niedziela, 11 października 2015

Żyć na swoich zasadach - Król życia

Edward to typowy korpo - szczur. Mimo że zna cztery języki i co roku osiąga próg sprzedażowy, na podwyżkę nie ma co liczyć. Dodatkowo relacje z żoną jakoś się nie układają, ojciec ciągle marudzi żeby przyjechał go odwiedzić, a przecież kiedy biedny Edward ma znaleźć czas na takie przyziemne sprawy , jak z tyłu głowy majaczy tylko i wyłącznie praca i wyniki. Wszystko to doprowadza do wzrastającej frustracji mężczyzny. 

Podczas jednej z niewielu chwil relaksu, jakie mu się zdarzają spotyka młodą, obkolczykowaną i wytatuowaną dziewczynę, która twierdzi, że mu powróży. Ta niecodzienna jasnowidząca przepowiada mu wielkie zmiany, walizkę pełną pieniędzy i przewartościowanie jego dotychczasowych priorytetów.

Niebawem proroctwo cyganki okazuje się prawdziwe. Po wypadku samochodowym Edward dokonuje prawdziwego przewartościowania swego życia, staje się niepoprawnym optymistą, starającym się czerpać radość dosłownie ze wszystkiego, np. brzmienia słowa cielęcina.  

Film Zielińskiego to prawdziwy feel-good movie, powala i zaraża optymizmem. Pokazuje, że warto cieszyć się z małych rzeczy, a nie skupiać na tych mało istotnych. Cytując ojca głównego bohatera, po latach pamięta się tylko „jak z kolegami puszczało się statki”. Wiem, że wokół filmu są duże zgrzyty, bo wielu historia Edwarda nie bawi. Ja natomiast spędziłam beztroski czas w kinie, a uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy przez cały czas trwania seansu. 

Raziły mnie natomiast momentami sztuczne i wydumane dialogi. Jakby żywcem wzięte z forów i memów internetowych. Najgorszą postacią sypiącą takowymi jak z rękawa był szef Edwarda. Niestety z własnego doświadczenia wiem, że tacy ludzie istnieją i na każde, nawet najprostsze i najbardziej wprost zadane pytanie, potrafią odpowiedzieć pseudo-filozoficzną historyjką, która odpowiedzią na zadane pytanie nijak nie jest. 

Nie szukałabym natomiast drugiego dna w opowiedzianej historii, bo czymże miało by ono być? Pointą, że trzeba się puknąć w głowę, żeby nie skupiać się na pracy tylko na ważniejszych rzeczach? Czy może podpowiedzią, że trzeba się puknąć w głowę żeby odkryć to co najważniejsze?  Po cichu jednak zazdroszczę bohaterowi tego wewnętrznego luzu i spokoju na jaki, zapewne tylko w filmach można sobie pozwolić. 


Jeśli szukacie chwili rozrywki lub po prostu chcecie obejrzeć film lekki i przyjemny, wywołujący uśmiech na twarzy, to z pewnością jest pozycja dla was. 




3 komentarze:

  1. Lubię Więckiewicza, więc na pewno obejrzę ten film. Na jesienny wieczór jest idealny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Musicie się w takim razie pospieszyć, bo film schodzi już z ekranów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zostawiony po sobie ślad. Wszystkie komentarze są dla mnie ogromną motywacją :)