Pokazywanie postów oznaczonych etykietą realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą realizm magiczny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2020

Płynąc z nurtem - "Była sobie rzeka" Diane Setterfield



Są takie opowieści, od których nie sposób się oderwać już od pierwszej strony. Historie porywające niczym nurt rzeki, wciągające jak jej prąd. Taką książką jest Była sobie rzeka Diane Setterfield. Autorka od początku łapie czytelnika za rękę, wciąga go w wir niespotykanych wydarzeń, wodzi za nos i przeciąga przez most do stworzonego przez siebie świata.

W gospodzie w Radcot dochodzi do niecodziennego zdarzenia. Nagle w drzwiach pojawia się przemoczony mężczyzną trzymający w ramionach dziewczynkę. Malutka jest martwa i wszyscy nad nią boleją, gdy ta nagle ożywa. Dziecko wydaje się zdrowe, jest jednak nieme, więc nie może odpowiedzieć na zadawane pytania. W Radcott zjawiają się za dwie rodziny twierdzące, że znaleziona dziewczynka jest częścią ich familii. Tak rozpoczyna się ciąg niezwykłych i magicznych zdarzeń. 

Była sobie rzeka jest niczym opowiadana w gospodzie gawęda, baśń podawana z ust do ust. Jej wersje nieco się różnią, ale ma wiele elementów wspólnych. Nie da się ukryć, że dużą rolę odgrywa przytoczona w powieści legenda o Cichym, ojcu który przywrócił swoje dziecko do życia sam zaprzedając swoją duszę. Duże znaczenie ma też czas, w którym rozpoczęła się akcja: 
To była najdłuższa noc w roku, noc zimowego przesilenia. (...)Jak wiadomo, gdy wydłużają się księżycowe godziny, ludzie odstępują od regularności swych mechanicznych zegarów. Zapadają w drzemkę w środku dnia, śnią na jawie i leżą z otwartymi oczami w nieprzeniknionych ciemnościach nocy. To czas magii. Kiedy granica między dniem i nocą rozciąga się i zaciera, to samo dzieje się z granicą między światami. Sny i opowieści mieszają się z rzeczywistością, żywi i umarli ocierają się o siebie, przychodząc i odchodząc; przeszłość zbiega się i przenika z teraźniejszością. 

Historia dziewczynki przyniesionej do gospody nieustannie krąży wśród mieszkańców, daje im temat do plotek i wymiany zdań. Jest niczym Tamiza zwalnia, przyspiesza, jej istotą jest ruch. Ta opowieść napędza akcję, chociaż muszę przyznać, że miejscami jest zwyczajnie przegadana. Powieść Setterfield napisana jest w nurcie realizmu magicznego. Tutaj prawda miesza się z fikcją, jawa ze snem, świat romantyczny ze szkiełkiem i okiem. Tylko nieliczni bohaterowie dostają szansę dostrzeżenia tego, co dla innych pozostaje niewidoczne. Bohaterowie są różnorodni, w dobrych domach czai się zło, w złych odnaleźć można iskierkę dobra. To przede wszystkim opowieść o pragnieniach, o tym, że nie zawsze to co postrzegamy za swój celem do końca nim pozostanie. To rozważania na temat życzeń z jednoczesnym bolesnym uświadomieniem wszystkich rzeczy, jakich nie można mieć. 

Była sobie rzeka wciągnęła mnie niczym nurt Tamizy. Ta powieść mnie oczarowała i porwała do świata za mostem, do gospody i niecodziennych bohaterów. Pokochałam pióro i piękny język jakim posługuje się autorka. Czytajcie, ufam że zauroczycie się tak samo jak ja. 



Tytuł: Była sobie rzeka Tytuł oryginału: Once Upon a River Autor: Diane Setterfield Tłumaczenie: Izabela Matuszewska Data wydania (Pl): 11 marca 2020 Liczba stron: 480 Wydawnictwo: Albatros



Recenzja napisana dla portalu Bookhunter.pl



czwartek, 11 sierpnia 2016

Pomiędzy jawą a snem - "Dwadzieścia siedem snów" Marta Alicja Trzeciak


Oniryzm to częsty motyw literaturze. Sny jako takie od zawsze fascynował ludzkość, a ta od zarania dziejów próbowała dociec ich znaczenia i doszukiwać źródła ich powstania, badając swoją podświadomość. Do dzisiaj marzenia senne pozostają niezgłębioną zagadką, która po wielu latach od powstania teorii psychoanalizy, w dalszym ciągu stanowią nieustanne źródło inspiracji, chociażby dla współczesnych autorów. Jednym z nich jest Marta Alicja Trzeciak, która tę materie wykorzystała w swojej najnowszej powieści Dwadzieścia siedem snów.

Młoda pisarka poszukując weny wyrusza na wieś do Tego Nowego i wynajmuje pokój u miejscowej, zwanej Szarą. Kobieta wybiera ten, który według najmłodszej z mieszkanek domu jest nawiedzony, bo ktoś przychodzi i szepcze, sprawiając, że od razu się zasypia. Już pierwszej nocy narratorka powieści ma przedziwne sny,  a każdy następny stanowi rozwinięcie poprzedniego. Jej mary są na tyle realne, że jawa zaczyna zlewać się ze snem, a ten staje się na tyle realny, że ciężko rozpoznać, co jest prawdą, a co jest tylko marą. Dzięki swoim wizjom młoda pisarka poznaje historię Szarej i jej rodziny oraz klątwy, która została na nich rzucona. Dowiaduje się także o relacjach panujących w Tym Nowym i Tym Starym, a także kim jest żyjąca samotnie na wzgórzu Milena.

Powieść Marty Alicji Trzeciak jest typowym przykładem tendencji estetycznej jaką jest realizm magiczny. Autorka stopniowo wprowadza w świat marzeń sennych, pozwalając czytelnikowi, tak jak głównej bohaterce powieści, zatracić możność rozróżnienia między prawdą i fikcją. U Trzeciak wszystko jest nie z tego świata, a nawet jak wydaje się dość prawdziwe,  to przedstawione zostało w taki sposób, by zatracić poczucie realności i możności rozpoznawania jawy i snu. Dodatkowo powieść powiązana jest dość istotnie ze słowiańską mitologią, nawiązując do postaci boginek opiekujących się ciężarnymi i nowo narodzonymi dziećmi - Rodzanic. 

Dwadzieścia siedem snów zachwyciło mnie i wciągnęło już od pierwszej strony. Nie trzeba mnie długo namawiać na historie nawiązujące do słowiańskiej mitologii i wierzeń, bo ta od zawsze przyciągała mnie w niezrozumiały sposób. Niezaprzeczalnym atutem tej historii są także jej bohaterki. Kobiety o trudnej przeszłości, wielu przejściach, kobiety charakterne, z jednej strony nie dające sobie pluć w kaszę, z drugiej naiwnie poddające się złemu losowi i uparcie wierzące w nałożoną na nie klątwę. 

Powieść Marty Alicji Trzeciak to historia nietuzinkowa, wymykająca się wszelkim klasyfikacjom i schematom. Jest to opowieść, z gatunku tych, których się nie zapomina – pełna niejasności i niedopowiedzeń, wymagająca pochylenia się nad jej treścią i smakowania ukrytych w niej motywów. Aż ma się ochotę delektować nią niespiesznie i  chłonąć  jej magię, starając odkryć, gdzie kończy się jawa, a zaczyna sen.


Tytuł: Dwadzieścia siedem snów
Autor:  Marta Alicja Trzeciak
Data wydania: 19 maja 2014
Liczba stron: 336 
Wydawnictwo: Kobiece


Za możliwość zatracenia różnicy miedzy jawą a snem dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.