mężczyzna ogranicza się do grania z synem w gry komputerowe, a i to nie sprawia mu satysfakcji, bo chciałby wygrywać, a syn (ośmiolatek) nie potrafi jeszcze dobrze poruszać się w strzelankach. 

W rozmowie z psycholożką z poradni padają takie słowa: 

Czasem potrzeba lat, by rodzice mogli przejść przez proces godzenia się z rozpoznaniem i problemami dziecka. Niestety, często mają poczucie, że zostali sami. I realnie tak jest. Ich potrzeby są absolutnie marginalizowane. 

Rodzice przebywają z dziećmi całymi dniami, niejednokrotnie pracując, zajmując się też rodzeństwem dzieci z zaburzeniami. Często nie wyciąga do nich ręki nawet najbliższa rodzina, która zamiast pomagać tylko niszczy ich psychicznie boleśnie oceniając zachowanie ich dziecka. 

Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera to reportaż bardzo bolesny, ale niezwykle ważny. Autor bez oceniania podaje same fakty, przybliża wypowiedzi osób, z którymi miał okazję się skontaktować. Z jednej strony są to suche fakty, z drugiej mocno przeżywa się te rozmowy. Książka na pewno zmusza do myślenia i zastanowienia nad własnym zachowaniem. Ile razy krzywo spojrzało się na płaczące dziecko i pomyślało, że rodzic zupełnie go nie wychował? 

Tytuł: Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera
Autor: Jacek Hołub
Data wydania: 2020-01-22
Liczba stron: 232
Wydawnictwo: Czarne




Ten oraz inne reportaże znajdziecie w księgarni internetowej Gandalf.com.pl


Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl

wtorek, 21 kwietnia 2020

Jak ręcznie uszyć maseczkę - instrukcja

Nie każdy ma maszynę, ja też jej nie posiadam. Zdecydowałam się jednak ręcznie uszyć materiałową maseczkę, którą z powodzeniem zakładam na różne wyjścia.

Moja maseczka ma kieszeń na wkładkę z fizeliny ( kupiłam 3 metry na Allegro i po prostu wycinam po kawałku prostokąt mieszczący się w kieszonce). Najlepiej kupować fizelinę (wilgofil), która ma podaną gramaturę, ta najlepiej chroni. Ja kupiłam 50g/m2

Instrukcja uszycia maseczki.


Wycięłam prostokąt o wymiarach 20 / 40 cm.




Zaszyłam górę i dół robiąc takie wąskie "makniety". 







Następnie, mniej więcej na środku zrobiłam pierwszą zakładkę i zaszyłam ją po bokach.






Kolejne plisy/ zakładki doszyłam nad i pod nią (doszyłam je zaszywając boki). Plisy muszą być mniej więcej równe.


Na końcu zaszyłam do tyłu materiał, by tworzył kieszeń na wkładkę z fizeliny. Zrobiłam to zszywając boki materiału. Wygląda to tak:




Na końcu doszyłam gumki za uszy. Przy kolejnej maseczce przyszyłam jednak gumki wokół głowy, bo mam małe uszy i niestety maski z gumkami zausznymi mi spadają.








Uszycie takiej maseczki zajęło mi około godziny.




wtorek, 7 kwietnia 2020

Powrót do Gileadu - "Testamenty" Margaret Atwood

Margaret Atwood kazała czekać na powrót do Gileadu ponad trzydzieści lat. Autorka była nieustannie proszona o opowiedzenie dalszej części wykreowanej przez siebie tragicznej historii i ciągle odmawiała. Jednak, jak sama twierdzi, postanowiła wrócić do stworzonego przez siebie literackiego świata, ponieważ uważa, że świat zamiast oddalać się od stworzonego przez nią fikcyjnego państwa, niebezpiecznie się do niego przybliża. Ten powieściowy powrót został okrzyknięty jednym z największych wydarzeń minionego roku, a Atwood otrzymała Bookera.

Akcja Testamentów rozgrywa się piętnaście lat po wydarzeniach opisanych w Opowieści Podręcznej. Tym razem swoje historie opowiadają trzy różne osoby: mieszkające w Gileadzie Agnes i ciotka Lidia oraz przebywająca w Kanadzie Daisy. Z perspektywy każdej z nich możemy obserwować okrucieństwo państwa funkcjonującego według wyrwanego z kontekstu cytatu biblijnego. Bohaterki skupiają się także na wyjaśnieniu przyczynowości zdarzeń, jako czytelnicy mamy okazję poznać genezę powstania tego kraju przemocy, czyli informacji jakich zabrakło w Opowieści Podręcznej

Nie da się ukryć, że świat z zapartym tchem czekał na Testamenty dzięki wielkiej popularności jaką zdobył serial wyprodukowany przez HBO na podstawie poprzedniej powieści autorki. Moim zdaniem książka ta ma być też swoistym rozliczeniem autorki z historiami bohaterów przedstawionymi właśnie w tej filmowej wersji. Zupełnie mnie nie dziwi, że Atwood na tapet wzięła ciotkę Lidię, bo jej przeszłość ukazana w filmie była, delikatnie mówiąc, kuriozalna. 

Autorka w dalszym ciągu przeraża swoją wizją, wywołuje ciarki opisując działanie patriarchalnego państwa, w którym kobiety stanowią jedynie marne tło dla mężczyzn. Szczególnie widać to w rozdziałach dotyczących Agnes. Dziewczyna opowiada w jaki sposób szkolone są już małe dziewczynki, że wpajane jest im posłuszeństwo i podległość wobec mężczyzn. Dziewczyna wręcz się ich boi, uważa za rozpustne zwierzęta, ale kiełkuje w niej przekonanie, że to ona zawiniła, jeśli jakiś dopuściłby się wobec niej lubieżnych czynów. Dodatkowo przeraża wiedza przekazywana w szkole. Dziewczęta są uczone prac domowych, sprzątania, haftowania, ciotki wmawiają im, że mają mniejsze mózgi niż mężczyźni, dlatego nie są zdolne pojąć wszystkiego. 

Margaret Atwood powróciła w wielkiej formie. Poetyckim językiem opisała okrucieństwo państwa, w którym rządzi nadmierna dewocja. Po raz kolejny stworzyła opowieść o świecie pełnym zakłamania, gdzie skrywane są prawdziwe pragnienia, a ludzi przymusza się do pełnienia narzuconych im ról. To powieść wypełniona bólem i cierpieniem, niezwykle ważna, skłaniająca do przemyśleń i pozostająca na długo, o ile nie zawsze, w głowie. 


Tytuł: Testamenty
Tytuł oryginału: The Testaments
Autor: Margaret Atwood
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc
Data wydania (Pl): 26 lutego 2020
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Wielka Litera


Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl






Tę oraz inne powieści znajdziecie w księgarni internetowej gandalf.com.pl



niedziela, 5 kwietnia 2020

Płynąc z nurtem - "Była sobie rzeka" Diane Setterfield



Są takie opowieści, od których nie sposób się oderwać już od pierwszej strony. Historie porywające niczym nurt rzeki, wciągające jak jej prąd. Taką książką jest Była sobie rzeka Diane Setterfield. Autorka od początku łapie czytelnika za rękę, wciąga go w wir niespotykanych wydarzeń, wodzi za nos i przeciąga przez most do stworzonego przez siebie świata.

W gospodzie w Radcot dochodzi do niecodziennego zdarzenia. Nagle w drzwiach pojawia się przemoczony mężczyzną trzymający w ramionach dziewczynkę. Malutka jest martwa i wszyscy nad nią boleją, gdy ta nagle ożywa. Dziecko wydaje się zdrowe, jest jednak nieme, więc nie może odpowiedzieć na zadawane pytania. W Radcott zjawiają się za dwie rodziny twierdzące, że znaleziona dziewczynka jest częścią ich familii. Tak rozpoczyna się ciąg niezwykłych i magicznych zdarzeń. 

Była sobie rzeka jest niczym opowiadana w gospodzie gawęda, baśń podawana z ust do ust. Jej wersje nieco się różnią, ale ma wiele elementów wspólnych. Nie da się ukryć, że dużą rolę odgrywa przytoczona w powieści legenda o Cichym, ojcu który przywrócił swoje dziecko do życia sam zaprzedając swoją duszę. Duże znaczenie ma też czas, w którym rozpoczęła się akcja: 
To była najdłuższa noc w roku, noc zimowego przesilenia. (...)Jak wiadomo, gdy wydłużają się księżycowe godziny, ludzie odstępują od regularności swych mechanicznych zegarów. Zapadają w drzemkę w środku dnia, śnią na jawie i leżą z otwartymi oczami w nieprzeniknionych ciemnościach nocy. To czas magii. Kiedy granica między dniem i nocą rozciąga się i zaciera, to samo dzieje się z granicą między światami. Sny i opowieści mieszają się z rzeczywistością, żywi i umarli ocierają się o siebie, przychodząc i odchodząc; przeszłość zbiega się i przenika z teraźniejszością. 

Historia dziewczynki przyniesionej do gospody nieustannie krąży wśród mieszkańców, daje im temat do plotek i wymiany zdań. Jest niczym Tamiza zwalnia, przyspiesza, jej istotą jest ruch. Ta opowieść napędza akcję, chociaż muszę przyznać, że miejscami jest zwyczajnie przegadana. Powieść Setterfield napisana jest w nurcie realizmu magicznego. Tutaj prawda miesza się z fikcją, jawa ze snem, świat romantyczny ze szkiełkiem i okiem. Tylko nieliczni bohaterowie dostają szansę dostrzeżenia tego, co dla innych pozostaje niewidoczne. Bohaterowie są różnorodni, w dobrych domach czai się zło, w złych odnaleźć można iskierkę dobra. To przede wszystkim opowieść o pragnieniach, o tym, że nie zawsze to co postrzegamy za swój celem do końca nim pozostanie. To rozważania na temat życzeń z jednoczesnym bolesnym uświadomieniem wszystkich rzeczy, jakich nie można mieć. 

Była sobie rzeka wciągnęła mnie niczym nurt Tamizy. Ta powieść mnie oczarowała i porwała do świata za mostem, do gospody i niecodziennych bohaterów. Pokochałam pióro i piękny język jakim posługuje się autorka. Czytajcie, ufam że zauroczycie się tak samo jak ja. 



Tytuł: Była sobie rzeka
Tytuł oryginału: Once Upon a River
Autor: Diane Setterfield
Tłumaczenie:
Data wydania (Pl):
Liczba stron:
Wydawnictwo: Albatros



Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl



sobota, 28 marca 2020

Wśród wichury - "Zbieranie kości" Jasmyn Ward




Huragan Katrina nawiedził zatokowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych w 2005 roku i został zakwalifikowany jako jedna z najsilniejszych i najbardziej niszczycielskich wichur z jakimi zmagało się to państwo, bowiem prędkość wiatru przekroczyła 250 km/h. Jasmyn Ward uczyniła to wydarzenie tłem, by przedstawić historię Esch i jej rodziny.

Główna bohaterka to dziewczyna pochodząca z biednej czarnoskórej rodziny. Ona i jej bracia wcześnie stracili matkę, ojciec od czasu śmierci żony pije, a dzieciaki próbują połączyć koniec z końcem i same zadbać o swój byt. Wydarzenia rozgrywające się w powieści obejmują 11 dni poprzedzających pojawienie się huraganu oraz dzień 12 ukazujący, co się wydarzyło już po jego przejściu.

W powieści Ward zjawiska atmosferyczne schodzą jednak na dalszy plan. Przede wszystkim książka skupia się na Esch i jej przeżyciach. Nastoletnia dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży i ma mętlik w głowie. Dodatkowo w posesji szczeni się suka jej brata Skeetah i wiele wątków kręci się wokół psów. To właśnie zachowanie Chiny, matki szczeniąt, w dużej mierze zmusza Esch do rozmyślań nad istotą skrywanego przez nią sekretu. Dziewczyna dywaguje nad  życiem swojej rodziny sięgając do śmierci matki poprzez pomoc w wychowywaniu braci i ślepe poszukiwanie miłości i akceptacji poprzez stosunki płciowe.

Zbieranie kości to powieść pełna brudu Nie tylko tego zewnętrznego, namacalnego, ale i psychicznego, czającego się w umysłach jej bohaterów. To historia ukazująca drastyczne sceny, problemy z jakimi muszą mierzyć się nastolatki, u których w domu się nie przelewa. Dzieciaki kradną, urządzają nielegalne walki psów, inicjację seksualną przechodzą w bardzo młodym wieku. To wszystko sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać, gdzie podziało się ich rodzice, jakikolwiek nadzór.

Początkowo nadejście huraganu jest jedynie tłem do wszystkich wydarzeń. Na pierwszym planie, tak jak pisałam już wcześniej, opisane zostały emocje Esch oraz wydarzenia bezpośrednio mające z nią związek. Im bardziej narasta siła wiatru, tym mocniejsze uczucia targają bohaterami. Wydarzenia stają się momentami krwawe, dramatyczne. Autorka ukazała je bardzo realnie, bez owijania w bawełnę. Sporo tu scen krwawych i drastycznych.

Wydawać by się mogło, że książka ma jedynie negatywny wydźwięk. Bohaterowie poddawani są coraz to nowym, tragicznym przeżyciom. Jednak tak nie jest, bo autorka pokazuje, że nawet w najczarniejszym momencie można znaleźć wsparcie i zrozumienie, trzeba się tylko uważnie rozejrzeć.

Zbieranie kości to przejmująca opowieść o zagubieniu i poszukiwaniu miłości oraz akceptacji. To historia pokazująca, że nawet w najgorszych chwilach możemy znaleźć oparcie, nawet gdy wydaje nam się, że straciliśmy wszystko.

Tytuł: Zbieranie Kości
Tytuł oryginału: Salvage the Bones
Autor: Jesmyn Ward
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Data wydania (Pl): 11 marca 2020
Liczba stron: 366
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl
Link do recenzji
Za ksiązke dziękuje Wydawnictwu Poznańskiemu

piątek, 27 marca 2020

Przerwane tony


Pióro Gai Kołodziej zauroczyło mnie już od pierwszych stron Kalejdoskopu wspomnień, który był pierwszą jej powieścią, jaką miałam okazję przeczytać. Także Złodziej stulecia zrobił na mnie duże wrażenie. Kiedy więc dostałam propozycje recenzji Przerwanych tonów, nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia po kolejną powieść jednej z moich ulubionych autorek.


Główna bohaterką jest Liliana mieszkająca ze swoją matką od czasu rozwodu rodziców. Dziewczyna nie cierpi swojego ojca, ale zgadza się przyjechać do jego rezydencji, gdy zostaje uprowadzony jej brat. Dziewczyna po cichu liczy na rodzinne pojednanie, jednak jej ojciec postanawia traktować ją jak powietrze. Dni Liliany wypełniają przygotowania do uroczystych kolacji i zamartwianie się o brata. Do czasu, gdy sama staje się ofiarą okrutnego planu.

Tak jak wspomniałam już wcześniej, bardzo cenie pióro Gai Kołodziej, jej historie potrafią mnie wciągnąć już od pierwszej strony, by od razu poczuć więź z bohaterami. Tym razem jednak nie poczułam tej chemii. Główny wpływ miało na to miejsce akcji. Przyznam, że w wielkiej rezydencji ojca Liliany czułam się równie nieswojo jak jego córka. Przytłoczył mnie blichtr, wystawne kreacje, ciemne interesy i porwania. Autorka tym razem postawiła na stworzenie powieści poniekąd sensacyjnej, zahaczającej o porwania i porachunki spod ciemnej gwiazdy.

W dalszym ciągu uważam jednak, że Gaja Kołodziej o uczuciach potrafi pisać jak nikt inny. W Przerwanych tonach opisuje nie tylko te łączące mężczyznę i kobietę, uświadamianie sobie zakochania, ale rownież toksyczność relacji rodzice - dzieci. Historia ta to w dużej mierze opowieść o ludziach skrzywdzonych przez najbliższych, o ludziach zaniedbanych pod względem miłości rodzicielskiej, osobach nieustannie łudzących się, ze mogą coś w tej relacji znaczyć. 

Absolutnie nie twierdzę, że Przerwane tony to zła książka, bo tak nie jest. Tym razem powieść jednej z moich ulubionych autorek po prostu nie przypadła mi do gustu. Pogubiłam się we wszechobecnym blichtrze, życiu wśród ochroniarzy. Jestem jednak przekonana, że powieść ma szansę zdobyć wiele zauroczonych nią czytelników. 

Tytuł: Przerwane tony
Autor: Gaja Kołodziej
Data wydania: 20 lutego 2020
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Lucky

czwartek, 20 lutego 2020

"Wojna, którą w końcu wygrałam" Kimberly Brubaker Bradley

Wojna, która ocaliła mi życie zachwyciła nie tylko książkowych krytyków, ale również moją skromną osobę, stając się jedną z najważniejszych i najlepszych książek, jakie przeczytałam w życiu. Kiedy tylko dowiedziałam się, że drugi tom tej powieści został wskazany przez Książki. Magazyn do czytania jako jedna z najlepszych powieści dla dzieci i młodzieży 2019 roku, wiedziałam że muszę poznać dalsze losy Ady i jej brata Jamiego. Przyznam jednak, że odczuwałam lekką obawę, czy autorka napisze równie dobra kontynuację, w końcu poprzeczkę zawiesiła bardzo wysoko.

Wojna, którą w końcu wygrałam okazała się ostatecznie fantastycznym dalszym ciągiem. Już po lekturze pierwszych rozdziałów, byłam przekonana że książka będzie zawierała równie wartościową treść, co tom pierwszy. Życie naszej głównej bohaterki, zmienia się diametralnie, gdy stopa Ady zostaje zoperowana. Dziewczynka nie może uwierzyć, że jest w stanie normalnie chodzić, a nawet biegać. Jej wyczyny budzą ogólną radość i podziw najbliższych jej osób. Ada wraz z Susan i Jamiem wprowadza się do nowego domu, a po jakimś czasie, ze względu na działania wojenne, dołącza do nich lady Thorton. Dodatkowo w ich progach zamieszkuje Ruth, internowana Niemka pochodzenia żydowskiego.

Wydawałoby się, że Ada odnalazła swoją drogę i namiastkę miłości w ramionach Susan. Okazuje się jednak, że dziewczynka w dalszym ciągu pozostaje zagubiona w swoich uczuciach i emocjach. Operacja czyni z niej dużo sprawniejszą osobę. Jednak gdy na drodze dziewczynki stają nowe osoby, ta panicznie boi się przyznać, że kiedyś miała szpotawą stopę. Nie chce być postrzegana jako kaleka, a wydźwięk tego słowa, nieustannie krąży gdzieś w jej myślach. Mimo że Ada nie ma już fizycznego kontaktu z matką ( nie będę tutaj zdradzać czemu, bo zniszczyłoby to przyjemność z odkrywania tej historii) to ta ciągle zamieszkuje jej myśli i duszę. Autorka dobitnie nakreśliła, jak wielką krzywdę  można wyrządzić dziecku brakiem miłości i wsparcia. Pokazała jak krucha jest psychika młodego człowieka, który praktycznie całe życie pozbawiany był poczucia własnej wartości, który przez osobę najbliższą nazywany był potworem. Matka wtłoczyła Adzie do głowy, że nie jest nic warta ze względu na jej wygląd, ułomność jej stopy. Ukrywała ją przed światem, znęcała się nad nią z tego powodu. Dziewczynce zatem trudno uwierzyć w zapewnienia nowych osób o jej wartości, boi się zaufać Susan, która ma serce na dłoni i chce dla niej jak najlepiej. Ada ciągle z dystansem podchodzi do nowych relacji, nie potrafi do końca kontrolować swoich emocji. Przez złe traktowanie w przeszłości jest zgorzkniałym dzieckiem.

Kolejnym istotnym wątkiem jest ten dotyczący Ruth. Dziewczyna pochodzi z Niemiec, zatem z miejsca zostaje napiętnowana jako szpieg. Nie pomagają tłumaczenia, że jest Żydówką. Nie tylko dorośli spoglądają na dziewczynę z podejrzliwością, czynią to również dzieci. Postać Ruth jest także podstawą do ukazania wątku dotyczącego religii. Ada uczy się czym jest judaizm, zaczyna pojmować odrębności, możliwość wolnego wyboru wiary. Dziewczynce trudno okiełznać jej istotę, chwilami myśli, że ich miasteczkowy pastor mógł kłamać twierdząc, że Jezus jest Bogiem, skoro Ruth uważa inaczej. Postać dziewczyny także stanowi podwaliny do poszerzania wiedzy Ady o wojnie. W pierwszym tomie stanowiła ona zaledwie tło wydarzeń, nie była najistotniejszym ich elementem, chociaż dzięki jej wybuchowi zmieniło się życie dziewczynki, co zaskakujące, na lepsze. Tutaj natomiast wchodzimy już w pewne niuanse, wojna staje się namacalne, a życie podczas niej się zmienia. Produkty żywnościowe są reglamentowane, Hitler panoszy się wśród państw Europy, a dzieci starają się zrozumieć, czemu Żydzi stali się znienawidzoną przez niego nacją.

Wojna, którą w końcu wygrałam to poruszająca wiele istotnych kwestii, wielowątkowa powieść dla dzieci, którą powinien przeczytać każdy dorosły. To przede wszystkim historia tolerancji. To powieść ukazująca, że warto być dobrym dla innych, ale również dla samego siebie. To książka pokazująca, że warto zaakceptować swoje wady i przywary, że nie wolno się wstydzić swojego ciała i poglądów. To także opowieść o wybieraniu dobra, o uczeniu się akceptowania inności, o przyzwoleniu na różnorodność i życie według własnych zasad.

Kimberly Brubaker Bradley po raz kolejny rozkochała mnie w swojej powieści. Drugi tom oczarował mnie nie mniej niż pierwszy. Zupełnie się nie dziwię, że książka została określona jedną z najważniejszych powieści zeszłego roku. Ją trzeba po prostu przeczytać, niezależnie od wieku. Szczególnie, gdy jest się rodzicem, powieść powinna być lekturą obowiązkową.

Tytuł: Wojna, którą w końcu wygrałam
Tytuł oryginału: The War I Finally Won
Autor: Kimberly Brubaker Bradley
Tłumaczenie: Marta Bręgiel-Pant
Data wydania (Pl): 2019
Liczba stron: 384
Wydawca: Wydawnictwo Entliczek



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl




Tę oraz inne powieści dla dzieci i młodzieży znajdziecie w księgarni internetowej gandalf.com.pl

poniedziałek, 17 lutego 2020

Dziennik napisany w obozie - "Stacja końcowa Auschwitz" Eddy de Wind



Przyznam, że jestem jedną z tych osób, które drażni najnowszy trend literacki, czyli powieści obozowe. Mam wrażenie, że po sukcesie Tatuażysty z Auschwitz każdy chce napisać bestseller osadzony w tym okrutnym miejscu. Dlatego jedyną książka obozową, na jakiej lekturę zdecydowałam się w tym czasie jest Stacja końcowa Auschwitz Eddiego de Winda, bowiem są to wspomnienia autora spisane jeszcze podczas pobytu w obozie.

Eddy de Wind był holenderskim lekarzem pochodzenia żydowskiego. Mężczyzna początkowo przebywał w obozie w Westerbroku, później wraz z żoną został zesłany do Auschwitz. Doświadczył wiele zła na każdym kroku, obserwował przemoc i wyzysk. Po wojnie często zastanawiał się, co sprawiło, że akurat on przeżył. Eddy'ego charakteryzowała bardzo dużą determinacja, dodatkowo motywowała go jego żona w potajemnych listach i podczas przelotnych spotkań. Po wojnie Eddy wyspecjalizował się w psychiatrii i pomagał osobom z syndromem poobozowym.

Jako że dziennik został spisany w trakcie pobytu autora w obozie, to jest napisany dosyć chaotycznie i przyznam, że dziwiło mnie, że napisany został w trzecioosobowej narracji. Głównym bohaterem książki jest Hans, alter ego Eddy'ego. W książce występują też inne postaci, znani zbrodniarze, chociażby Josef Mengele (autor jednak nie wymienianego z nazwiska). Dziennik de Winda przedstawia wydarzenia takimi, jakimi były, bez upiększania, bez zmiany pod wpływem faktów, które wypłynęły na światło dzienne już po wojnie.

Stacja końcowa Auschwitz to z pewnością istotna książka dla wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o obozie. Mnie jednak trochę zabrakło wstępu i przypisów, które wytłumaczyłby pewne sytuacje w trakcie lektury. Rolę takiego informatora czyni posłowie, trochę szkoda, że dopiero na koniec poznałam pewne fakty, które z pewnością ułatwiłyby mi lekturę i przybliżyły sylwetkę Hansa.



Tytuł: Stacja końcowa Auschitz
Tytuł oryginału: Eindstation Auschwitz
Autor: Eddy de Wind
Tłumaczenie: Iwona Mączka
Data wydania (Pl): 15 stycznia 2020 
Liczba stron: 288
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

piątek, 31 stycznia 2020

Recenzja przedpremierowa- "I żyli długo i szczęśliwie" C.C.MacDonald



Domestic thriller to jeden z moich ulubionych gatunków. Uwielbiam zaglądać za drzwi mieszkań bohaterów, wnikać w ich codzienne sprawy, odkrywać tajemnice pozornie normalnego życia. Gdy więc dane mi bylo przedpremierowo przeczytać I żyli i szczęśliwie  C.C.Macdonalda, nie zastanawiałam się ani chwili.

Naomi i Chris wraz z córeczką Prue wyprowadzili się do nadmorskiej miejscowości, gdzie remontują swój pierwszy wspólny dom. Bezskutecznie starają się o drugie dziecko, coraz częściej dochodzi między nimi do kłótni i spięć. Naomi nie chce rozmawiać ze swoim mężem, tematykę go przedmiotowo, czuję się samotna w związku. W końcu ulega Seanowi, ojcu kolegi Prue, poznanemu w żłobku. Nagle okazuje się, że jest w ciąży. Nie wie jednak kto jest ojcem dziecka. Tymczasem w domu i jego otoczeniu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy.


Powieść w  naszej głównej mierze stanowi przemyślenia głównej bohaterki, mało tutaj mrożącej krew w żyłach akcji i motywów rodem z thrillera. Autor nakreślił losy rodziny, która pod płaszczykiem idealności i bogactwa skrywa dysfunkcyjność i liczne pęknięcia. Jednak moim zdaniem portrety bohaterów zostały dobrze przygotowane. Osobiście lubię zaglądać do ludzkiego umysłu, zadziwiać się w jaki sposób może funkcjonować. Zadziwiało mnie jak szybko postaci wyzbywamy się wyrzutów sumienia, odrzucały cenione na co dzień wartości, czuły się nieszczęśliwe z błahych powodów. Z fascynacja wnikałam w umysły postaci tak różnych ode mnie, odrzucających wartości, które ja na co dzień stawiam na piedestale.

 MacDonald udowodnił, że potrafi budować zastanawiające postaci. Co prawda, już dawno nie spotkałam się z tak irytującą główną bohaterką, jednak prawdopodobnie chęć zrozumienia jej postępowania pchała mnie do przewracania kolejnych stron.
Naomi bowiem to kobieta skupiona jedynie na sobie i swoich planach, nie bacząca  na nikogo, mimo bycia matką i żoną. Wymyśliła sobie życie, datę ślubu, datę zajścia w ciążę, datę urodzin dzieci. Nieustannie czepia się męża, gdy za mało pracuje jest źle, gdy za dużo też jest źle. Przyznam, że facet ma stalowe nerwy albo po prostu lubi być popychadłem. Dobitnie o charakterze Naomi świadczą słowa jej męża, gdy ten traci w pewnym momencie rezon:


Robię to dla rodziny, jakiej chciałaś, którą dostałaś dokładnie wtedy, kiedy chciałaś, ponieważ cały świat zapadłby się w sobie, gdyby Naomi nie dostała dokładnie tego, czego chce, dokładnie wtedy, kiedy chce, niezależnie od tego czy diablo wezmą moją karierę, czy nie.

Przyznaję, że dość długo zajęło mi wciągnięcie się w fabułę, jednak kiedy już się to stało, książkę czytało mi się dobrze i byłam ciekawa ostatecznego rozwiązania, które uważam za satysfakcjonujące. Ostatecznie uważam, że to niezła powieść, szczególnie dla czytelnika lubujacego się w powieściach obyczajowych i psychologicznych.

Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tytuł oryginału: Happy Ever After
Autor: C.C. MacDonald
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data wydania (Pl): 12 lutego 2020
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Otwarte


wtorek, 28 stycznia 2020

Recenzja premierowa - "Ktoś, kogo znamy" Shari Lapena



Shari Lapena zdobyła spore grono czytelników dzięki swoim poprzednim powieściom: Parze zza ściany, Niechcianemu gościowi czy Nieznajomej w domu. Dzisiaj premierę ma jej kolejny thriller Ktoś, kogo znamy.

W Aylesford dochodzi do nocnych włamań. Jednak mieszkańcy odwiedzanych domów nie mają o nich pojęcia do czasu aż otrzymują anonimowy list od matki włamywacza, informujący ich o tym zdarzeniu. Dodatkowo zostaje zamordowana właścicielka jednego z domów, do którego uprzednio się włamano i sprawy zaczynają się mocno komplikować.

Książka  Lapeny wciąga już od pierwszych stron i najlepiej zarezerwować sobie trochę czasu na jej czytanie, bo nie sposób odłożyć tej książki aż do zamknięcia końcowej części okładki. Jest to po trosze domestic thriller, jednak nie rozciągający się tylko na małżonków zamieszkujących w jednym domu, a na całe sąsiedztwo. Atmosfera książki poniekąd przypominała mi jeden z moich ulubionych seriali Gotowe na wszystko.

Linia fabularna powieści jest początkowo mocno poszarpana. Co rozdział pojawiają się nowe wątki, wprowadzane są nowe postaci. Wzmaga to ciekawość, bo dodatkowo jako czytelnicy, praktycznie ze strony na stronę dowiadujemy się nowych rewelacji, które diametralnie zmieniają postrzeganie niektórych osób. Dodatkowo niemałą zagadkę stanowi odnalezienie mordercy. Pikanterii dodaje fakt, że autorka miesza w fabule, sprawnie myli wątki i do samego końca nie wyjawia prawdy. Ostatnie zdania książki, zawarte już w epilogu, stanowią niemałe zaskoczenie. 

Lapenie udało się zbudować małomiasteczkowy klimat, ukazać bliskie relacje sąsiedzkie będące jedynie ułudą. Każdy skrywa jakiś sekret, nikt nie jest kryształowo czysty, a wydarzenia nie są takimi, jakimi mogłyby się wydawać. Autorka ciekawie nakreśliła postaci, pokazała jak ich charaktery zmieniają się pod wpływem zagrożenia i nerwów. 

Ktoś, kogo znamy to moim zdaniem dobrze napisany thriller. Czyta się go z wypiekami na twarzy, dynamika scen i zmiany narracji mocno się do tego przyczyniają. Książka idealna dla każdego fana gatunku.



Tytuł: Ktoś, kogo znamy
Tytuł oryginału: Someone We Know
Autor: Shari Lapena
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Data wydania (Pl): 28 stycznia 2020
Liczba stron: 336
Wydawca: Zyska i S-ka


Recenzja napisana dla bookhunter.pl Za egzemplarz powieści dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

czwartek, 23 stycznia 2020

Tam i z powrotem - "Cynamon, kłopoty i ja" Dagmar Bach




Pierwszy tom Cynamonowej trylogii totalnie mnie zauroczył. Książka spodobała mi się na tyle, że z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnej części, mimo tego, że nastolatką już dawno nie jestem, a książka docelowo dla tej grupy wiekowej jest przeznaczona.


W drugim tomie Vicky znowu musi zmierzyć się z przeskokami do innego wymiaru. Tym razem poznaje kolejny i razem ze swoją przyjaciółką wymyśla listowy system komunikacji z inną wersją siebie. W poprzednim tomie, nasza główna bohaterka irytowała się zmianami wprowadzanymi w jej życie, tym razem to ona miesza w życiu dziewczyny, z którą się zamienia.

W realnym świecie natomiast Vicky zaczyna na poważnie umawiać się z Konstantinem, jej ciotka szuka miłości życia, do pensjonatu dziadków wprowadza się nawiedzona Rozalia, a jej mama zaczyna widywać się z burmistrzem. Dodatkowo Vicky odbywa praktyki zawodowe w piekarni.

Po przeczytaniu Cynamonu, kłopotów i mnie utwierdziłam się w przekonaniu, że warto było czekać na kolejną część tego cyklu. Autorka po oraz kolejny porwała mnie swoim poczuciem humoru i szaloną konstrukcją świata przedstawionego. Książka jest niesamowitą komedią pomyłek. Podróże Vicky odbywają się zawsze w najmniej oczekiwanym momencie, co komplikuje niesamowicie jej życie, a w czytelniku wzbudza niepohamowaną wesołość.


Uwielbiam absurdalność humoru Dagmar Bach. Autorka ma talent do tworzenia niezwykłych historii, tych mogących się przydarzyć każdemu i tych całkowicie fantastycznych, które rozbawiają do łez i sprawiają, że przez książkę brnie się z przyjemnością.

Bardzo podoba mi się także zróżnicowana konstrukcja bohaterów. W tym tomie mogliśmy nieco więcej dowiedzieć się o ojcu Vicky. Poza tym dokładniej poznajemy Konstantina, ciocię Polly, a także mamy okazję przeczytać o zupełnie nowych bohaterach.

Autorka nie zdradza za wiele, dalej nie wiem czemu Victoria przeskakuje do innych wymiarów. Dzięki temu niesamowicie wzrasta apetyt na ostatni tom trylogii.

Cynamon, kłopoty i ja Dagmar Bach to fantastyczna kontynuacja. Powieść jest wspaniałe skonstruowana i zawiera wszystkie elementy, którymi oczarował mnie pierwszy tom. Jeśli jeszcze tej książki nie znacie, a lubicie prozę podobną do twórczości Kerstin Gier to nie macie na co czekać. To zdecydowanie książka dla was.


Tytuł: Cynamon, kłopoty i ja
Tytuł oryginału: Zimt und Zuruck
Autor: Dagmar Bach
Tłumaczenie: Anna Urban
Data wydania (Pl): 18 września 2019
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Media Rodzina



Recenzja napisana dla portalu bookhunter.pl



Za egzemplarz powieści dziękuję księgarni internetowej gandalf.com.pl

środa, 22 stycznia 2020

Książkowe podsumowanie roku 2019

Połowa stycznia za nami, a ja w końcu zabrałam się za czytelnicze podsumowanie roku 2019. Pewnie jestem jedną z ostatnich osób lub rzeczywiście ostatnią, która takie podsumowanie robi. Udało mi się przeczytać 90 książek, co jest dla mnie wynikiem ponadprzeciętnym i nigdy taka liczba lektur przez moje ręce się nie przewinęła. Był to niezły rok czytelniczo, chociaż przyznaję, że mało książek powaliło mnie na przysłowiowe kolana.  Całe szczęście w moje ręce nie wpadły złe książki, zdarzyło się parę rozczarowań, ale o tym poniżej.






Jedną z książek, która zdobyła mój czytelniczy świat i to w lipcu byli Immortaliści Chloe Benjamin. Powieść o przewrotności losu, próbach jego oszukania, o rodzeństwie, które w dzieciństwie usłyszało wróżbę, jakiej nie mieli prawa usłyszeć. Świetna powieść obyczajowa, genialnie zbudowane postaci i przedstawienie ich losów na tle zachodzących zmian kulturalno - politycznych. 


Dopiero w tym roku miałam okazję sięgnąć po Służące Kathryn Stockett i od razu się w tej powieści zakochałam. Autorka po mistrzowsku pokazała zmiany polityczne na tle rasowych zachodzące w USA w zeszłym wieku. To powieść o silnych kobietach, które zostały napiętnowane jedynie przez kolor swojej skóry.


Czyż nie dobija się koni? Horace Maccoya to powieść krótka, a niezwykle treściwa. Ukazanie beznadziei życia podczas trwającego godzinami dancingu było niezwykle żywe i dające do myślenia. To fantastyczna powieść egzystencjalna.


Podium należy się też reportażowi The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki autorstwa Kate Moore. Pierwszy raz spotkała się z tak osobistym podejściem do postaci. Ogólnie cała historia zawarta w tej książce mocno mnie zbulwersowała, bo jak większość, nie miałam pojęcia o takich praktykach. Każdemu polecam.


Zakochałam się w przygodach Tosi Tarapaty od pierwszej strony. Cieszę się niezmiernie, że tak zabawne książki powstają na naszym rodzimym rynku i dostarczają dobrej rozrywki dzieciom. Nie mogę się doczekać kolejnych przygód tej rezolutnej dziewczynki, które, mam nadzieję, niedługo wyjdą spod pióra Pawła Maja. 



Siedem śmierci Evelyn Hardcastle Stuarta Turtona jest dla mnie objawieniem zeszłego roku. To klasyczny kryminał w nowym wydania, zupełnie nowa jakość i historia przyprawiająca o zawrót głowy.




Śnieżna siostra Mai Lunde to książka, którą będę polecać wszystkim. Ten swoisty kalendarz adwentowy oczarowuje nie tylko zawartym na stronicach tekstem, ale również przepięknymi ilustracjami. Książka urzekła mnie poważnym tematem, który został podany w niezwykle przystępnej formie, tak by książka mogła pozostać książką dziecięcą.





Pewnie wybór tej powieści zdziwi niektórych, ale mnie Współlokatorzy Beath O'Leary rozczarowali. Zanim sięgnęłam po książkę naczytałam się mnóstwa pozytywnych opinii, jakoby miała być czymś wyjątkowym. Dla mnie nie była. Ot, zwykłe romansidło.




Zjazd absolwetnów Guilliame Musso zupełnie mnie nie porwał. Liczyłam na naprawdę dobry thriller, a otrzymałam poprawny z wieloma nawiązani do współczesnej polityki Francji.


A ja żem jej powiedziała Kasi Nosowskiej okazała się książką zawierającą zbiór trywialnych prawd. Dla mnie niestety ta książka pozostała próba zarobienia na popularności kanału na Instagramie.