Magiczne dżinsy i czwórka
przyjaciółek wracają, by znaleźć się na życiowym rozdrożu
pomiędzy dzieciństwem a dorosłością.
Dziewczyny kończą liceum, a co za tym
idzie, musza przyzwyczaić się do myśli, że kolejny, wspólnie
spędzony w rodzinnym mieście rok, już za nimi. Tym razem autorka
funduje czytelnikom przyspieszony kurs dorastania bohaterek.
Tibby nie może pogodzić się z
upływem czasu. Jeszcze nie wyjechała na studia, a już odczuwa
tęsknotę za domem i przyjaciółkami. Zamyka się w sobie,
odsuwając od siebie najbliższych.
Bee wraca na miejsce, gdzie poznała
Erica, tym razem w roli trenera. Musi zmierzyć się ze swoimi
demonami.
Carmen zastanawia się, jakim cudem
okazuje się być w oczach innych dobrą osobą, gdy tak naprawdę wypływa z niej złość.
Lena oddaje się malarstwu i za wszelka
cenę chce udowodnić praktycznemu ojcu, że uczelnia artystyczna to
miejsce dla niej.
Autorka po raz kolejny maluje przed
czytelnikiem obraz młodzieży wchodzącej z przytupem w kolejny
etap życia, dorosłość. Każda z dziewcząt pozbywa się swoich
dziecięcych wizji, przywiązania i choćby nieświadomie, staje się
dojrzała, a jej poglądy ugruntowane. Narzucając dziewczętom różne
role, Brashares zmusza je do walki o swoją przyszłość, wręcz każe
im walczyć o swoje.
I tym razem
poznajemy losy dziewcząt z różnej perspektywy, opisywane poprzez
narracje trzecioosobową (pomijając wstęp). Tym razem zabrakło mi
pierwszoosobowej opowieści, która moim zdaniem. Pełniej
pozwoliłaby zaznajomić się z odczuciami bohaterek.
Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów
– trzecie lato to przedostatni tom cyklu (przynajmniej biorąc
pod uwagę wydane w Polsce części. Brashares jak zwykle kreśli
przed czytelnikiem historię z drugim dnem, niosąc przesłanie nieważne, gdzie pchnie nas los, warto trzymać się za ręce i
nie wyzbywać swoich korzeni i dawnych, wspaniałych znajomości.
Tytuł: Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów - trzecie lato
Tytuł oryginału: Girls in Pants: The Third Summer of the Sisterhood
Tłumaczenie: Krzysztof Adelt
Data wydania: 2007
Wydawnictwo Egmont (książka została wznowiona przez wydawnictwo YA!)
środa, 14 grudnia 2016
Jeśli
myślicie, że to 50 twarzy Grey’a rozpoczęło rewolucję
seksualną w książkach to jesteście w błędzie. Już w latach
80-tych Anne Rice wydała Przebudzenie Śpiącej Królewny.
Oczywiście w Ameryce. U nas wtedy o takich rzeczach się nie śniło,
a swoje pożądanie chowano skrzętnie pod grubą, wykrochmaloną
kołdrą, pomieszkując w kącie u rodziców w m2.
Śpiąca Królewna w wyobraźni autorki
też zostaje wybudzona ze snu, ale nie słodkim pocałunkiem
ukochanego, lecz gwałtem. Nie umyka żaden szczegół, bo akt ten
został opisany bardzo brutalnie i szczegółowo. Po przebudzeniu
musi udać się na naukę do zamku, który włada wszystkimi
królestwami w regionie. Dziewczyna zostaje zatem pozbawiona
odzienia, zarzucona na ramię zabierającego ją księcia i podróżuje
do królestwa, a każdy jej towarzysz i mijany przechodzień może
oglądać jej płeć. Różyczka, bo tak królewna ma na imię,
trafia na rozwiązły dwór, gdzie ma zostać sponiewierana i
sprawdzona erotycznie. Dodam, że wszystkie królowe i królewny
lubują się w upokarzaniu innych i wymyślnych torturach.
Przebudzenie Śpiącej Królewny stanowiło dla mnie ciężki kąsek do przełknięcia. Książkę
kupiłam parę ładnych lat temu, gdy w Polsce rozpoczynał się bum
na powieści erotycznie i zupełnie nie wiedziałam, czego po niej
oczekiwać. Ksiazk jest pornografią w czystej, wyuzdanej postaci. Autorka lubuje się w tematayce sado maso i niczym Rihanna w swojej piosence hołduje wyznaniu: sticks and stones may break my bones but chains whips excite me. Uwierzcie na słowo, ale po tej lekturze, słowo trzepaczka już nigdy nie będzie się Wam kojarzyło z niewinnym narzędziem do ubijania piany z białek. Ksiazka potrafi zniszczyć psychikę, bo traktuje o wielu, naprawdę obrzydliwych rzeczach, a jej głównym tematem jest upokorzenie drugiej osoby.
Ostatnio miałam szczęście do
czytania dobrych książek, takich które zmuszały mnie do
refleksji, rozpamiętywania, poszukiwania literatury o podobnej
tematyce. Niemniej jednak pośród perełek zdarzają się
egzemplarze beznadziejne i kiepskie, takie o których najlepiej od
razu zapomnieć i przestrzec innych przed ich czytaniem. Taką
pozycją jest Przebudzenie Śpiącej Królewny Anne Rice. Zdecydowanie nie polecam.
Film został zainspirowany prawdziwą historią o nadzwyczajnej odwadze i wielkiej sile miłości. Pięcioletni chłopiec gubi się na ulicach Kalkuty, tysiące kilometrów od domu. Napotkanym ludziom nie jest w stanie powiedzieć o sobie wiele. Nie zna nazwiska ani adresu rodziny. Zdany wyłącznie na siebie, musi stawić czoła zagrożeniom czekającym na ulicach wielomilionowego miasta. W najmniej oczekiwanym momencie jego los odmienia para Australijczyków. 25 lat później, już jako mężczyzna, wyrusza na poszukiwanie utraconego domu i rodziny.
Czemu go wybrałam? Bo wydaje się idealnym i ciepłym filmem o poszukiwaniu swojej tożsamości.
Premiera 9 grudnia
Z innego świata
Mal de pierres
Reżyseria: Nicole Garcia
Gabrielle (Marion Cotillard) pochodzi z małego miasteczka na południu Francji, gdzie marzenia o prawdziwej, przepełnionej namiętnością miłości uchodzą za skandaliczne i szalone. W czasach, w których liczą się przede wszystkim stabilizacja i bezpieczeństwo, rodzice dziewczyny, wbrew jej woli, wydają ją za mąż za José (Alex Brendemühl), uczciwego i pracowitego hiszpańskiego farmera. Kiedy po latach spokoju u boku męża, Gabrielle wyjeżdża do uzdrowiska w Alpach i poznaje tam André (Louis Garrel), przystojnego żołnierza, który rozpala w niej od dawna skrywane żądze, w jej życiu na nowo pojawiają się pasja i namiętność. Tym razem Gabrielle jest zdeterminowana, by podążać za swoimi pragnieniami.
Czemu go wybrałam? Bo wydaje mi się, że istnieje drugie dno, że film ten może zaskoczyć swoim zakończeniem.
Premiera 25 grudnia
Pasażerowie
Passengers
Reżyseria: Morten Tyldum
Podczas międzyplanetarnej podróży kosmicznej do nowego domu, na nową planetę, dwoje pasażerów – wskutek niezrozumiałych, tajemniczych okoliczności – budzi się z hibernacji dziewięćdziesiąt lat za wcześnie. Jim (Chris Pratt) i Aurora (Jennifer Lawrence) zakochują się w sobie, wiedzą, że spędzą na pokładzie resztę życia. Szybko odkrywają, że statek kosmiczny znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a życie pasażerów zależy tylko od nich... Powoli dowiadują się także, dlaczego ich wybudzenie nie było przypadkowe.
Dlaczego go wybrałam? Po pierwsze, Jennifer Lawrence, po drugie Jennifer Lawrence, po trzecie Jennifer Lawrence.
Ukryte piękno
Collateral Beauty
Reżyseria: David Frankel
Osobista tragedia sprawia, że pewien nowojorski specjalista od reklamy popada w głęboką depresję. Jego znajomi opracowują niekonwencjonalny plan, by wyleczyć go z choroby.
Czemu go wybrałam? Wydaje się być idealnym filmem na święta.
Siedem minut po północy
A Monster Calls
Rezyseria: J.A.Bayona
Niewielu jest dorosłych, którzy mieliby tyle odwagi co 10-letni Josh. Chłopiec codziennie musi bronić się przed grupą starszych chłopaków, którzy prześladują go w szkole. Prawdziwy dramat jednak rozgrywa się w domu chłopca. Samotnie wychowująca go matka przegrywa walkę z chorobą, a lekarze rozkładają ręce. W tej sytuacji Josh zyskuje niezwykłego sprzymierzeńca - jest nim mroczna istota ze snów, która za pośrednictwem niezwykłych magicznych opowieści wciąga Josha w świat, gdzie znaleźć można odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.
Czemu go wybrałam? Uwielbiam filmy utrzymane w stylistyce baśni.
Ja to jednak ja. Nie ma to, jak obejrzeć film o Wielkanocy na miesiąc przed Bożym Narodzeniem. Ogólnie film bardzo sympatyczny. Swoją drogą, marzyliście kiedyś żeby zostać królikiem Wielkanocnym? Bo takie marzenie miał główny bohater.
Sympatyczny film ze świata Harry Pottera i w sumie tyle. Jest w nim sporo smaczków dla Potetromainiaków, ale jakoś, w ogólnym rozrachunku film mnie na kolana nie powalił. Cieszy jednak przesłanie jakie niesie, że trzeba dbać o zagrożone gatunki, bo najgorszym
Genialny serial, który po prostu zwalił mnie z nóg. Rewelacyjny klimat, gra aktorska na najwyższym poziomie, skrzętnie ukryte rozwiązanie zagadki. Majstersztyk.
źródło Obejrzałam parę odcinków, ale jakoś serial mnie porwał i nie wiem, czy będę miała ochotę go jeszcze oglądać.
Niejednokrotnie
czytając książki o wojnie myślę o tym, jak bardzo w dzisiejszych
czasach jesteśmy słabi. Narzekamy na uciekający autobus, nie
działający komputer, brak czasu. Przecież ludzie, nasi dziadkowie,
żyjący w czasach II Wojny Światowej takie problemy jak mamy
dzisiaj spychali na dalszy plan. Ich codzienne życie było walką o
przetrwanie, a każdy kolejny dzień niezwykłym darem. Potrafili
docenić prozę dnia codziennego, która nam, niestety, coraz
częściej w biegu umyka. Trochę się rozpisałam, trochę
pofilozofowałam, ale takie właśnie są moje pierwsze refleksje po
lekturze Liliowych dziewczyn Marthy Hall Kelly - książki która
całkowicie zawładnęła moją duszą i sercem.
Bohaterkami
powieści są trzy dziewczyny, każda żyjąca w innym zakątku
świata, każda na swój sposób zaangażowana w II wojnę światową.
Nie wiedzą, że ich losy zostaną połączone poprzez Ravensbrück,
obóz koncentracyjny dla kobiet.
Kasia,
młoda panienka wiedzie normalny żywot nastolatki do czasu wybuchu
wojny. Kiedy Niemcy najeżdżają na Polskę, a do jej rodzinnego
Lublina zaczynają przybywać warszawiacy i wojska niemieckie,
dziewczyna zostaje odarta z dzieciństwa. Zaczyna działać w
podziemiu, jednak jej działalność nie trwa długo. Wskutek
niefrasobliwości zostaje pojmana wraz z rodziną i znajomymi i
przewieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück.
Tam Kasia poznaje inny świat. Świat okrutny, pełen
niewytłumaczalnej przemocy, przesiąknięty strachem o
każdą kolejną chwilę.
Caroline
jest prawie czterdziestoletnią, amerykańską aktorką, działającą
w organizacjach prospołecznych wspierających francuskie sieroty.
Kobieta prowadzi ich adopcję, posyła paczki z ubraniami, jednym
słowem jest dobrą duszą. Gdy amerykański rząd obcina dotacje,
kobieta sprzedaje co cenniejsze rzeczy, by kontynuować swoją
działalność. Pewnego dnia Caroline poznaje Paula, w którym bez
reszty się zakochuje. Mężczyzna wraca jednak do Europy, a do
Caroline dochodzą wieści, że trafił do obozu koncentracyjnego.
Herta
jest Niemką wychowaną w konserwatywnej rodzinie. Poznajemy ją w
chwili, gdy wraz z jej empatycznym ojcem odwiedza żydowskiego
lekarza. Ojciec wpajał dziewczynie szacunek do innych nacji, do
drugiego człowieka, nie zgadzał się z faszystowską teorią
nadludzi i nie popierał masowych wysiedleń i egzekucji ludności
żydowskiej. Dziwi zatem zachowanie Herty. Kobieta pewnego dnia
znajduje w gazecie ogłoszenie o pracy dla lekarki w obozie pracy w
kurorcie w Ravensbrück. Początkowo
młoda lekarka jest przerażona traktowaniem więźniów i nie
planuje zostawać w murach ośrodka. Jednak chęć zrobienia kariery
i zdobycia uznania, a także zarobienia pieniędzy powodują, że
zmienia zdanie, a jej serce staje się z dnia na dzień coraz
bardziej zatwardziałe. Ostatecznie kobieta posuwa się do
makabrycznych czynów.
Liliowe
dziewczyny to powieść, która porusza każdy skrawek umysłu,
myśli i uczucia czytelnika. To żywo opowiedziana historia kobiet
związanych z Ravensbrück – bezpośrednio i pośrednio, oparta na
historycznych faktach. Dwie spośród głównych bohaterek – Herta
i Caroline, a także pracownicy obozu koncentracyjnego są
autentycznymi postaciami, co czyni książkę bardziej realną i
jeszcze bardziej przerażającą. Powieść ta w przystępny sposób
ukazuje rys historyczny począwszy od września 1939 roku a na roku
1959 kończąc. Mimo przekłamania paru faktów stanowi spore źródło
wiedzy o tamtych czasach.
Powieść
została napisana w narracji pierwszoosobowej z perspektywy trzech
głównych bohaterek. Forma taka sprawia, że przez dość pokaźnych
rozmiarów książkę po prostu się płynie. Dodatkowo rozwiązanie
to potęguje emocje i przerażenie. Nie raz i nie dwa, czytając
makabryczne opisy aż cała się trzęsłam i płakałam, a takie
uczucia rzadko mną targają podczas lektury.
Martha
Hall Kelly ukazała swoje bohaterki jako kobiety silne, niezłomne,
walczące o swoje. Herta marzy o uznaniu w środowisku, Caroline o
pomocy innym i miłości, a Kasia o wolności i bezpieczeństwie
bliskich. Każda z nich podporządkowuje swoje czyny, by zdobyć
upragniony cel.
Liliowe
dziewczyny okazały się najbardziej poruszającą lekturą, jaką
miałam okazje czytać w tym roku. To książka, o jakiej się nie
zapomina, powieść, która zadecydowanie wybija się na tle innych.
Chapeau bas, pani Hall, tym bardziej że to pani debiut autorski.
Tytuł: Liliowe dziewczyny
Autor: Martha Hall Kelly
Tłumaczenie: Julia Szajkowska
Liczba stron: 664
Data wydania (Pl): 27 września 2016
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Książka trafiła do mnie dzięki akcji Book Tour organizowanejprzez autorkę blogarudarecenzuje.blogspot.com
Co roku z niecierpliwością czekam na
Wrocławskie Targi Dobrej Książki, które odbywają się na
początku grudnia. Pierwotnie moja przygoda z nimi zaczęła się w
pięknie odremontowanych, zabytkowych wnętrzach Dworca Głównego
PKP. Ze względu na dość małą powierzchnię, trzeba się było
przeciskać w tłumie, ale klimat tego wspaniałego budynku i
wszechobecność książek wszystko wynagradzały.
Zeszłoroczne targi organizowane w Hali
Stulecia pamiętam jako jeden, wielki zamęt i ogromne tłumy.
Zjawiło się naprawdę wielu wystawców, odbyło się też spotkanie
blogerów, a organizatorzy przygotowali dla blogosfery specjalne
wykłady. Jako że była wtedy początkującą blogerką i właściwie
nikogo nie znałam, nie odważyłam się i na spotkaniu się nie
zjawiłam. A szkoda, bo w tym roku nowy organizator postanowił go
nie robić.
W tym roku Targi odbyły się w głównym
budynku Hali. Miałam wrażenie, że jest dużo mniej stoisk
(przeglądając wiele promocji zdążyłam przelecieć po
wszystkich stoiskach w przeciągu około godziny, co rok temu było
niewykonalne). Później się okazało, że to nie wrażenie, a
rzeczywiście rok temu pojawiło się znacznie więcej wystawców.
Ogólnie w Hali panowała cisza i
spokój, ale zjawiłam się na nich wieczorem, tuż przed
zamknięciem, więc to mnie jakoś specjalnie nie dziwiło.
Na ogromny plus zasługują promocje,
bo mimo mniejszej ilości stoisk, można było wyhaczyć książki po wyjątkowo okazyjnych cenach. Większość wydawców
oferowała około 25% zniżki na swoje tytuły. Niektórzy
sprzedawali książki po konkretnej, niskiej cenie, np. 10, 20 zł.
Tak było np. na stosiku Rebisu czy Czarnej Owcy.
Dzięki niskim cenom kupiłam trzy
powieści dla siebie, 3 książki kucharskie i dwie powieści na
prezenty. Dodatkowo dostałam plakat z okładką „Harry Potter’a
i przeklętego dziecka” od bardzo sympatycznej pani z Wydawnictwa
Media Rodzina.
Na zdjęciu widać moje łupy:
- Czwartkowe wdowy Claudia
Piñeiro – upolowana na stoisku wydawnictwa Sonia Draga za 10 zł;
- Czekoladowe pragnienie Care
Santos – j.w.;
-Pani Hazel i Klub Rosy Parks Jonathan Odell - upolowana na stoisku wydawnictwa WAM za 10 zł;
- 102 ciasta z owocami siostry
Anastazji i 113 dań siostry Anastazji. Dania jarskie i ryby – prezenty dla mamy i teściowej. Wydawnictwo WAM miało specjalną
promocję i też zakupiliśmy je z mężem za 10 zł.
Czytaliście te książki? Może mi jakąś szczególnie polecicie. Dobrze wybrałam?
Lubicie pisać recenzje i przeczytaliście wydaną w 2016 roku książkę, która Was zachwyciła? To świetnie, bo możecie wziąć udział w konkursie magazynu Fanbook i wygrać książkę oraz publikację w tym czasopiśmie.
Co należy zrobić?
napisać recenzję składającą się z maksymalnie 2 tysięcy znaków ze spacjami włącznie;
wysłać ją na adres redakcja@e-fanbook.pl do 15 stycznia 2017 roku;
w temacie maila wpisać: NAJLEPSZA KSIĄŻKA 2016;
w treści maila zawrzeć oświadczenie, że jesteście wyłącznym autorem recenzji.
Nie zapomnijcie, że w konkursie nie wezmą udziału recenzje o objętości większej niż 2 tysiące znaków, nie zawierające informacji o recenzowanej książce i jej autorze oraz nadesłane w formie linka.
Grudzień przywitał mnie wielka ciapą
i mokrymi butami. Z puszku, który uroczo posypywał wczoraj
wieczorem, zostało szarobure coś. A całą resztę zmył deszcz. W
każdym razie do Świąt zostały już tylko 24 dni, w sklepach kręcą
się wygłodniali promocji klienci, a staruszek Mikołaj przygotowuje
sobie portki na dalekie podróże.
Czy mam jakieś plany czytelnicze na
grudzień? Ano mam, niewielkie. W pierwszej kolejności na warsztat
zostaną wzięte Liliowe dziewczyny, które już zaczęłam.
Książka trafiła do mnie w ramach akcji Book Tour organizowanej na
blogu Ruda recenzuje. Przyznam, że powieść zapowiada się bardzo
smakowicie. Druga w kolejce będzie książka autorstwa Banner
Catherine Dom na skraju nocy. Przyznam, że wiążę z nią duże
nadzieje, obym się nie przeliczyła.
Nie chcę planować więcej, bo
ostatnio z moich planów wychodzi niewiele, a bardzo chciałabym
dokończyć wyzwania czytelnicze i filmowe, które podjęłam, choć
czarno to widzę.
Book Tour z Dzieckiem wspomnień Steeny Holmes ma się dobrze. Książka była już u dwóch
uczestniczek. Po kliknięciu w odniesienia poniżej, możecie
posłuchać niezwykle przyjemnego głosu Agnieszki w jej podcaście i
przeczytać przepiękną recenzję Zuzanny.
Na koniec, tradycyjnie, wrzucam garść,
a właściwie szczyptę, grudniowych premier książkowych, które
mnie zainteresowały.
7 grudnia 2016
Rok królika Joanna Bator
Wydawnictwo ZNAK
Autorka bestsellerowych romansów
historycznych Julia Mrok kieruje się dwoma pragnieniami: rozkoszy i
opowieści. By je zaspokoić, z nikim się nie liczy i nie zważa na
skutki swoich poczynań, ale kiedy posuwa się za daleko, w końcu
musi zniknąć z własnego życia.
Zmienia tożsamość i wygląd,
opuszcza swoich dwóch kochanków. Z Warszawy wyjeżdża do Ząbkowic
Śląskich – miasteczka, do którego bardziej pasuje dawna nazwa
Frankenstein. Wszechobecna atmosfera grozy zagęszcza się zwłaszcza
w jedynym hotelu w mieście, gdzie uciekinierka postanawia wynająć
pokój. Jego tajemnicza właścicielka, Wiktoria Frankowska, prowadzi
w nim spa „Pod Królikiem”. Potworna tajemnica, jaka wiąże się
z tym miejscem sprawi, że Julia Mrok będzie musiała na nowo
zmierzyć się ze swoją przeszłością i podjąć decyzje, które
po raz kolejny odmienią jej życie.
Mama odeszła Joyce Carol Oates
Dom Wydawniczy Rebis
"Mama odeszła" to książka
szczera, intymna, wciągająca i bardzo osobista.
"Widzisz kogoś ostatni raz i nie
wiesz, że to ostatni raz. Potem wiesz tylko jedno: że wtedy o tym
nie wiedziałaś. Ale nie wiedziałaś, a teraz jest już za późno.
I mówisz sobie: Skąd ja miałam wiedzieć, nie mogłam tego
wiedzieć. Mówisz".
Trzydziestojednoletnia Nikki Eaton –
niezamężna, seksualnie wyzwolona i samodzielna finansowo – raczej
nigdy nie myślała o sobie w kategorii córki. A jednak kiedy z dnia
na dzień nieoczekiwanie traci matkę, przechodzi ogromną wewnętrzną
przemianę. Jeden burzliwy rok, wypełniony przerażającymi
zdarzeniami i rozpaczą, przyniesie jej oświecenie, wiedzę, a nawet
– niespodziewanie – miłość, która pomoże jej się
podźwignąć.
Oates, jedna z najznakomitszych pisarek
amerykańskich, z niezwykłą precyzją nakreśliła wciągający i
poruszający obraz głębokiego żalu i oczyszczającego smutku,
który pozwala spojrzeć na życie inaczej.
"Mama odeszła" znalazła się
na liście stu najważniejszych powieści roku 2005 według "New
York Timesa".
-----------------------------------------------------------------------------
opisy pochodzą ze strony empik.com