
Co najciekawsze, na początku powieści poznajemy kulminację
historii zaczynającą się od słów „Alabama
ma swoich Bogów: jackadaniel'sa, gwiazdorów szkolnych drużyn futbolowych,
pikapa i wielkie cycki, jak również Jezusa. Ja zabiłam jednego z nich” Dopiero
później dowiadujemy się jak do tego
doszło. Okiem obserwatora widzimy jak Arlene się zmieniała, znamy jej myśli
przeżycia. Poznajemy rodzinne tajemnice.
Trzeba przyznać, ze
postaci są bardzo wyraziste. Mają mocne charaktery, chociaż powierzchownie wydają
się kruche i delikatne. Zarówno Arlene, jak i jej ciotka zaciekawiają swoją
osobowością. Smaczku całej historii dodaje postać chorującej na ciężką depresję
i nerwicę mamy dziewczyny oraz podziwianej przez nią kuzynki.
Powieści Joshilyn Jackson,
jak dla mnie, mają w sobie „to coś”.
Może to opisy bohaterów, może ciekawa historia, może tajemnica, która zawsze
jest w nich zawarta. A może to, że ukazana w nich historia naprawdę wciąga.
„Bogów Alabamy” po prostu pochłonęłam i nie byłam w stanie się od nich oderwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za zostawiony po sobie ślad. Wszystkie komentarze są dla mnie ogromną motywacją :)